Przez wiarę w Jego imię temu człowiekowi, którego oglądacie i którego znacie, imię to przywróciło siły. Dz 3, 16
Piotr i Jan przemawiali z mocą, a Bóg potwierdzał ich głoszenie znakami. To właściwa kolejność. W Dziejach Apostolskich czytamy, że apostołowie odważnie głosili słowo, a Bóg potwierdzał ich głoszenie znakami. Najpierw było odważne głoszenie słowa - krok wiary, a potem czekanie, co z tym fantem zrobi sam Bóg. Kiedyś myślałem, że jest odwrotnie: najpierw jest cud, do którego trzeba dorobić „pobożną ideologię”.
Zdrowie chromemu przywróciło „Imię”. Nieprzypadkowo w Katechizmie Kościoła katolickiego czytamy: „Tylko Jego imię zawiera Obecność, którą oznacza”. Jan Klimak, święty opat klasztoru na Synaju podpowiadał: „Uderz przeciwnika imieniem Jezusa; na ziemi w niebie nie uświadczysz bowiem równie potężnej broni”.
Św. Gelaziusz I, papież, stwierdził w roku 494, że nasz dzisiejszy patron, jest jednym z tych świętych, „których imiona są słusznie czczone wśród ludzi, ale których czyny są znane tylko Bogu”. Co przez to rozumieć? Że mamy do czynienia z bohaterem zbiorowej wyobraźni, o którym doprawdy trudno coś powiedzieć. Precyzyjnie zaś chodzi o człowieka, który zapisał się w pamięci ludzi jedynie poprzez swoją wierność Bogu, której dowód złożył w chwili męczeńskiej śmierci. Śmierć ta musiała być doprawdy spektakularna, a wytrwałość w obliczu tej próby nieludzka, skoro w niektórych żywotach została rozciągnięta do 20 tortur, którym nasz patron został poddany przez okres trwającego 7 lat uwięzienia. W czasach średniowiecza owo tytaniczne zmaganie przybrało symboliczne rozmiary walki z bestią, ze smokiem, czego wyrazem jest najbardziej rozpowszechniona wersja tej opowieści, jaką znajdziemy u Jakuba de Voragine w "Złotej legendzie". A jak ze św. Jerzym było naprawdę? Najprecyzyjniej ujął to Donald Attwater, brytyjski pisarz i dziennikarz katolicki: „Żadne historyczne szczegóły z jego życia się nie zachowały. Powszechna cześć jaką Jerzy odbierał jako święty legionista miała swoje centrum w Palestynie, w Diospolis, obecnie Lydda. Jej źródła datujemy na koniec trzeciego lub początek czwartego wieku, co zgadzałoby się z prześladowaniami za cesarza Dioklecjana, które dotknęły także chrześcijan wśród zawodowych żołnierzy armii rzymskiej. To wszystko, co można rozsądnie przypuszczać o św. Jerzym”. Reszta to opowieści, które przekazywane z ust do ust sprawiły, że nadano mu tytuł Wielkiego Męczennika, jednego z 14 Świętych Wspomożycieli. Jego kult na Wschodzie był tak popularny, że zajmował pierwsze miejsce po Najświętszej Pannie Maryi i św. Michale. Zaś co do Europy Zachodniej, to kult i legendę o św. Jerzym rozpowszechniły wyprawy krzyżowe, z których jedna dotarła pod Lyddę. To jednak wszystko dokonało się w kolejnych stuleciach po jego męczeńskiej śmierci, kiedy on sam, jak wierzymy, radował się już chwałą nieba. Chwałą zdobytą przez wytrwałość w walce ze złem aż do samego końca. A ponieważ nam te zmagania wychodzą tak sobie, a i miejscem, w którym ukrywa się prawdziwa smocza bestia często jest nasze własne serce, więc i nic dziwnego, że Jerzy stał się jednym z najpopularniejszych świętych.
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.