Western jako gatunek filmowy ma 120 lat. Czy klasyczne obrazy Dzikiego Zachodu mogą nas dziś jeszcze poruszać?

Czy w świecie, w którym dobro i zło zostały rozmyte, jest jeszcze miejsce dla westernu w jego klasycznej postaci?

1m 8s

Równo 120 lat temu miała miejsce premiera amerykańskiego filmu „Napad na ekspres” w reżyserii Edwina S. Portera. Obraz był niemy i trwał tylko nieco ponad 10 minut, nie odznaczał się też zbyt skomplikowaną fabułą: opowiadał o grupie bandytów napadającej na pociąg i szeryfie, który wyrusza za nimi w pościg. Miał jednak dość spektakularne zakończenie: w ostatniej scenie jeden z bandytów strzela w stronę widzów. To z pewnością wzmacniało wrażenia odbiorców, dla których sztuka filmowa ciągle jeszcze była nowością. „Napad na ekspres” okazał się hitem, a odtwórca kilku (!) ról w tym obrazie Gilbert M. „Broncho Billy” Anderson stał się wkrótce pierwszą gwiazdą westernów, mimo że, według legendy, tak źle jeździł konno, że trzeba było zatrudnić pierwszego w historii kina dublera kaskadera. Został nim Frank Hanaway, były kawalerzysta armii USA.

Dostęp do pełnej treści już od 12,90 zł za miesiąc

Skorzystaj z promocji tylko do Wielkanocy!

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń ten artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Szymon Babuchowski