Żyjemy szybko, bezmyślnie, zmysłowo. Wszędzie doznajemy strat. Może Sergio Quinzio, dostrzegając wszędzie zmarnowane interwencje Boga, jeszcze wierzył w Chrystusa, mimo że dzieciństwo spędził na grzebaniu zmarłych żołnierzy, wędrował na wykłady wzdłuż cmentarza Verano i w końcu pogrzebał swoją ukochaną żonę Stefanię?
Ale czy ktoś znajduje tyle nadziei w sobie, by wyschły mu wszystkie łzy wylane z powodu strat zwiastujących śmierć? Czy Hans Jonas, wstrząśnięty tym, co działo się w Auschwitz, miał rację, twierdząc, że Bóg nie poradził sobie z istnieniem zła na świecie? Czy tylko sprzeciwianie się śmierci jest sensem ludzkiego życia? Myślę, że istnienie tak wielkiego zła na świecie daje do myślenia o dobru, które musi nie tyle zrekompensować, ile nieskończenie przewyższyć takie zbrodnie. Jakie to dobro musi być, by całe zło świata znikło jak koszmar po przebudzeniu?
Skorzystaj z promocji tylko do Wielkanocy!