• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nie tylko o teczkach

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 01/2005

    dodane 04.01.2005 00:31

    Wyrok sądu, uznający marszałka Sejmu Józefa Oleksego za kłamcę lustracyjnego oraz sprawa Małgorzaty Niezabitowskiej pokazują, jak istotny wpływ na bieg spraw publicznych mają nadal sprawy z mrocznej przeszłości PRL.

    Wyrok sądu, uznający marszałka Sejmu Józefa Oleksego za kłamcę lustracyjnego oraz sprawa Małgorzaty Niezabitowskiej pokazują, jak istotny wpływ na bieg spraw publicznych mają nadal sprawy z mrocznej przeszłości PRL. Obie te sprawy, jakościowo zupełnie różne – Oleksy zataił dobrowolną i ochotniczą współpracę z organami bezpieczeństwa; Niezabitowska najprawdopodobniej została zmuszona do współpracy – mają jednak pewien wspólny obszar. Wyrokujemy o nich na podstawie wiedzy zawartej w dokumentach policji politycznej komunistycznego państwa. W mediach podnoszona jest kwestia wiarygodności tych materiałów.

    Problem znam z własnego doświadczenia; zarówno jako historyka, wykorzystującego archiwalia wytworzone przez bezpiekę, jak i „pokrzywdzonego”, który zapoznał się z aktami dotyczącymi swojej osoby. W obu przypadkach konkluzja jest identyczna. Te materiały są prawdziwe. Powstały na podstawie informacji przekazanych oficerom SB przez ich tajnych współpracowników. Jest absurdem twierdzenie, że SB fałszowała swą wewnętrzną dokumentację operacyjną, ponieważ oznaczałoby to, że miała zamiar okłamywać samą siebie. W momencie, gdy ta dokumentacja powstawała, była ściśle tajna. Dostęp do niej był reglamentowany i znajdował się pod ścisłą kontrolą.

    Inną natomiast rzeczą jest, czy w dokumentach tych zapisana jest prawda. Komunistyczna bezpieka nigdy nie była „Ministerstwem Prawdy”, tylko sprawnym, bardzo profesjonalnym narzędziem władzy totalitarnego państwa. Dlatego informacje zawarte w materiałach operacyjnych SB muszą być poddane bardzo wnikliwej krytyce źródłowej oraz konfrontowane z dokumentami wytworzonymi przez inne instytucje.

    Uważam, że w polskich rozliczeniach z przeszłością tkwi zasadniczy błąd. Skupiamy się na ludziach, którzy w różnych okolicznościach podjęli współpracę z komunistyczną tajną policją, a pozostawiamy w spokoju najważniejsze figury polityczne tamtego okresu. Skandalem, dla mnie, nie będzie fakt ewentualnej współpracy Niezabitowskiej, choć wywołane przez nią zamieszanie medialne musi wzbudzać niesmak. Znacznie bardziej zgorszony byłem owacją, jaką delegaci SLD powitali Jaruzelskiego, a także postawą młodych, którzy 13 grudnia przyszli pod jego dom z transparentem: „Dziękujemy Ci generale”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół