• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • W innej perspektywie

    Andrzej Grajewski

    dodane 14.02.2016 19:02

    Czy Papież zawiódł Ukraińców?

    Reakcje na efekty spotkania papieża Franciszka z patriarchą Cyrylem są zróżnicowane. W Rosji, zarówno hierarchowie prawosławni, jak i katoliccy są zachwyceni. Mówią o historycznym wydarzeniu, które zmieni wzajemne relacje Kościołów między sobą oraz stworzy szanse na zbliżenie katolicyzmu z prawosławiem w wymiarze światowym. W podobnym tonie wypowiedzieli się polscy hierarchowie zwracając uwagę na elementy deklaracji papieża i patriarchy, stanowiące wyraźną kontynuację wątków zaznaczonych już w polsko-rosyjskim dokumencie z 2012 r.

    Są to przede wszystkim kwestie odnoszące się do współczesnych sporów cywilizacyjnych, a więc obrona modelu rodziny opartej na małżeństwie mężczyzny i kobiety, wezwanie do poszanowania prawa do życia, odrzucenie aborcji i eutanazji oraz techniki medycznego wspomagania rozrodu. Inaczej dokument jest odbierany na Ukrainie, gdzie papieżowi nieomal stawiany jest zarzut zdrady. Znany ukraiński politolog Andrij Portnow  powiedział, że jest rozczarowany retoryką Franciszka wobec rosyjskiej agresji na Ukrainie. „Chciałbym, by rozmawiał z patriarchą Cyrylem o losie Kościoła greckokatolickiego na Krymie, w Doniecku i Ługańsku. Chciałbym rozmowy o setkach zakładników, którzy czekają na uwolnienie. Trzeba robić wszystko, by tych ludzi ratować i gdyby Franciszek starał się to zrobić, wtedy spotkanie na Kubie miałoby o wiele więcej sensu”. Także abp Światosław Szewczuk, arcybiskup większy kijowsko-halicki, zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie nie krył rozczarowania i obaw. „Na podstawie naszych wieloletnich doświadczeń można powiedzieć, że jeśli Watykan i Moskwa organizują jakieś spotkanie, czy podpisują jakieś wspólne teksty, to trudno jest nam oczekiwać czegoś dobrego" oświadczył.

    Ukrainy dotyczą trzy spośród trzydziestu punktów wspólnej deklaracji papieża i patriarchy. W punkcie 25. zawarta jest krytyczna ocena „uniatyzmu”, czyli metody przywracania jedności Kościoła, poprzez tworzenie Kościołów obrządku wschodniego. Takie stanowisko nie jest czymś nowym. Zostało zaakceptowane przez stronę katolicką już we wspólnej deklaracji ekumenicznej Kościoła katolickiego i Kościoła prawosławnego, przyjętej w czerwcu 1993 przez Międzynarodową Komisję Wspólną do spraw Dialogu Teologicznego w  Balamand (Liban). Także patriarcha Cyryl, który podpisał się pod stwierdzeniami, że powstałe w okolicznościach historycznych Kościoły unickie „mają prawo do istnienia i podejmowania tego wszystkiego, co jest niezbędne do zaspokojenia potrzeb duchowych swoich wiernych”, nie powiedział nic nowego. Podobnie brzmią sformułowania dokumentu z Balmand, akceptującego prawo do istnienia Kościołów obrządku wschodniego. Punkt 26 deklaracji papieża i patriarchy bezpośrednio odnosi się do konfliktu na Ukrainie i jest wezwaniem do wszystkich strony, aby działały na rzecz budowania pokoju.

    Krytycy zarzucają papieżowi, że nie potępił wprost rosyjskiej agresji na Krym i wspierania separatystów w Donbasie. Jednak deklaracje religijne nie są miejscem dla roztrząsania zawiłości politycznych, a użyte w niej sformułowania stanowią jedynie wezwanie do chrześcijan, aby poszukiwali dróg pokojowego zakończenia konfliktu. Natomiast art. 27 deklaracji odnosi się do podziałów w łonie ukraińskiego prawosławia i wyraża nadzieję, że zostaną one przezwyciężone „na podstawie obowiązujących norm kanonicznych”. Nie znajduję w tym niczego niestosownego. Papież nie może być stroną w sporach między ukraińskimi Kościołami prawosławnymi, których tłem nie są różnice religijne, ale polityczne. Podsumowując wątki ukraińskie w deklaracji papieża i patriarchy wydaje mi się, że pretensje kierowane wobec Franciszka przez różne środowiska ukraińskie, nie są usprawiedliwione.

    Papież wielokrotnie zabierał głos w obronie praw religijnych katolików obu obrządków na Ukrainie, a dyplomacja Stolicy Apostolskiej podkreślała, że aneksja Krymu jest pogwałceniem prawa międzynarodowego, podobnie jak wsparcie udzielane przez Kreml separatystom we Wschodniej Ukrainie. Dla papieża spotkanie w Hawanie miało inną perspektywę. Było szansą na przezwyciężenie impasu w rozmowach o zjednoczeniu chrześcijan. O wspólnym dokumencie powiedział, że „nie jest to deklaracja polityczna ani deklaracja socjologiczna, jest to deklaracja duszpasterska”. O co Mu chodziło przede wszystkim ? Aby wyruszyć w drogę w stronę jedności, wyrywając się z impasu jałowych sporów teologicznych, czy politycznych. Franciszek wielokrotnie wyrażał obawę, abyśmy nie doprowadzili do sytuacji, że Pan przyjdzie, „a my jeszcze będziemy pracować nad jednością”.

    Papież nie jest naiwnym marzycielem, spodziewającym się, że zmieni relacje z Moskwą jednym, nawet udanym spotkaniem z patriarchą. Chciał wyruszyć w drogę, aby kiedy Pan przyjdzie „ spotkał na wędrujących”, a nie okopanych na starych pozycjach, uzasadniających tkwienie tam różnymi doświadczeniami z przeszłości, czy czasów współczesnych. I wierzę, że dokonał słusznego wyboru. Nawet jeśli droga przed nami daleka a zagrożeń na niej więcej, niż znaków nadziei.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Ire
      15.02.2016 09:47

      I jeszcze taka uwaga. Podczas synodu o rodzinie grekokatoliccy hierarchowie bronili rodziny i nauki Kościoła w tej kwestii. Zapamiętały się mi słowa arcybiskupa Światosława Szewczuka. Powiedział wtedy mniej więcej tak (wszystko cytuję z pamięci):

      moi wierni prosili mnie, abym podczas synodu potwierdził dotychczasowe nauczanie Kościoła w sprawach rodziny, ponieważ wielu z nich przeżywa wypowiedzi niektórych dostojników w Kościele na Zachodzie.

      A potem dodał od siebie bardzo mocne zdanie:

      podczas komunistycznych prześladowań Kościół greckokatolicki na Ukrainie przetrwał dzięki rodzinom, bo to rodziny udzieliły mu schronienia, dawały nocleg księżom i biskupom, pozwalały na tajemne odprawienie mszy w domach w nocy. Mój Kościół istnieje dlatego, że rodzina go obroniła, teraz Kościół powinien obronić rodzinę.

       

    • Obywatel
      15.02.2016 10:49
      "Natomiast art. 27 deklaracji odnosi się do podziałów w łonie ukraińskiego prawosławia i wyraża nadzieję, że zostaną one przezwyciężone „na podstawie obowiązujących norm kanonicznych”. Nie znajduję w tym niczego niestosownego. Papież nie może być stroną w sporach między ukraińskimi Kościołami prawosławnymi"

      Więc skoro tak, to papież nie powinien pod tym się podpisywać.
      Poza tym należy dialogować z wszystkimi patriarchatami prawosławnymi. Jan Paweł II rozumiał to i rozwijał kontakty z cerkwią gruzińską i rumuńską.
      Nie ma sensu ocieplać wizerunku agenta KGB Cyryla. Facet z Moskwy bredzi, że jest patriarchą "Wszechrusi", co oznacza imperialne pretensje do większości zamieszkanego przez prawosławnych terytorium Europy Wschodniej.
    • indris
      15.02.2016 12:42

      Aneksja Krymu przez Rosję miała miejsce w 2 połowie XVIII wieku. W roku 2014 Krym, którego 75% mieszkańców czuje się i jest Rosjanami, powrócił do Rosji.

    • peperS
      15.02.2016 13:41
      Do ~Ire - "Swoją drogą dla meni ..."
      Witam brata unitę, zabierającego głos w tak ważnej dyskusji.
      Papież Franciszek nie rozumie niuansów w stosunkach katolicko-prawosławnych. Wyrastał w innej kulturze i po prostu nie czuje tych spraw. Nie jest natomiast konieczne wykazywanie głupoty papieżowi, który wszak jest naszym wspólnym papieżem. O czym warto pamiętać, nim sięgniemy po ostrzejsze argumenty.
      Tym bardziej ten Papież nie będzie rozumiał kontekstu stosunków pomiędzy Polakami-katolikami, a Ukraińcami-grekokatolikami. To, że Papież według ciebie mówił gdzieś o wojnie domowej na Ukrainie, nie jest jakimś wielkim faux pas.
      Dla nas, potomków Kresowian, większym problemem jest uznanie przez papieża Franciszka heroiczności cnót abpa Szeptyckiego. Docierają do nas słuchy, że kościół grekokatolicki na Ukrainie stara się o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego ojca Stefana Bandery. Oba zdarzenia są dla nas nie tylko niezręcznością. To jest naigrywanie się z pomordowanych katolików przez OUN - UPA w latach 1939-47 na Wołyniu oraz województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim.
      Zapewne kościół grekokatolicki wsławił się męczeństwem, zwłaszcza w okresie stalinizmu.
      Niemniej polski kościół katolicki wsławił się setkami męczenników bestialsko zamordowanych przez banderowców, melnykowców, enejowców, bulbowców, esesmanów z ukraińskiej dywizjii SS-Galizien, oraz wszelkiej innej maści zbrodniarzy, którzy obecnie są czczeni na Ukrainie, również w obecności księży grekokatolickich, podczas czynności liturgiczno-modlitewnych. Na YT można przekonać się naocznie o tym.
      Trudno mieć do Papieża Franciszka pretensje o słowa i gesty.
      Tym bardziej trudno, że sprawy pomiędzy kościołami i narodami są nie tylko nierozliczone w prawdzie, ale wdeptywane w ziemię zapomnienia.
      Trudno świecić przykładem męczeństwa, gdy własne zbrodnie stawia się na piedestale.
      Zapewne piękna jest liturgia greko-katolicka. W ogóle uważam, że liturgia kościoła wschodniego jest przepiękna. Pachnie Jerozolimą.
      A boleję niemiłosiernie, że liturgia kościoła katolickiego została sprowadzona do mszy świętej klepanej. Chciałbym kiedyś znaleźć się w kościele prawosławnym na liturgii.
      Ale musiałbym tam czuć się jak u siebie. Czy to jednak możliwe?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół