• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Solidarność po niemiecku

    Tomasz Rożek

    |

    GN 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:15

    Ci sami, którzy w Berlinie czy Brukseli głośno wołają o solidarności europejskiej w sprawie imigrantów, właśnie podpisali umowę dotyczącą budowy nowego gazociągu łączącego Niemcy i Rosję. Solidarność europejska już dawno temu została utopiona na dnie Bałtyku.

    Nord Stream II to prawdziwy cios w naszą i naszych sąsiadów niezależność energetyczną. Budowa nowego gazociągu była planowana od dawna, ale dopiero kilkanaście dni temu największe europejskie koncerny energetyczne podpisały z rosyjskim Gazpromem odpowiednie umowy. Podpisywano je w tych samych dniach, w których niemieccy i europejscy politycy grozili Polsce i krajom regionu konsekwencjami natury politycznej i finansowej za brak solidarności w sprawie imigrantów. Co z solidarnością w sprawie energii? Dzisiaj wiadomo już, że polski rząd ugiął się przed żądaniami Berlina. Inni na ograniczanie suwerenności swoich krajów nie zgodzili się.

    Rozgrywający

    Niezależnie jednak od tego, co zrobilibyśmy w sprawie imigrantów, drugi gazociąg i tak powstanie. W pewnym sensie będzie on dla nas bardziej kłopotliwy niż ten pierwszy. Koncerny, które podpisały umowę na budowę i eksploatację, to niemieckie BASF i E.ON, francuska ENGIE, austriacki OMV i należący to Wielkiej Brytanii i Holandii Royal Dutch Shell. Budową nowej, dwunitkowej magistrali zajmie się spółka należąca w części do wymienionych koncernów europejskich, ale z większościowym pakietem należącym do rosyjskiego Gazpromu. Plan jest taki, że do 2020 roku, a więc nie później niż za 5 lat, gazociąg ma tłoczyć 55 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Tłoczyć z Rosji do Niemiec.

    Na kontynencie europejskim dwie nitki zostaną podpięte do już istniejącej infrastruktury, tak, że w rosyjski gaz zaopatrzona zostanie spora część Europy. 55 mld metrów sześciennych to prawie cztery razy więcej niż przez cały rok zużywa Polska! Tak ogromne ilości gazu Niemcom są niezbędnie potrzebne. Berlin zamyka elektrownie węglowe i stawia na zieloną energię. Wiatraki i ogniwa fotowoltaiczne nie są jednak w stanie w środkowoeuropejskim klimacie zapewnić odpowiedniej ilości prądu elektrycznego dla tak dużej gospodarki. Pamiętać należy także o tym, że nie kto inny tylko Berlin jest głównym propagatorem zielonych rozwiązań w energetyce i przemyśle, które forsuje Bruksela. W skrócie mówiąc, Niemcy chcą być rozgrywającym w Europie także w energetyce. A Rosja bardzo chętnie pomoże. Solidarność z Ukrainą czy Polską i państwami bałtyckimi jest tutaj mniej istotna.

    Zadziwiającą impotencją wykazuje się także Bruksela. Przymyka oczy na wszystko. Sankcje nałożone na Rosję w związku z aneksją Krymu i prowadzeniem cichej wojny w Donbasie, choć dotyczą także rynku gazu, nie mają tutaj zastosowania, bo inwestycja została zakwalifikowana jako ta, która dotyczy sektora naftowego. A ten z sankcji jest wyłączony. Unia Europejska łamie też podstawową zasadę, która mówi, że właściciel gazociągu nie może być równocześnie dostarczycielem surowca płynącego tym gazociągiem. Taką zasadę wprowadzono kilka lat temu właśnie po tym, gdy Rosja, wykorzystując pozycję monopolisty, zakręcała lub ograniczała (działo się to zawsze w zimie) dostawy gazu do krajów bałtyckich. Przepis, który miał takie praktyki ukrócić, obowiązuje wszystkich, ale nie Rosję.

    Gazociąg jest własnością Gazpromu, Gazprom będzie tłoczył do niego błękitne paliwo, które będzie wydobywane przez... tak, zgadza się, przez Gazprom. To nie pierwszy tego typu wyjątek, jaki Bruksela uczyniła Moskwie. Jest jeszcze jeden haczyk, którego Rosjanie zawsze mogą się uchwycić. Gazprom nie tworzy infrastruktury na terenie Unii. Doprowadza gaz tylko do jej granicy. Dalej kontrolę przejmują Niemcy.

    Wszystko w rękach Rosji

    Co budowa Nord Stream II oznacza dla Polski? Gdy nowe połączenie powstanie, Polska, ale także Ukraina czy Białoruś stracą status krajów tranzytowych. Pomijając to, że tym samym stracą okazję do zarobienia pieniędzy, nasza pozycja w sektorze energetycznym mocno osłabnie. Istniejące dziś rurociągi, tak jak na przykład gazociąg Jamał, będzie można zamknąć. Nie będą już potrzebne. Czy zostaną zamknięte? Cóż, to zależy od decyzji Moskwy i Berlina. Dzisiaj Niemcom potrzebny jest gaz płynący drogą lądową, bo tego, który płynie po dnie Bałtyku jest za mało. Ale od 2020 roku to się zmieni.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • ws
      01.11.2015 09:29
      Niemcy nas kochają ale tylko na pokaz, nadal jesteśmy solą w oku dla zachodnich i wschodnich potęg, dlatego grupa wyszochradzka i gaz łupkowy oraz z gaz z kazachstanu
    • Król Dawid
      01.11.2015 16:40
      Polacy są zbyt dumni by przyłączyć się do takich inicjatyw i na tym traci nasz wizerunek. My nie chcemy i nie umiemy współpracować i myślimy, że każdy chce nas wyrolować. Jesteśmy rozkapryszonym dzieckiem Europy. Może by tak kupić w prezencie lalkę porcelanową dla elit?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół