• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jako pasterze 
nie możemy milczeć

    dodane 03.09.2015 00:15

    O „wtrącaniu się” Kościoła do polityki, rocznicy chrztu Polski i synodzie biskupów z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz


    Ks. Tomasz Jaklewicz: Czy, kiedy Ksiądz Arcybiskup jako przewodniczący KEP pisał listy do prezydenta Komorowskiego w sprawie in vitro, miał skojarzenia ze słynnym „non possumus” prymasa Wyszyńskiego? 


    Abp Stanisław Gądecki: Nie doszukiwałbym się analogii do „non 
possumus”. Tamta decyzja była odpowiedzią na całkiem wyjątkową sytuację, w której Kościołowi groziła zagłada. Natomiast moje listy są tylko częścią normalnego nauczania Kościoła w sytuacji, w której jest on wystawiony na niebezpieczeństwa natury moralnej. Jest to proste przypomnienie katolikowi pełniącemu zaszczytny urząd prezydenta zasad nauczania Kościoła, które obowiązują każdego wiernego. Prezydent, choć reprezentuje wszystkie wyznania, a także osoby niewierzące, winien kierować się sumieniem, które jest jedno. Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier podczas wykładu dla studentów islamskich w Tunezji, powiedział, że jest chrześcijaninem (protestantem) i ma jedno sumienie, którym kieruje się zarówno w życiu osobistym, jak i w życiu publicznym. Zostawianie sumienia w przedpokoju parlamentu – o czym wspominała kiedyś pani premier – jest dla mnie czymś niezrozumiałym. 


    Słychać w mediach zarzut, że listy w sprawie in vitro były zbyt daleko idącą interwencją Kościoła w politykę. 

    W tego typu wypowiedziach nie interesuje mnie ściśle rozumiana polityka, ale idzie mi przede wszystkim o kwestie moralne, które muszą leżeć nam wszystkim na sercu. Jeżeli wprowadza się regulację prawną, która umożliwia uśmiercanie jednych ludzkich istot, po to by inne mogły żyć, to my nie możemy milczeć. Jan Chrzciciel potępił w swoim czasie nieregularne małżeństwo księcia, ponieważ bronił Prawa Bożego. Kościół wciąż mówi o tym, że życie ludzkie powinno być chronione od momentu poczęcia, aż do naturalnej śmierci. Gdybyśmy zatem – jako pasterze Kościoła – nie zabierali głosu w tych kwestiach, to stalibyśmy się jak „psy nieużyczteczne”, jak mówi Pismo święte. Nasze wypowiedzi nie są też żadnym aktem nienawiści wobec konkretnego człowieka, ale starają się być wyrazem rozumnej miłości do niego. 

    Wielu ludzi traktuje kwestie moralne jako sprawy całkowicie prywatne, pozostawione osobistym wyborom. Uważają, że polityki nie powinno się łączyć z moralnością. 

    Wszystkie dziedziny życia ludzkiego są albo moralne albo niemoralne. Nie ma czegoś takiego jak polityka, która abstrahuje od moralności. Kiedy Hitler podejmował decyzję o eksterminacji Żydów, to była to decyzja polityczna a zarazem moralna. Zaciągnął moralną winę. W kwestii in vitro nie ma mowy o podobnym rozmiarze przestępstwa, ale istnieje podobnie moralny aspekt tej sprawy; ochrona poczętego życia ludzkiego. Złe prawo kształtuje złe obyczaje. Przyzwalać na złe prawo, oznacza, zgadzać się na zło; na złe obyczaje. 

    Czy politycy, którzy głosują za ustawami wprost sprzecznymi z nauczaniem moralnym Kościoła, nie powinni zostać dopuszczeni do Komunii? Czy nie jest to pomieszanie religii z polityką? 

    W przypadkach – mówi „Ecclesia de Eucharystia” (encyklika Jana Pawła II - przyp. red.) – zachowania, które na forum zewnętrznym, w sposób poważny, oczywisty i stały jest przeciwne normom moralnym, Kościół, w duszpasterskiej trosce o prawidłowy porządek we wspólnocie oraz o szacunek dla sakramentu, nie może wzbraniać się przed podejmowaniem odpowiednich kroków. W sytuacji jawnego braku dyspozycji moralnej winien stosować normę Kodeksu Prawa Kanonicznego, mówiącą o możliwości niedopuszczenia do Komunii eucharystycznej tych, którzy „trwają z uporem w jawnym grzechu ciężkim”. Podając warunki przystępowania do Komunii świętej, przypominamy tylko zapisy prawa kanonicznego. Wypowiedź abp Dzięgi nie daje podstaw do tego, aby odmawiać Komunii św. konkretnym posłom, którzy głosowali za ustawą o in vitro. Nie wiemy bowiem, czy działali w pełnej wolności i pełnej świadomości. To jest wiadome jedynie sumieniu danego człowieka. On też – razem ze spowiednikiem – winien ocenić stopień swojej winy. Kapłanowi rozdającemu Komunię świętą trudno jest osądzać konkretnego człowieka co do jego dyspozycji sumienia, choć zdarzają się przypadki w których powinien podjąć radykalną decyzję odmowy udzielenia Komunii (np. w przypadku gdy prosi o nią osoba ewidentnie nietrzeźwa). 

    Kapłan rozdający komunię podczas Mszy świętej, właściwie nie może jej odmówić.

    Ksiądz nie wie, czy dany człowiek nie przystąpił wcześniej do spowiedzi i nie otrzymał rozgrzeszenia.   

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • maria n
      03.09.2015 21:06
      To bardzo mądry człowiek, godny wysłuchania z wielka uwagą. Jego słowa choćby o przechodzeniu od religijności do wiary dały mi dużo do myślenia.
      Chciałabym tylko byście zamieszczali ciekawsze zdjęcia, w jakimś otoczeniu, zdjęcia z życiem,pokazujące rozmówcę jako człowieka, a nie takie "legitymacyjne". Wydaje mi się to ważne dla odbioru tego, co ktos mówi, zwłaszcza jeśli nie spotkało się osobiscie danej osoby.
    • życie dziecka z blebanii
      06.09.2015 17:55
      mówienie o in vitro nic nie kosztuje

      a co z życiem narodzonym , życiem uchodźców?

      kuria poznańska doi państwo
      bierze 12tys/mc za przejazd kolejki dla dzieci
    • tambaran
      22.10.2015 10:12
      No tak, ale przysłowie mówi. że czasem milczenie bywa złotem... warto i o tym pamiętać....a zwłaszcza wtedy, gdy się coś tylko powtARZA...A GŁęBI UJąć NIE IDZIE, BO JAKżE TO CZŁOWIEKA PRZEKRACZa...
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół