• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Tu buchają płomienie

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 15/2014

    dodane 10.04.2014 00:00

    Siostry duchaczki. Od prawie ośmiu wieków są obecne w Krakowie. Przez ponad 6 wieków wraz z braćmi duchakami służyły chorym, opiekowały się dziećmi i kobietami w ciąży w szpitalu klasztornym przy pl. Świętego Ducha. To tu istniało pierwsze w Krakowie okno życia, czyli „koło”, a pozostawiane tu dzieci trafiały pod czułą opiekę duchaczek. Teraz na miejscu dawnego klasztoru i szpitala stoi gmach Teatru Słowackiego. Zakon duchaków, co prawda, skasowano pod koniec XVIII w., ale duchaczki istnieją nadal.

    Siostry Kanoniczki Ducha Świętego, popularnie zwane duchaczkami, prowadzą teraz w Krakowie przedszkole i opiekują się chorymi. Przy ul. Szpitalnej zaś, gdzie mieści się ich Dom Generalny, prowadzą nawet... hutę. Przybyły do Krakowa 770 lat temu, 6 kwietnia 1244 r., wraz z braćmi duchakami. Zakon Ducha Świętego, założony pod koniec XII wieku przez bł. Gwidona z Montpellier, łączący szczególny kult do Ducha Świętego, Pocieszyciela i Ojca Ubogich, z działalnością opiekuńczą, był jednak obecny pod Krakowem już 24 lata wcześniej, gdy na Prądnik Biały sprowadził go biskup Iwo Odrowąż.

    Średniowieczne okno życia

    – Po przeniesieniu duchaków do Krakowa bp Jan Prandota przekazał im parafialny kościół Świętego Krzyża i ufundował obok budynki szpitala oraz klasztorów dla braci i sióstr. Krakowski szpital Ducha Świętego stał się na kilka wieków dynamicznym ośrodkiem opieki nad chorymi, a także porzuconymi dziećmi i kobietami w ciąży – mówi Jarosław P. Kazubowski, krakowski restaurator, historyk sztuki, znawca średniowiecza. Wszystko to było zgodne ze wskazaniami o. Gwidona. Przy szpitalu funkcjonowało coś, co teraz zwie się oknem życia. Można tu było zostawić dzieci. „Dla tych dzieci obok bramy szpitalnej było specjalne »koło«, czyli ruchomy bęben z otworem, do którego w każdej porze dnia można było położyć dziecko, dać znać połączoną z »kołem« kołatką i odejść. Na głos kołatki przychodziła siostra duchaczka i zabierała niemowlę” – pisze s. Klara Antosiewicz, znawczyni dziejów zakonu. Dla zachowania dyskrecji nie rozmawiano z osobami przynoszącymi dzieci ani nawet nie starano się śledzić ich wzrokiem. Nie ograniczano się przy tym do biernego oczekiwania na przynoszone maluchy. Bracia i siostry wyszukiwali na ulicach Krakowa oraz w okolicznych wsiach sieroty, dając im schronienie i opiekę. Chłopców kształcono w szkole przyklasztornej, dziewczynki były zaś uczone przez siostry. „Po ukończeniu szkoły klasztornej zdolnych uczniów posyłano na studia uniwersyteckie, mniej zdolnych uczono zawodu. Chłopcy odznaczający się pięknym głosem zatrudniani byli jako śpiewacy na dworze królewskim” – pisze siostra Antosiewicz. Pamiętano także o dziewczętach, zapewniając im posagi w razie wyjścia za mąż lub szukając służby, mogącej dać im utrzymanie. Szczególną opieką otaczano kobiety ciężarne, zwane w dawnych wiekach „pękatkami”. Mogły spokojnie mieszkać i rodzić na terenie szpitala. Tu też opiekę i leczenie otrzymywali chorzy, a przytułek ubodzy i bezdomni.

    Ta zbożna praca trwała do 1783 roku, gdy skasowano męską gałąź zakonu. Duchaczki, które od 1741 r. stały się samodzielnym zakonem, ostały się wprawdzie, lecz ograniczono zakres ich działania. W 1801 r. przeniesiono je zaś do pokarmelickiego klasztoru przy ul. Szpitalnej, gdzie są do dziś. Budynki przy pl. Świętego Ducha popadały w ruinę. W 1892 r., mimo głośnych protestów Jana Matejki, który nawet dla zademonstrowania swojego sprzeciwu zrzekł się tytułu Honorowego Obywatela Krakowa, zburzono je, w tym także dawny szpitalny kościół Świętego Ducha. Na tym miejscu urządzono plac i wzniesiono gmach Teatru im. Juliusza Słowackiego. Pamięć o duchakach i duchaczkach w tym miejscu pozostała jedynie w nazwie placu, nazwie ulicy Szpitalnej, w pamiątkach poduchackich w kościele Świętego Krzyża. Reliktem ich dawnych zabudowań jest także stojący do dziś budynek niegdysiejszego klasztoru duchaczek i tzw. Dom pod Krzyżem.

    Huta przy Szpitalnej

    Dom przy ul. Szpitalnej jest Domem Generalnym Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia, liczącego obecnie w kraju i za granicą ponad 200 osób. Tu mieszka matka generalna s. Martyna Hanusiak CSS. Tu rozpoczyna się formacja kandydatek do zgromadzenia. Siostry ze Szpitalnej nie prowadzą już wprawdzie tutaj placówki opiekuńczej, niemniej jednak opiekują się chorymi z terenu parafii Mariackiej. Jedna z nich – s. Francesca, która jest lekarzem – pracuje również w hospicjum, druga zaś – s. Rita – jest pielęgniarką w szpitalu bonifratrów. Mało kto wie, że u duchaczek przy Szpitalnej funkcjonuje też... huta. Gdy zerknąć na stronę internetową sióstr, widać tam buchające płomienie. – To „Huta Ducha Świętego”, gdzie ogień jest ogniem duchowym, w którego żarze wykuwa się piękno wewnętrzne – mówi s. Celina Wierzchowska. Od października ubiegłego roku siostry z braćmi z Towarzystwa Ducha Świętego w co drugi poniedziałek miesiąca o godz. 19 organizują spotkania modlitewne, zwane „Hutą Ducha Świętego”. Zaczynają się od konferencji o Duchu Świętym, głoszonej przez o. Wiesława Wiśniewskiego z Towarzystwa Ducha Świętego. Potem są świadectwa, adoracja, czas uwielbienia śpiewem. Jak na razie przychodzi na nie stale kilkadziesiąt osób. – Nasz dom jest otwarty dla wszystkich, którzy chcą się modlić. Co roku odbywa się tu także sympozjum „Ból i cierpienie”, organizowane we współpracy z Krakowskim Towarzystwem Lekarskim. Udzielamy także gościny na spotkanie krakowskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy – mówi s. Celina.

    Duchaczki-śpiewaczki

    Nie koniec na tym. Wystarczy przejechać autobusem kilka przystanków od ul. Szpitalnej, by posłyszeć gwar i śpiew dziecięcych głosów w przedszkolu prowadzonym przez duchaczki przy ul. Lotniczej. Już 12 kwietnia 1940 r. siostry zaczęły prowadzić tu tzw. ochronkę. Działa nieprzerwanie przy ul. Lotniczej do dziś jako Przedszkole nr 3 im. bł. o. Gwidona z Montpellier. Było jedynym przedszkolem zakonnym w Krakowie, któremu udało się uniknąć przejęcia przez władze komunistyczne. Placówka jest teraz publiczna. Rodzice bardzo cenią sobie nie tylko prowadzone na bardzo wysokim poziomie zajęcia wychowawcze, lecz także to, że w przedszkolu panuje katolicki duch religijny. – Przyjmujemy 75 dzieci w trzech oddziałach – od 3 do 6 lat. Prowadzimy także tzw. zerówkę. Ze względu na charyzmat naszego zgromadzenia, przyjmowane są również dzieci z rodzin ubogich. Współpracujemy m.in. z MOPS, który poleca nam dzieci – mówi pracująca na co dzień w tej placówce s. Celina.

    Duchaczki cieszyły się wielką estymą kard. Karola Wojtyły. Cenił ich matkę generalną Redemptę Śledzińską. Często śpiewały w kaplicy arcybiskupiej przy ul. Franciszkańskiej. Nic dziwnego, że w Krakowie nazywano je powszechnie „duchaczki-śpiewaczki”. Siostry używają swoich talentów artystycznych w pracy przedszkolnej. Dyrektorem placówki jest s. Adriana Anna Miś, bardzo uzdolniona artystycznie. Ukończyła studium organistowskie Papieskiej Akademii Teologicznej, śpiewała w chórze „Psalmodia”, przez jakiś czas dyrygowała Chórem Żeńskim UJ. Komponuje muzykę m.in. do utworów dla dzieci, a także na chór żeński. – Wykonywane przez nasze dzieci piosenki są nagrywane na płytach. Te z serii „Piosenki dla przedszkolaków” (Wydawnictwo „Skrzat”) stały się przedszkolnymi przebojami – mówi s. Celina. Wkrótce Wydawnictwo WAM wyda śpiewnik „Nutka dla Mamy i Taty”, zawierający teksty, nuty i płytę z nagraniami 15 piosenek skomponowanych przez siostrę Adrianę. S. Celina ma zaś średnie wykształcenie muzyczne. Skończyła Liceum Muzyczne w Lublinie w klasie fletu. Tuż po dyplomie w 1992 r. poszła do klasztoru. Ukończyła następnie studia na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Obecnie pracuje z dziećmi z zerówki.

    – W przedszkolu jest wesoło. Gramy, rysujemy. Potem nie chcemy po zajęciach wracać do domu – mówią Ala i Amelka. Uzdolniona plastycznie Pola Grabczyńska z zerówki kilkoma ruchami kredki rysuje zaś bardzo udany portret naszego fotoreportera Grzegorza Kozakiewicza. Duchaczki są też katechetkami w krakowskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego. Obecnie pracuje tam s. Kazimiera Gołębiowska, która jest przełożoną wspólnoty duchaczek przy ul. Lotniczej. – Młodzi ludzie z całej Polski, rzuceni do Krakowa, zajęci na co dzień nauką i treningami sportowymi, mają w s. Kazimierze oparcie duchowe. Rozmawiają z nią chętnie o swoich problemach. Potem, po ukończeniu szkoły, podtrzymują często kontakty ze swoją dawną katechetką – mówi s. Celina. Duchaczki cieszą się, że w Krakowie znów pojawili się ich bracia, z którymi łączy je wspólna duchowość i cele nakreślone przez o. Gwidona z Montpellier. Od 2003 r. w archidiecezji gdańskiej tworzyło się bowiem Towarzystwo Ducha Świętego, nawiązujące do tradycji duchaków. Swoje seminarium duchowne postanowili w 2012 r. założyć w Krakowie, związanym tak mocno z tradycją ich duchowych poprzedników. Korzystają z gościny ojców zmartwychwstańców. Rektorem jest o. Wiesław Wiśniewski, przełożony TDŚ. – Mamy obecnie 5 seminarzystów studiujących na II roku i 5 postulantów. Jak Bóg da, pierwsze święcenia kapłańskie odbędą się 2018 r. – mówi o. Wiesław.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół