• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Mój Bóg nie buja

    rozmowa z Lidką Pospieszalską

    |

    GN 19/2007

    dodane 09.05.2007 13:48

    Z Lidką Pospieszalską o jej piosence, pierwszej na Liście Przebojów radiowej Trójki, i muzyce wyssanej z mlekiem matki rozmawia Marcin Jakimowicz

    Lidka Pospieszalska ur. 1960, wokalistka jazzowa, kompozytorka, współpracowała m.in. z zespołami: Tie Break, New Life'm, Deus Meus, Raz Dwa Trzy. Ostatnio nagrała solową płytę „Inaije”.

    Marcin Jakimowicz: Kiedyś podobno namiętnie słuchałaś w radiu Programu Drugiego. Czy teraz zastąpiła go Trójka? Co chwila słychać w niej Twoje piosenki…
    Lidka Pospieszalska: – Nie (śmiech). Jesteśmy z Marcinem wierni Dwójce, ale Trójki też słuchamy, tym bardziej że zaczyna przypominać tę dawną. Pamiętam, jak wyjechaliśmy w styczniu na trasę kolędową, ktoś znajomy zadzwonił, że „Inaije” jest piosenką dnia, bardzo się ucieszyłam. Od tego dnia słucham Trójki jeszcze częściej (śmiech).

    A kiedy dowiedziałaś się, że piosenka dotarła do pierwszego miejsca Listy Przebojów?
    – Ta lista wypadała w Wielki Piątek, więc jej emisję przesunięto na Poniedziałek Wielkanocny. A ten spędzałam w gronie rodziny bez słuchawek przy uszach. Na drugi dzień dostałam SMS-a, że wygrałam.

    Był szampan?
    – Nie… ale ogromna radość.

    Pytam, bo nikomu ze sceny chrześcijan nie udało się na liście wspiąć tak wysoko. Teraz nawet ci, którzy kościoły omijają szerokim łukiem, słyszą, że „twój Bóg nie buja cię”. Nigdy nie czułaś się przez Niego oszukana?
    – Jak każdy przeżywam różne „ciemne noce”, nieraz bardzo długie, ale wiem, że po nich nastaje dzień. Ja tylko proszę Boga, abym zrozumiała, dlaczego. To pomaga iść dalej. Są ludzie, którzy nie pytają. Zazdroszczę im. Jedna z moich znajomych powiedziała mi: Ja już nie muszę wiedzieć, dlaczego. Ufam. Zachwyciło mnie to, chociaż wiem, że miała wtedy poważne problemy.

    Kiedyś rozmawiałem z żoną pewnego muzyka. Skarżyła się, że jest jego automatyczną sekretarką: odbiera telefon i mówi: nie ma, nie ma, nie ma. Jak u Laskowika…
    – To trochę tak jest. Zdarzały się Marcinowi trasy, gdy byłam w domu przez trzy tygodnie sama. Dzieci, pieluchy, ich choroby i samotność. Przyjeżdżał Marcin: jakby obcy człowiek. Ledwie się do niego przyzwyczaiłam, a on znów wyjeżdżał.

    Śpiewasz o zabujaniu. Ciągle jesteś zabujana w mężu?
    – Tak, chociaż to nie jest to samo uczucie co na początku. Małżeństwo, co jest chyba ważniejsze, to czas budowania więzi, przyjaźni, wybaczania, kochania od nowa. Czasem przypomina sinusoidę.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół