• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wojna z zaświatów

    Edward Kabiesz

    |

    GN 31/2005

    dodane 08.08.2005 11:08

    "Wojna światów" Stevena Spielbergapo raz pierwszy w dorobku reżysera przedstawia mroczny i przerażający obraz przybyszów z kosmosu.

    W tej apokaliptycznej niemal wizji zagłady ludzkiej cywilizacji najciekawsze są jednak nie spektakularne obrazy zniszczenia, jakie sieją kierowane przez obcych maszyny, lecz zachowania ludzkiej społeczności – najczęściej mało budujące – w dniu sądu.

    W swoich kilku wcześniejszych filmach reżyser wielokrotnie i w zupełnie odmienny sposób nawiązywał do wątków ze Staregoi Nowego Testamentu.

    E.T., czyli ikona Chrystusa
    W „Poszukiwaczach zaginionej Arki” Spielberg wykorzystał otwarcie wątki biblijne, ale bardziej wieloznaczne możliwości interpretacji daje postać pozaziemskiego przybysza z nakręconego w 1982 roku filmu „E.T.”. Chociaż reżyser w jednym z wywiadów odżegnał się od inspiracji religijnych przy realizacji filmu, jednak analogie z Ewangelią są wyraźne i nadają mu duchowy wymiar. Patrzymy w niebo z nadzieją na znalezienie odpowiedzi na wiele pytań dotyczących sensu naszej egzystencji, szukając zbawienia. Spielberg doskonale wychwycił to domagające się wypełnienia poczucie pustki duchowej, które w wielu przypadkach zaowocowało dziwacznymi kultami i wiarą np. w UFO. Być może fakt, że swojej opowieści nadał wymiar biblijnej alegorii, a postać małego kosmity potraktować można jako tzw. figurę Chrystusa, zdecydował o niesłychanym powodzeniu filmu. Zaraz po premierze zwróciło na to uwagę wielu krytyków chrześcijańskich, wskazując liczne przykłady na poparcie takiego odczytania filmu.

    Po przybyciu na Ziemię, przybysza ściga banda naukowców, na podobieństwo Heroda prześladującego Chrystusa. W wielu ujęciach Spielberg pokazuje wydarzenia z punktu widzenia dzieci, co przypomina słowa Jezusa z Ewangelii św. Mateusza, który mówi: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Kiedy mały Elliot ciężko choruje, wraca do zdrowia dzięki poświęceniu E.T., a później, kiedy wydaje się, że kosmita umarł, Elliot mówi „wierzyłem w Ciebie zawsze”. Widząc jego przebudzenie, Elliot krzyczy do brata – „on żyje! on żyje!”. Czyż nie przypomina to sceny, kiedy Maria Magdalena biegnie do uczniów Chrystusa, mówiąc „Widziałam Pana!”? Podobnych przykładów znajdziemy w filmie o wiele więcej, wystarczy tylko go uważnie obejrzeć. Nawiązania do wątków ewangelicznych znajdziemy nie tylko w Spielbergowskich fantazjach.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół