• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dopadło go Słowo

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 39/2009

    dodane 28.10.2009 12:21

    Dosięgło mnie coś w rodzaju tsunami – mówi Vittorio Messori o swojej pierwszej lekturze Ewangelii.

    Jeśli zaistniałyby takie warunki jak w ubiegłym stuleciu w Rosji, Chinach czy Kambodży, i ktoś przyłożyłby mi pistolet do karku, grożąc: „Powiedz, że Ewangelia to tylko orientalne żydowskie i greckie mity; że nie ma w niej nic z prawdy; że jest to tylko wielka iluzja, jakieś kuriozum, które trwało zbyt długo. Albo się z tym zgodzisz, albo pociągnę za spust”, musiałbym bez wahania powiedzieć: „Strzelaj, śmiało. Przykro mi, że popełnisz zbrodnię i że dajesz w prezencie twoim nieprzyjaciołom jednego męczennika więcej, nie mogę jednak przyznać ci racji”.

    Student hołubiony
    Pewność, z jaką te słowa zostały wypowiedziane, zdumiewa. Rodzi nawet podejrzenia o pychę, bo kto z nas wie, jak się zachowa w sytuacji ekstremalnej? Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że wypowiedział je człowiek, który od 45 lat zajmuje się głównie udowadnianiem, że zdania zapisane w Ewangelii są prawdą, sami nabieramy pokory. Autorem tych słów jest włoski dziennikarz i pisarz Vittorio Messori, znany m.in. z „Przekroczyć próg nadziei” – słynnego wywiadu rzeki, który przeprowadził z Janem Pawłem II. Tym razem to z Messorim przeprowadzono wywiad i to on stał się głównym bohaterem książki „Dlaczego wierzę”. Rozmawiał z nim Andrea Tornielli, watykanista dziennika „Il Giornale”. Książka w fascynujący sposób przybliża biografię pisarza, opowiada o jego nawróceniu i zawiera przemyślenia na temat współczesnego chrześcijaństwa.

    Droga Messoriego do nawrócenia była kręta i może właśnie dlatego tak poważnie traktuje on to, co jest owocem poszukiwań. „Pewnego razu – opowiada Torniellemu – był sobie młody, mający nieco ponad 23 lata chłopak. Studiował w Turynie, który liczył dużo więcej niż milion mieszkańców (…) Agnostyk przez sposób wychowania i antyklerykał ze względu na wartości wyniesione z domu, magistrant nie »jakichś tam« nauczycieli, ale szanowanych wykładowców najbardziej prestiżowej szkoły czystego i zagorzałego laicyzmu. Nauczyciele ci hołubili tego studenta, widząc, że uczeń ten wart jest otoczenia go intelektualną opieką. Był sobie więc kształtujący się dopiero intelektualista w tak bardzo ważnym dla Włoch mieście-laboratorium”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół