• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Chrześcijański samuraj

    ks. Tomasz Jaklewicz (Gość Niedzielny)

    |

    GN 06/2006

    dodane 06.02.2006 12:14

    Droga Mamo! Tato i ja idziemy do nieba. Tam będziemy czekać na Ciebie. Ofiaruj cały swój smutek naszemu Panu i nie zapomnij, że jesteś na prawdziwej drodze do nieba. Do zobaczenia.

    Tego dnia słońce nad Nagasaki świeciło wyjątkowo ostro. Był 5 lutego 1597 roku. Drogą na wzgórze za miastem prowadzono skazańców. Ktoś wykrzykiwał w ich stronę: „głupcy, porzućcie swoją wiarę”. Wzdłuż drogi stali też chrześcijanie. Modlili się i zachęcali swoich braci do wytrwania. Na szczycie czekało 26 krzyży.

    Chrześcijaństwo zakiełkowało w Japonii niecałe 50 lat wcześniej. W 1549 r. dotarł tutaj jezuita św. Franciszek Ksawery. Rządcy Japonii początkowo patrzyli życzliwie na misjonarzy z Europy. Postępy nowej wiary zaczęły ich jednak niepokoić. Obawiali się, że misjonarze budują przyczółki dla wojskowej inwazji z Europy. W 1587 r. zakazano działalności jezuitów. W 1596 r. postanowiono dać pierwsze krwawe ostrzeżenie. W Osace aresztowano Pawła Miki. W więzieniu w Kyoto dołączyli do niego inni, także trzech nastoletnich ministrantów. Tydzień później odczytano wyrok: śmierć przez ukrzyżowanie. 26 skazańców gnano przez zimno i śniegi prawie tysiąc kilometrów do Nagasaki. To miasto nadawało się najlepiej na pokazową egzekucję. Żyło tam najwięcej wyznawców nowej wiary.

    Paweł Miki był synem samuraja. Kiedy miał 4 lata, jego rodzice wraz z całą rodziną przyjęli chrzest. Od 11 lat przygotowywał się do kapłaństwa u jezuitów. Jako błyskotliwy mówca przyczynił się od wielu nawróceń. Mógł być pierwszym katolickim księdzem z Japonii, za chwilę miał się stać jednym z pierwszych męczenników.

    Przywiązano ich do krzyży drutami. Kiedy je podniesiono, skazańcy zaczęli śpiewać: święty, święty. Raz jeszcze odczytano wyrok i zaproponowano wyrzeczenie się wiary. Wszyscy odmówili. Paweł Miki wygłosił z krzyża mowę w formie pożegnalnej pieśni samurajów: „Jestem Japończykiem z urodzenia i bratem z Towarzystwa Jezusowego. Nie popełniłem żadnej zbrodni. Jedynym powodem mojego skazania na śmierć jest to, że uczyłem Ewangelii naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jestem szczęśliwy, że mogę umrzeć z takiego powodu i przyjmuję śmierć jako wielki dar od mojego Pana. (...) Nie ma innej drogi do zbawienia niż droga chrześcijan. Przebaczam wszystkim, którzy przyczynili się do mojej śmierci. Nie czuję nienawiści, chcę wszystkich was zdobyć dla Chrystusa”.

    Zgodnie z japońską metodą krzyżowania, przed każdym ze skazańców stanęło dwóch samurajów. Każdy z żołnierzy, wydając z siebie gardłowy okrzyk, wbijał w pierś skazańca włócznię.
    Dzień wcześniej 13-letni Tomek Kozaki, skazany na śmierć razem z ojcem, napisał list do matki: „Droga Mamo! Tato i ja idziemy do nieba. Tam będziemy czekać na Ciebie. Nie poddawaj się, nawet gdyby wszyscy księża zostali zabici. Ofiaruj cały swój smutek naszemu Panu i nie zapomnij, że jesteś na prawdziwej drodze do nieba. Nie wolno ci oddawać moich młodszych braci do rodzin pogańskich. Sama ich naucz. To są nasze ostatnie życzenia. Do zobaczenia, Mamo”.

    Dzisiaj na wzgórzu nad Nagasaki stoi kościół i monument przypominający o 26 męczennikach kanonizowanych w 1862 roku. W 1981 r. Jan Paweł II odwiedził to miejsce. Nazwał je wtedy wzgórzem zmartwychwstania.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół