• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Luli, luli, urząd cię utuli

    Franciszek Kucharczak franku@goscniedzielny.pl

    |

    GN 10/2006

    dodane 06.03.2006 14:10

    Myśl wyrachowana: Żebyś nie wylewał dziecka z kąpielą, państwo zabroni ci je kąpać

    Moja znajoma, goszcząc u swoich przyjaciół, spontanicznie przytuliła ich dziecko. Pięciolatek odsunął ją od siebie. „A pani może mnie dotykać?” – zapytał chłodno. Oto produkt współczesności. Powiedzieli chłopczykowi w przedszkolu, że trzeba uważać na gesty dorosłych. Miesiąc temu ZHP wprowadził nowe przepisy w odpowiedzi na jakiś pedofilski skandal. Teraz nikt z harcerskiej kadry nie będzie mógł dotykać podopiecznych. Rodzice harcerzy mogą odetchnąć z ulgą. Ich dzieci nie doświadczą już od przełożonych żadnych przejawów sympatii. No chyba, że słownych, ale oczywiście przekazanych przy świadkach z odległości minimum pół metra i najlepiej zarejestrowanych na taśmie wideo. Można to będzie przeanalizować pod kątem molestowania.

    Straszne robi się życie społeczne, gdy przepisami łata się braki w moralności. Z powodu paru zboczeńców miliony normalnych ludzi muszą odmawiać dzieciom tego, czego one z natury potrzebują. Ze strachu dorosłych przed „złym dotykiem”, dzieci nie otrzymają dobrego. Tak tworzy się społeczeństwo cyborgów reagujących tylko na paragrafy. Tylko tak dalej, a doczekamy się Policji Wychowawczej, która sprawdzi, czy nie dajemy dziecku klapsa albo czy na dobranoc nie wpajamy mu treści ksenofobicznych lub faszystowskich. Ostatnio aż w głowie dudniło od sporów wokół wyboru rzecznika praw dziecka – że ma być apolityczny, że taki, że siaki. A kto powiedział, że w ogóle ma być? Właściwymi rzecznikami dzieci są ich rodzice, a gdy ci się nie sprawdzą, to i tak żaden urzędnik łez dziecku nie obetrze.

    Miłości nie da się zadekretować, ale można ją dekretami zepsuć. Rosnące stado rzeczników od wszystkiego dowodzi tylko jednego: demokracja się wynaturza. Państwo, które wtrąca się we wszystko i wszystko chce obywatelowi zabezpieczyć, zabezpiecza mu tylko totalitaryzm. Janusz Korczak dziś poszedłby siedzieć jak nic. Wiecie, jak on traktował sieroty, którymi się opiekował? Gdy w nocy płakały, brał je do swojego łóżka, żeby się nie bały. Już słyszę szydercze: „My wiemy, co on tam z nimi robił”.

    No jasne. Jak ktoś ma w głowie owies, to wszędzie widzi konia. Ale pedofil nie poszedłby, jak Korczak, z wychowankami do komory gazowej. Pedofil dzieci kocha, ale „inaczej”, czyli tak, jak wygłodniały żarłok kocha kawał szynki albo jak nadopiekuńcze państwo kocha obywatela – dla konsumpcji.
    Tymczasem Korczak został ze swoimi dziećmi, choć mógł się ratować. Chciał, żeby się nie bały, tak jak wiele razy bały się w nocy. Był z nimi, żeby wiedziały, że jest jeszcze miłość na tym świecie, taka aż do śmierci.

    I o to właśnie chodzi: żeby nam państwo nie przeszkadzało kochać po ludzku. Bo jeśli przeszkodzi, wyprodukuje emocjonalne kaleki, które będą rekompensować sobie wady osobowości kosztem bliźnich. I spirala zacznie się rozkręcać, bo pedofile to ludzie, którzy sami nie doświadczyli w dzieciństwie ciepła i bliskości innych ludzi. To właśnie dlatego, że nikt ich nie przytulał i nie mówił, że ich kocha, mają zaburzone pojęcie o miłości. Szukają jej, nie mając pojęcia, że miłość znajduje tylko ten, kto potrafi ją dawać. Jeśli zdrową miłość zastąpi się urzędowymi procedurami, będziemy mieli miliony pedofilów i ani jednego Korczaka. Śpieszmy się kochać ludzi – bo niedługo nam zabronią.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół