• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Grzechy rodzinne

    Z Grażyną i Michałem Łoskotami, rozmawia Barbara Gruszka-Zych

    |

    GN 10/2007

    dodane 12.03.2007 10:33

    WIELKI POST 2007 - KATECHEZA IV Barbara Gruszka-Zych: Jaki jest Wasz największy rodzinny grzech?

    Grażyna Łoskot: – Brak czasu dla siebie. Oprócz pracy zawodowej (jestem kardiologiem) zajmuję się poradnictwem rodzinnym, opiekuję się samotną starszą panią. Czasem się zastanawiam, czy pomagając innym, nie okradam z czasu męża, dzieci?

    A domownicy mają o to pretensje?
    G.Ł.: – Nie, bo są do tego przyzwyczajeni... A ja jestem rozdarta, czuję, że potrzebują mnie moje 13-latki.
    Kto zajmował się dziećmi, gdy były małe?
    G.Ł.: – Moja mama, osamotniona po śmierci taty. Poza tym miałam 15-letnią starszą córkę, która też mi pomagała przy bliźniaczkach, bo wszystko trzeba było robić podwójnie. Mąż pracował (jest inżynierem). Właściwie tylko wieczory i weekendy są nasze.

    Ważna jest intensywność bycia ze sobą, nie czas.
    Michał Łoskot: – Jeśli nieustannie trzeba walczyć o ten czas, to znak, że jest niedobrze. Zwykle bywamy ze sobą półtorej, dwie i pół godziny dziennie. Przedłużamy to kosztem snu. Ale kto jest winien? Każdy po trochu. Jako rodzice względem dzieci często popełniamy grzechy zaniechania – że czegoś się nie zrobiło, a mogło się zrobić. Czas, którego się dzieciom nie poświęciło, jest bezpowrotnie stracony.

    Rodzice usprawiedliwiają się: „Zarabiamy na życie”.
    M.Ł.: – Jedzenia potrzebuje każde żywe stworzenie, człowiek chce czegoś więcej.
    G.Ł.: – Największy żal mam do siebie, że brak mi czasu, żeby oglądać z naszymi 13-latkami filmy i komentować je. Dziecku potrzeba przewodnika. Ważną decyzją w rodzinie była rezygnacja z telewizora. Trzymamy go w najzimniejszym pokoju. Dawniej, kiedy był członkiem naszej rodziny, nasze relacje były gorsze.

    Jeśli rzadko się widzicie, to nie macie kiedy się kłócić.
    M.Ł.: – Od czasu rekolekcji małżeńskich nauczyliśmy się fajnej techniki kłócenia, ale trzeba być na rekolekcjach, aby ją poznać. Nieporozumień jest mało, choć może przydałaby się nam porządna kłótnia.
    G.Ł.: – Staramy się, aby zakończeniem każdego dnia była wspólna modlitwa. Wtedy jesteśmy razem – ja z bliźniaczkami, a także, w chwilach komfortowych, mąż i starszy syn. Odmawiamy dziesiątek Różańca, potem są prośby, przeprosiny.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół