Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Szkoły bez sześciolatków

Edukacja sześciolatków, tak głośno zapowiadana przez ministerstwo, okazała się niewypałem, przynajmniej w tym roku.

Najpierw, z powodu cięć budżetowych, resort oświaty zrezygnował z dzielenia sześciolatków według miesięcy urodzenia, i zaproponował pierwszą klasę „dla chętnych”. Teraz okazuje się, że tych chętnych jest śmiesznie mało. W Częstochowie – 17 dzieci, w Sosnowcu – 10, w Gliwicach – 6. Tylko 3 proc. sześciolatków zacznie we wrześniu naukę w pierwszej klasie – wynika z raportu „Gazety Wyborczej”. Czy nie jest to znak, że ministerstwo chce nasze dzieci uszczęśliwić na siłę?

Rodzice nie ufają
– To klęska ministerialnego projektu – ocenia Dorota Dziamska, konsultant nauczania początkowego i wychowania przedszkolnego, zaangażowana w akcję Ratuj Maluchy. – Pani minister Hall zakładała, że do szkoły pójdzie 30 proc. sześciolatków. Jak widać, pomysł nie cieszy się jednak zaufaniem rodziców. – Te dane i tak są zawyżone – twierdzi Karolina Elbanowska, twórca inicjatywy Ratuj Maluchy. – Dziennikarze skupili się na dużych miastach, w których władze często polikwidowały zerówki. Tak było np. w Gdyni. Z naszych informacji wynika, że w małych miejscowościach chętnych jest jeszcze mniej, najwyżej 1 procent.

Ministerstwo broni się: – Ustawa o systemie oświaty została przyjęta przez Sejm dopiero 2 miesiące temu – przypomina rzecznik prasowy MEN Grzegorz Żurawski. – Nie możemy więc liczyć na to, że już teraz wszyscy rodzice będą mieli możliwość zapoznania się z korzyściami płynącymi z wcześniejszego rozpoczęcia edukacji szkolnej. – Wielu rodziców ma również starsze dzieci w szkole i dobrze wie, że szkoły są za ciasne i źle wyposażone – odpowiada Dorota Dziamska. – Nie ma stołówek, brakuje nawet papieru w toaletach. Inaczej jest z przedszkolami – są lepiej wyposażone, czyste, panuje w nich bardziej domowa atmosfera. Jako nauczyciel apeluję: weźmy te pieniądze, które płyną z Unii, i rozwińmy przedszkola! A jeśli już chcemy uczyć w szkole młodsze dzieci, to stwórzmy najpierw dla nich odpowiednią bazę.

Przedszkolaki do szkół
Rzecznik MEN twierdzi, że tylko 60 proc. sześciolatków mogło zostać zapisanych do pierwszej klasy, bo tyle dzieci z tego rocznika objętych było edukacją przedszkolną. Ta zaś stanowiła konieczny warunek przyjęcia dziecka do podstawówki. Chyba że uzyskałoby ono pozytywną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej. – Rozmawiałam z dyrektorami wielu szkół na Dolnym Śląsku i wiem, że przed reformą prawie zawsze w klasie byli jacyś sześciolatkowie – opowiada Dorota Dziamska. – Jeśli więc, mimo ułatwień, procent maluchów jest tak znikomy, świadczy to o braku zaufania do szkoły jako instytucji.

Obniżenie wieku szkolnego jest tylko jednym z elementów zmian w systemie oświaty. Według nowej podstawy programowej szkoły mają być rozliczane nie z „przerobionego” materiału, ale z efektów nauczania. Jak mówi Grzegorz Żurawski, ogromny nacisk ministerstwo kładzie na upowszechnienie edukacji przedszkolnej. Tymczasem w niektórych miastach przenosi się całe oddziały sześciolatków do szkół. – Tak jest w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Gdańsku – mówi Dorota Dziamska. Jej zdaniem, te działania sterowane są „odgórnie”. – W miejsce grupy sześciolatków tworzy się np. drugą grupę trzylatków. Chodzi o to, by jak najwięcej dzieci przesunąć do szkół. Wkrótce może się okazać, że to samo dotyczy także pięciolatków.

Więcej empatii
Osoby zaangażowane w akcję Ratuj Maluchy postanowiły walczyć przeciw rozwiązaniom edukacyjnym, które – ich zdaniem – godzą w rodziców i dzieci. Założyły stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców, bo uważają, że rodzice są jedną z grup najbardziej lekceważonych przez władzę państwową i samorządową. Stowarzyszenie zaczyna swoją działalność od zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy oświatowej, likwidującym niekorzystne zapisy i przewidującym subwencję oświatową dla edukacji przedszkolnej.

Resort oświaty nie zamierza jednak wycofywać się z przeprowadzanych zmian: – Nikt rozsądnie myślący nie podejmie się oceniania reformy w sposób kategoryczny w 2 miesiące po wejściu w życie ustawy – podkreśla Grzegorz Żurawski. – Im dłużej ministerstwo będzie się upierać, tym gorzej dla niego – ocenia Karolina Elbanowska. – Obecna reforma edukacji sprzeciwia się polityce prorodzinnej. Rodzice nie będą wysyłać sześciolatków do szkół razem z siedmiolatkami, bo to nierówny start. Oni mają więcej empatii niż ministerstwo i na pewno nie zgodzą się na krzywdę swoich dzieci.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy