• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Inny świat

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 01/2007

    dodane 04.01.2007 13:05

    Czy zamknięci za klauzurą, odcięci od komórek i Internetu chłopcy mogą być szczęśliwi? A może tylko udają?

    Spacerowałem kiedyś po Poznaniu z Robertem, młodziutkim nowicjuszem dominikańskim. Wcześnie otrzymał habit. Święty Dominik rozsyłał braci tuż po poznaniu, więc nowicjusze już po kilku tygodniach oblekają białe szaty. Gdy ludzie mijali nas, kłaniali się Robertowi: Niech będzie pochwalony... Odpowiadał, spuszczając wzrok, czerwienił się. – Kurka, jeszcze miesiąc temu łaziłem na mecze, na imprezy. A teraz? Gdy wszedłem do dentysty, a ludzie przepuścili mnie bez kolejki, pomyślałem: coś się zmieniło. Albo wszyscy biorą mnie za kogoś innego, albo ja już jestem inny?

    Od dawna chciałem napisać o nowicjacie. Fascynowało mnie radykalne przejście od świata nieustannych promocji, komórek, Internetu, szczerzących zęby aktorów w telewizyjnych reklamach do świata ciszy, modlitwy, ogołocenia i codziennej orki. Pojechałem do Leśniowa.

    Pasztet, trąbki. Jutrznia
    W kaplicy słychać tykanie zegara. W jego tarczy odbijają się rozmodlone twarze. Ciszę przerywa równa, pełna oddechu modlitwa. Ponad dwudziestu chłopaków z paulińskiego nowicjatu modli się razem już od kilku miesięcy. Ich śpiew jest pełen harmonii. Nikt nie wyrywa się przed szereg. Za oknami blady świt. W kaplicy modlitwa. Pół godziny, godzina. Sięgam po leżący na ławce tomik biblijnych rozważań. „Słowo określające Boga Ehad – znaczy Jeden, Jedyny, ale też samotny, oddzielony” – czytam. Bóg jest oddzielony. Przede mną dwudziestu młodych facetów. Są oddzieleni. Samotni. Podobni do Boga? Są odcięci od netu, komórek. (Co mam zrobić z rękami? Wiesz, ja zawsze wysyłałem SMS-y. To był nawyk. Teraz widzę, jak byłem zniewolony). – Po roku dostaniecie wszystko z powrotem – uśmiecha się ich magister o. Maksymilian. – Ale teraz wytrwajcie.

    Śniadanie. – Mam czuwanie w kaplicy o pierwszej w nocy. Budzi mnie Adam. Ale czy mu się uda? – śmieje się George. Trafił tu z Nowego Jorku. – Mmm, ten pasztet jest o niebo lepszy niż nasz, amerykański – opowiada kolegom. Dziś wyjątkowo mogą pogadać. Zgodził się na to o. Zbigniew, przeor. Zazwyczaj jedzą posiłki w całkowitym milczeniu. Po śniadaniu ciszę rozrywa ostry dźwięk trąbki. Alarm? Nie. Olek, Błażej i Łukasz ćwiczą grę. Idzie im coraz sprawniej. Daleko im do Tomasza Stańki, ale przecież zaczęli grać dopiero tu, w zakonie. – Ćwiczymy na pawełki. – Na co? – Na uroczystość św. Pawła, naszego patrona. Będziemy grali w kościele. Rozpoczyna się wykład. – Przychodzi rodzina i mówi: Nie masz tu żadnych pieniędzy, o wszystko musisz się pytać. Jesteś szczęśliwy? Możesz to udowodnić? Przy tablicy Paweł, Słowak, nieśmiało tłumaczy: – Powiem im, że nie jestem już taki jak kiedyś.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół