• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Rodzice czy klienci sektora usług prokreacyjnych?

    Barbara Fedyszak-Radziejowska, doktor socjologii, pracownik Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN

    |

    GN 27/2009

    dodane 02.07.2009 10:38

    Różnice między kobietą i mężczyzną są realną rzeczywistością, a nie wynikiem szkolnej edukacji

    Kryzys gospodarczy zdominował doniesienia ze świata. Ale w czerwcu, jak co roku, ulicami europejskich miast (Warszawa, Zurych, Rzym) przeszły parady równości. W Warszawie dodatkowo obradował Kongres „Kobiety dla Polski, Polska dla kobiet”, który zaproponował wiele nowych rozwiązań, a wśród nich także te, które zmierzają do ograniczenia dyskryminacji osób o „odmiennej orientacji seksualnej”. Chodzi o ustawę o związkach partnerskich, gwarantującą równe prawa „współdzielącym życie partnerkom i partnerom” oraz edukację seksualną w szkołach, wykorzystującą podręczniki zweryfikowane „pod kątem usunięcia szkodliwych stereotypów dotyczących mniejszości”. Zdaniem obradujących kobiet, niezbędne są także kampanie społeczne i medialne „promujące różnorodność”.

    Deputowana do PE J. Senyszyn raczyła powiedzieć, że homofobia, jak każda fobia, jest chorobą, którą trzeba leczyć, sięgając po stosowne regulacje prawne. Dlatego postanowiłam, zanim zostanę osobą „przymusowo leczoną”, publicznie sformułować moje poglądy w tej kwestii i sprawdzić, czy są przejawem „jednostki chorobowej” zdiagnozowanej przez prof. Senyszyn. Słyszę zewsząd, że proponowane zmiany w ustawodawstwie poszerzą prawa i wolności obywatelskie „wszystkich”, a zrównanie praw heteroi homoseksualistów będzie bezkonfliktowym wzbogaceniem życia społecznego o rozwiązania zmniejszające poziom dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Podobno nikt na tych zmianach nie straci, a zyskają wszyscy, i wspólnota, i demokracja, i sprawiedliwość. Czy aby na pewno?

    Uważam, że spotkanie kobiety i mężczyzny jest wyjątkowym, najważniejszym i zarazem najtrudniejszym testem dla naszej tolerancji i zdolności zaakceptowania różnorodności. To fascynujące i egalitarne doświadczenie jest dostępne wszystkim, bez względu na zamożność, wykształcenie, rasę i miejsce urodzenia. Ośmielam się sądzić, że różnice między kobietą i mężczyzną są realną rzeczywistością, a nie wynikiem szkolnej edukacji i tradycyjnych stereotypów, i dlatego spotkanie dwu płci to wydarzenie niezwykłe. Związki jednopłciowe wydają mi się „łatwiejsze”, bo łączą ludzi podobnych do siebie i nie wymagają konfrontacji z problemem odmienności płci.

    Małżeństwo mężczyzny z kobietą jest niezwykłe także dlatego, że rodzą się w nim dzieci. Niezależnie od trwałości związku, wspólne dziecko wiąże rodziców „na wieczność”, tworząc nowy i niepowtarzalny zestaw chromosomów. Narodzenie dziecka to nieprawdopodobny, niedający się porównać z niczym innym, symboliczny wyraz fenomenu spotkania Adama z Ewą. I pozostanie takim, jeśli uchronimy się przed „planową gospodarką” ludzkimi embrionami i sztucznym zapładnianiem macic w nowoczesnym sektorze „usług prokreacyjnych”. Czyli jeśli nie posłuchamy głosu Kongresu „Kobiety dla Polski” i zachowamy wyjątkowość rodziny, małżeństwa i rodzicielstwa bez zmian.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół