Nowy numer 16/2018 Archiwum

Ewangelia inaczej

Autor „Marii Magdaleny” traktuje Jezusa i całą Ewangelię jako fikcję literacką, mit.

Garth Davis, reżyser filmu „Maria Magdalena”, poszedł w ślad za współczesną interpretacją postaci bohaterki. Nie jest grzesznicą, ale silną kobietą, która nie czuje się dobrze w patriarchalnej społeczności wymagającej, by zgodnie z wolą ojca i braci wyszła jak najszybciej za mąż. Garth przekonująco zarysował okoliczności w jakich bohaterka zdecydowała się pójść za Jezusem. Z pewnością w tamtych czasach nie była to, szczególnie dla kobiety, łatwa decyzja.   

Jednak potencjał jaki zapowiadał początek filmu został zmarnowany. W chwili kiedy Maria Magdalena spotyka Jezusa film traci dynamikę i spójność, staje się ciągiem scen, w których bohaterowie, w tym główna bohaterka, wygłaszają mowy oddające bardziej stosunek autorów filmu do kwestii kobiecej niż to, co znajdujemy w Biblii. A więc: pogardliwy stosunek do kobiet, związany z tym ucisk, przemoc i zbrodnia. 

Wydaje, że autor filmu traktuje Jezusa i całą Ewangelię jako fikcję literacką, mit, z którym można dosłownie zrobić wszystko. Jeżeli tak, to rzeczywiście reżyser nie musi się liczyć z  faktami i wówczas można też przyjąć, że apostołowie Piotr i Andrzej  byli czarnoskórymi rybakami znad Jeziora Galilejskiego. Trudno rozumieć intencje reżysera w tej kwestii, tym bardziej, że abstrahując od Ewangelii, nie znajduje to żadnego historycznego uzasadnienia. Raczej  wpisuje się w poprawnościowo politycznie tendencję, jaką przesiąknięte jest Hollywood, nie tylko zresztą w kwestii rasizmu. 

Wszyscy apostołowie, z wyjątkiem jednego, przedstawieni są jako niezbyt lotni umysłowo i raczej mało sympatyczni prostaczkowie, którzy nie pojmują rewolucyjnego nauczania Chrystusa. Natomiast pojmuje je w lot Maria Magdalena, która w końcowych fragmentach filmu wyjaśnia im jego sens. Tym jedynym, który budzi sympatię widza jest Judasz. 

Podobnych reinterpretacji biblijnej opowieści jest w filmie więcej. Przykładem chociażby jest ujęcie postaci Jezusa. Zaskakujący wybór Joaquina Phoenixa do tej roli był kompletnym nieporozumieniem. Jezus wydaje się starszy od swojej matki i przypomina raczej jakiegoś  wyczerpanego używkami guru z epoki „dzieci kwiatów”.

Prócz scen początkowych na uwagę zasługuje świetna ścieżka muzyczna, która  miejscami potrafi wykreować mistyczny nieraz klimat. Natomiast kompletną porażką jest polski dubbing.

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    15.04.2018 10:45
    "mowy oddające bardziej stosunek autorów filmu do kwestii kobiecej niż to, co znajdujemy w Biblii. A więc: pogardliwy stosunek do kobiet, związany z tym ucisk". Jak pisze katolicki biblista Joachim Gnilka w opowieści o cudzołożnicy (tradycyjnie, acz bez uzasadnienia utożsamianej z Magdaleną) "występuje tylko kobieta, a nie ma mowy o mężczyźnie, który dopuścił się z nią cudzołóstwa. Można w tym widzieć oznakę tego, że również w tym punkcie w owym społeczeństwie o ściśle patriarchalnej strukturze kobieta była istotą dyskryminowaną, którą przede wszystkim pociągano do odpowiedzialności." ("Jezus z Nazaretu" Kraków 1997 s. 141n)
    doceń 17
  • Gość
    15.04.2018 11:19
    "byli czarnoskórymi" czy to obraża uczucia religijne redaktora?
    doceń 16
  • Jontek
    15.04.2018 15:28
    "bohaterowie, w tym główna bohaterka, wygłaszają mowy oddające bardziej stosunek autorów filmu do kwestii kobiecej niż to, co znajdujemy w Biblii. A więc: pogardliwy stosunek do kobiet, związany z tym ucisk, przemoc i zbrodnia." Film nosi tytuł : "Maria Magdalena" a nie "Biblijne opowieści o Marii Magdalenie " lub podobnie. Treść wydanego z inicjatywy papieża Fraciszka I w 2016 roku dekretu Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów: "Apostołka Apostołów" powinna panu krytkowi filmowemu w kwestii dylematów wokół biblijnego obrazu Marii Magdaleny nieco przybliżyć. Dekret ów zwraca uwagę na znaczenie świętej w ukazywaniu godności kobiet i ich roli w działalności ewangelizacyjnej Kościoła. A film? Jest jedną z dyscyplin sztuki. Moze ukazywać rozumienie przekazu dekretu środkami artystycznymi. W historii różnych dzieł sztuki wokół tematów biblijnych, również wszystkich zlecanych przez Kościół, wyobraźnia i wizja artysty miała znaczenie dla oddania zleconego przekazu. Raffael, da Vinci, El Greco... tworzyli dzieła o temacie bo lijnym, w których liczyła się postać czy scena, ale tło, okoliczność, często była interpretacją teraźniejszości artystów. Jezus da Vinciego jest inny od Jezusa El Greca, więc dlaczego w filmie nie może grać go Jaquin Phoenix? Aktor ma nieco ponad 40 lat, niewiele więcej od Jezusa w tradycji kościelnej. Młody yuppie próbujący zapuscic brodę bardziej by przekonywał? Mądrość i Miłość Boża nie musi wyglądać atrakcyjnie. Dla reżysera liczą się umiejętności aktora. A że Pan krytyk to nie lubi... Podobnie fakt że niektórzy z apostołów są czarni... Geograficznie i historycznie możliwe.. Czy to ujmuje apostołom?
    doceń 16
  • A
    16.04.2018 10:39
    Podobno artystystom wszystko wolno w imię sztuki. Artystą może być każdy, żeby napisać książkę lub zrobić film nie potrzebne jest ani wykształcenie ani certyfikat, tylko mniej lub więcej kasy. Więc mamy zalew różnego typu dzieł i dziełek. Ja osobiście ani tego nie czytam ani nie oglądam bo jakość tego w 90% jest dość marna. Czytam Pismo Święte, które moc, jakiej tamte dziełka nigdy nie będą miały.