• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Powrót do Kigali

    Edward Kabiesz

    |

    GN 37/2017

    dodane 14.09.2017 00:00

    Film Krauzów abstrahuje od sfery polityki. Twórców interesuje przede wszystkim to, co dzieje się w psychice ofiar rzezi w Rwandzie.

    Film Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze nawiązuje do rzezi, której ofiarą w 1994 roku padli mieszkańcy Rwandy. Ofiarami byli w większości Tutsi, ale mordowano też ludzi z plemienia Hutu, którzy nie chcieli brać udziału w zbrodniach lub których podejrzewano o pomoc prześladowanym. Dzisiaj, kiedy minęło ponad 20 lat od tych przerażających wydarzeń, mało kto rozumie, co się wówczas działo i jak doszło do zbrodni. Polskim czytelnikom z pewnością wydarzenia te przypomniała w 2011 roku dyskusja związana z książką Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Polemika była ostra, czasem emocjonalna. Nic dziwnego, bo pojawiały się w niej oskarżenia dotyczące działań lub ich zaniechania przez przedstawicieli Kościoła katolickiego w czasie ludobójstwa. Zresztą podobne oskarżenia pojawiają się do dzisiaj, natomiast mało czytelne stają się realne przyczyny konfliktu.

    Trauma przeszłości

    Krzysztof Krauze brał udział w pracach nad filmem „Ptaki śpiewają w Kigali” tylko na początku. Choroba i śmierć reżysera sprawiły, że produkcję ukończyła samodzielnie jego żona. Bohaterkami filmu są kobiety. Anna Keller jest polską ornitolożką, która prowadziła w Rwandzie badania nad sępami. Bezpośrednio po wybuchu przemocy zdecydowała się na wyjazd. W jej samochodzie schroniła się Claudine, córka rwandyjskiego naukowca, z którym wspólnie prowadziła badania. Anna była świadkiem śmierci ojca dziewczyny, który został zamordowany na jej oczach przez bojówkę Hutu. Mimo niebezpieczeństwa postanowiła wywieźć Claudine w bezpieczne miejsce. W drodze została zatrzymana przez uzbrojonych bojówkarzy. Zażądali od niej pieniędzy, których nie miała. Stała się ofiarą przemocy, ale ostatecznie udało jej się wyjechać wraz z Claudine z Rwandy. W Polsce dziewczyna trafiła do ośrodka dla uchodźców.

    Rozgrywający się w Rwandzie prolog filmu jest krótki i właściwie film mógłby się bez niego obyć. Wszystko, co ważne, rozgrywa się w Polsce, gdzie obie bohaterki muszą się zmierzyć z traumą tragicznej przeszłości, a później znowu w Rwandzie, ale już kilka lat po ludobójstwie. Obie przeżyły horror. Różnica jest jednak taka, że Anna wróciła do kraju rodzinnego, natomiast Claudine znalazła się w zupełnie nowym, nieznanym jej środowisku. Obie starają się odciąć od tragicznych doświadczeń, które długo nie pozwalają im na powrót do normalnego życia. W tym powrocie nie pomaga im otoczenie. Przyjaciele, znajomi i urzędnicy nie rozumieją ich problemów.

    Film abstrahuje od sfery ówczesnej polityki, dotyka jej właściwie tylko w scenie rozmowy Anny Keller z urzędnikiem zajmującym się imigrantami. Twórców interesuje przede wszystkim to, co dzieje się w psychice ofiar po przeżyciu tak okrutnych doświadczeń. Jak można dalej żyć, niosąc w sobie ich pamięć. Czy można wrócić do życia, jakie wiodło się przedtem, jeżeli doznało się tyle zła? Czy można wybaczyć sprawcom zbrodni, którzy wymordowali całą rodzinę, a teraz żyją i mieszkają obok? Przecież w zbrodniach współuczestniczyli również mniej lub bardziej aktywnie sąsiedzi i rodziny ofiar. Obecnie film nabiera aktualności w kontekście prowadzonej, nie tylko zresztą przez Polskę, polityki imigracyjnej. Jest niewątpliwie głosem w tej dyskusji.

    „Ptaki śpiewają w Kigali” jest przedsięwzięciem ambitnym, ale niestety nie do końca udanym. Z pewnością na uwagę zasługują Jowita Budnik i Eliane Umuhire w rolach pierwszoplanowych. Natomiast trudno powiedzieć coś dobrego na temat scenariusza. Zabrakło dramaturgicznej dyscypliny charakteryzującej wcześniejsze filmy reżyserskiej pary. Fragmenty rozgrywające się Polsce, czyli większa część filmu, to właściwie chaotyczny, przypominający dokument montaż scen mający obrazować stan ducha, w jakim znajdują się Anna i Claudine po przyjeździe do Polski. Nie wywierają one jednak na widzu większego wrażenia, pozostawiają go obojętnym. W pewnym momencie stają się po prostu nużące. Również powrót bohaterek do Kigali przypomina raczej sceny dokumentalne. Claudine poszukuje ciał swojej rodziny, a widz staje się świadkiem prowadzonych przez nią rozmów z ofiarami i jednym z katów. Podobne sceny można zobaczyć w wielu dokumentach, jakie powstały na temat rzezi w Rwandzie. Szkoda, że tylko tyle.

    Ofiary i kaci

    Fabuł o ludobójstwie w Rwandzie powstało już wcześniej kilka. Oparte luźno na faktach rekonstruowały najczęściej wydarzenia, jakie rozgrywały się w tym kraju od kwietnia do czerwca 1994 roku. Najbardziej znane to „Hotel Ruanda” Terry’ego George’a z 2004 roku i powstały rok później „Strzelając do psów” Michaela Caton-Jonesa. Filmy te nie pretendowały do nakreślenia przyczyn i całokształtu obrazu wydarzeń, do jakich doszło w Rwandzie w 1994 roku. Były raczej opowieściami o indywidualnych aktach bohaterstwa ludzi, którzy w sytuacji skrajnego zagrożenia nie wahali się ratować bliźnich. W „Hotelu Ruanda” był nim menedżer obiektu, a w drugim ksiądz katolicki przedstawiony, o dziwo, jako bohater pozytywny. „Podać rękę diabłu” Rogera ­Spottiswoode’a jest ekranizacją autobiografii gen. Romea Dallaire’a, który dowodził misją pokojową w Rwandzie w czasie ludobójstwa. W swojej książce Dallaire starał się wyjaśnić, jak doszło do tragedii i opisać sytuację, w jakiej znalazły się pozbawione wsparcia z zewnątrz siły pokojowe ONZ.

    Mniej znanym, ale najciekawszym moim zdaniem filmem fabularnym dotyczącym rzezi jest „Czasem w kwietniu” Raoula Pecka. Tytuł nawiązuje do początku sezonu deszczowego w kwietniu. Wówczas rozpoczęło się ludobójstwo. Film jest wyjątkiem wśród wymienionych wcześniej produkcji, które przedstawiały wydarzenia bez wgłębiania się w ich historyczny kontekst. Już na początku reżyser daje widzowi krótką lekcję historii i geografii Afryki, by stopniowo skoncentrować się na Rwandzie i wyjaśnić źródła tragicznych wydarzeń. W tym czasie świat zewnętrzny bardziej przejmował się subtelnymi rozważaniami nad różnicami pomiędzy „ludobójstwem” czy „aktami ludobójstwa”. Bohaterami filmu są dwaj bracia, Augustin i Honoré Muganza, którzy stoją po przeciwnej stronie frontu. Augustin, żołnierz rwandyjskiej armii, ma żonę z plemienia Tutsi. Ich spokojne życie ulega destrukcji, kiedy zdają sobie sprawę, że Hutu nie oszczędzają nikogo. Po zakończeniu konfliktu brat Augustina staje przed trybunałem karnym za podżeganie do zbrodni na falach stacji radiowej szerzącej nienawiść do Tutsi. Augustin, którego rodzina zginęła w czasie rzezi, usiłuje pogodzić się z tym, co utracił. Znaczącą rolę odgrywa w filmie Martine, nauczycielka ze szkoły córki Augustina. Przeżyła horror ludobójstwa, a teraz po latach angażuje się w sądach gacaca, czyli swoistych trybunałach ludowych, które zmierzają do pojednania stron konfliktu. Filmowi Pecka można wiele zarzucić od strony realizacji, ale jego zaletą jest brak hollywoodzkich naleciałości i uproszczeń, jakich nie ustrzegły się dwa najgłośniejsze tytuły podejmujące ten temat. Przedstawia nie tylko źródła konfliktu i jego przebieg, ale także motywy działania sprawców i ślady, jakie pozostawił w psychice ofiar. 

    Ptaki śpiewają w Kigali, reż.: Krzysztof Krauze, Joanna Kos-­‑Krauze, wyk.: Jowita Budnik, Eliane Umuhire, Polska 2017

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół