• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nie widzę. Nic nie widzę

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 18.08.2017 16:52

    Nic tak nie zaburza oglądu rzeczywistości, jak myślenie polityczne.

    To oczywiście herezja z punktu widzenia kogoś, kto nauczył się postrzegać świat w kategoriach plemiennych: jesteś nasz albo ich. Ta czarno-biała klasyfikacja pozwala do pewnego stopnia bezpiecznie poruszać się po świecie: wiadomo, kogo zalajkować, kogo zhejtować, kogo słuchać i czytać, a kogo od razu wyłączyć lub przewrócić/przeklikać na inną stronę.

    Nic tak wyraźnie nie pokazuje, jak krótkowzroczne jest ta rzekomo bezpieczna orientacja w terenie, jak sytuacja rosnącego konfliktu. W Polsce mieliśmy niedawno ledwie odsłonę tego, jak zagubieni jesteśmy, gdy opieramy się na frakcyjnym, partyjnym postrzeganiu rzeczywistości. Oto bowiem okazało się, że można popierać działania PiS, a jednocześnie być przeciwnikiem szaleństw legislacyjnych, do jakich zdolna jest ekipa rządząca. W myśleniu plemiennym takie niuanse są niemożliwe, czego dowodem jest hejt, z jakim spotkał się prezydent Andrzej Duda za weto wobec ustaw autorstwa jego własnego środowiska politycznego.

    Myślenie plemienne, a więc frakcyjne, partyjne (w tym wąskim znaczeniu polityczne) niestety przenosi się często również na nasze postrzeganie życia Kościoła. Nie chodzi tylko o najczęściej niczego nie mówiące etykietki w rodzaju: biskup konserwatywny, biskup liberalny, gdzie na liberała można załapać się zarówno zasłużenie, na przykład opowiadając niestworzone historie biblijne, nie mające jednak z Biblią wiele wspólnego, jak i głosząc rzeczywiście ewangeliczne prawdy, także takie, które muszą zaboleć teoretycznie pobożnych i wiernych Kościołowi polityków. Chodzi także o przypisywanie kategorii partyjnych i ideologicznych do działań, które nijak w tych szufladkach się nie mieszczą.

    Myślenie frakcyjne, czarno-białe widać też w naszych ocenach dotyczących różnych wydarzeń na świecie. Szczególnie mocno widać to w opisywaniu konfliktów, w które zaangażowane są mocarstwa: tam, gdzie Ameryka, to z pewnością trzeba ramię w ramię; tam, gdzie Rosja, to jak najdalej. Pułapką takiego myślenia jest choćby konflikt w Syrii, w którym fatalna polityka USA, dążąca za wszelką cenę do obalenia prezydenta Asada, sprawiła że w siłę urosły bojówki dżihadystów, które do dziś plądrują ten kraj.

    Przypomniałem sobie o tym wczoraj, w czasie rozmowy z proboszczem parafii św. Franciszka w Aleppo. Jego kościół jeszcze w zeszłym roku stał dokładnie na linii ognia. O. Ibrahim Alsabagh mówił, dlaczego jako chrześcijanie nie stanęli po żadnej ze stron konfliktu. Nawet jeśli biskupi i patriarchowie, mając do wyboru między Asadem a Państwem Islamskim, z oczywistych powodów wolą tego pierwszego (jego rządy dawały jednak chrześcijanom względną wolność religijną), to w realnej wojnie jako Kościoły już nie uczestniczą. Dlaczego? O. Ibrahim mówi: „Bo widzieliśmy jak to wyglądało kiedyś w Libanie. Po 30 latach niszczenia kraju wszystkie walczące grupy, które wojną nic nie osiągnęły, w końcu wróciły do stołu rozmów. W tym również chrześcijanie, którzy zaangażowali się w wojnę. Powiedzieliśmy sobie, że my nie pójdziemy tą drogą zniszczenia, użycia armii, zabijania. To dialog jest drogą realnej zmiany. Ktoś powie: popatrz, on jest za Asadem, a tamten jest przeciwko Asadowi. Tak mówi każdy, kto myśli tylko według kryteriów politycznych, stara się podzielić ludzi, także Kościół. My jesteśmy z cierpiącymi ludźmi. Kochamy nasz kraj. A to nie jest wybór polityczny”.

    To ostrzeżenie, że z myślenia plemiennego, politycznego (w znaczeniu: partyjnego, frakcyjnego) warto wycofać się póki nie jest za późno. W świecie, w którym niemal wszystkie telewizje, gazety i portale internetowe robi się dla wyznawców (tzn. dla osób szukających potwierdzenia własnych poglądów, a nie dostrzeżenia różnych odcieni szarości), wydaje się to prawie niemożliwe. Tym większe zadanie dla tych, którzy przyznają się do Ewangelii. Tej nijak nie da się zrozumieć i przyjąć bez odrzucenia stosowania wyłącznie politycznych (frakcyjnych) kalek do opisu rzeczywistości.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      19.08.2017 15:31
      PiS -tak, wypaczenia - nie! Znajome. W końcu sami komuniści dojrzeli, że komunizm (w ich języku "socjalizm") w istocie składa się z wypaczeń
    • PanGoladkin
      20.08.2017 11:00
      Mądry i prawdziwy tekst. Dla mnie obecna ekipa rządząca jest zawsze przede wszystkim ratunkiem przed zdegenerowanymi moralnie posłami Platformy, których władza grozi zniszczeniem tego, co kocham. Modlę się za nasz kraj. Jedyną partią, którą popierałem szczerze była Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka, chociaz oczywiście to też tylko ludzie. Bez zastanowienia mogę poprzeć tylko Jezusa.
    • Stefan1
      20.08.2017 11:34
      Hmm, cóż o tekście powiedzieć? Jedni pochwalą inni zganią a ja .......jestem pośrodku. Dlaczego? Z życia wzięte - sąsiad około 40 lat, obojętny politycznie, nie interesuje go PO ani PIS. Zainteresowany tylko rodziną jednak - jak zaznacza - gdy obojętnie który rząd pogorszy jego życie będzie zdolny do radykalnych działań. A zatem autorze gdzie, do której kategorii zaliczyć takie osoby? Nie głosujące, nie interesujące się życiem społecznym, zamknięte w swym świecie dobrobytu.
    • refleksja
      22.08.2017 09:16
      Ani jeden z KOMENTATORÓW nie przeczytał felietonu do końca. Tylko PiS i PiS, a tekst przecież głownie dotyczy problemów Syrii oraz kwestii globalnych.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół