Nowy numer 17/2018 Archiwum

Ciemna strona futbolu

Hiszpańska piłka szczyci się znakomitymi zawodnikami i najsilniejszą ligą na świecie, ale od środka trawią ją korupcja oraz liczne afery, a prezes krajowej federacji Ángel María Villar właśnie wylądował w więzieniu.

Mistrzostwo świata, dwa mistrzostwa Europy, totalna dominacja w europejskich pucharach (w ostatnich pięciu latach 4 triumfy w Lidze Mistrzów i 3 w Lidze Europy) – hiszpański futbol przeżywa swoje złote lata. Młodzieżowe wicemistrzostwo Europy, osiągnięte podczas czerwcowego turnieju w Polsce, wskazuje, że perspektywy są równie pomyślne. Ale to jedynie piękna fasada. W sferze organizacyjnej futbol na Półwyspie Iberyjskim znajduje się w opłakanym stanie. Przez niemal trzy dekady Królewskim Hiszpańskim Związkiem Piłki Nożnej (RFEF) niepodzielnie rządził prezes Ángel María Villar. Jego władza definitywnie zakończyła się 18 lipca po aresztowaniu przez policję. Zarzuty są liczne i poważne: defraudacja związkowych pieniędzy, podrabianie dokumentów, kupowanie poparcia działaczy oraz nielegalne czerpanie korzyści z organizowania meczów towarzyskich narodowej reprezentacji. Razem z Villarem do więzienia trafił jego syn Gorka oraz wiceprezes RFEF Juan Padrón. To tylko jeden z wielu problemów, z którymi musi zmierzyć się hiszpańska piłka.

Trzy dekady u władzy

Ángel María Villar ma za sobą udaną piłkarską karierę. W barwach Athletic Bilbao zdobył Puchar Króla, zaliczył też 22 mecze w kadrze. Od razu po zakończeniu występów na boisku zaangażował się w aktywność związkową. W 1978 r. założył stowarzyszenie hiszpańskich piłkarzy, a w 1988 r. objął funkcję szefa RFEF. Bardzo szybko stał się znaczącą postacią międzynarodowych organizacji futbolowych. W latach 2015–2016 pełnił rolę prezydenta UEFA. Mimo aresztowania formalnie nadal pozostaje wiceprezydentem FIFA i członkiem jej komitetu wykonawczego. Wpływy Villara w światowym futbolu były na tyle silne, że jego syn Gorka, choć jest rodowitym Hiszpanem, pełnił funkcję dyrektora generalnego CONMEBOL – południowoamerykańskiej konfederacji futbolowej.

Niemal 30 lat prezesury Villara zbiegło się z pasmem sukcesów reprezentacji. Bez wątpienia szef federacji ma istotne zasługi na tym polu, chociażby przez trafne nominacje selekcjonerów, którzy doprowadzili kadrę do mistrzostwa Europy i świata (Luis Aragonés i Vicente del Bosque). Ale jednocześnie już od lat wokół RFEF narastała atmosfera podejrzeń o nieprawidłowości, zakończona serią aresztowań i policyjnym przeszukaniem siedziby związku. Szeroko zakrojone śledztwo, nadzorowane przez sędziego hiszpańskiego sądu najwyższego Santiago Pedraza, skupia się na wątku korumpowania działaczy związkowych w celu zapewniania kolejnych reelekcji. Prawdopodobnie to tylko wierzchołek góry lodowej. Dochodzenie dziennikarzy gazety „El Pais” doprowadziło do wysunięcia jeszcze poważniejszych zarzutów. Villar sfałszował dokumenty i przywłaszczył 1,2 mln euro przeznaczonych na budowę piłkarskiej szkółki w Haiti. Był to element wizerunkowej kampanii RFEF związanej z kandydaturą Hiszpanii i Portugalii na gospodarza mundialu 2018 (ostatecznie została nim Rosja). Ángel María Villar miał także dopuszczać się przekrętów przy organizacji towarzyskich meczów kadry narodowej. Jako drużyna niezwykle pożądana przez kibiców i telewidzów La Roja żąda bardzo wysokich stawek za organizacje meczów towarzyskich. Dzięki machinacjom szefa RFEF ekwiwalent za aranżowanie takich spotkań trafiał do firmy Sports and Advisers. Na jej czele stoi… Gorka Villar. Nie pierwszy raz jest on zresztą zamieszany w afery. Z CONMEBOL odszedł w atmosferze skandalu, oskarżony przez urugwajskie kluby o wymuszenia przy sprzedaży praw do transmisji meczów Copa Libertadores (latynoski odpowiednik Ligi Mistrzów).

Pewny swego

Mimo zaciskającej się od miesięcy pętli oskarżeń Ángel María Villar do ostatniej chwili wierzył w swoją potęgę. Konsekwentnie odmawiał współpracy przy wyjaśnianiu jakichkolwiek afer. Już w 2015 r. został ukarany grzywną przez Komitet Etyki FIFA za uchylanie się od udziału w śledztwie na temat kontrowersyjnych okoliczności wyborów Rosji i Kataru na gospodarzy mistrzostw świata 2018 i 2022 (do dziś niewyjaśnione są podejrzenia przekupywania działaczy FIFA na ogromną skalę). Jednemu z prokuratorów prowadzących sprawę w Hiszpanii polecił porzucenie dochodzenia „dla własnego dobra”. Manifestacją arogancji były wybory w maju 2017 r. na stanowisko prezesa RFEF. Głosowanie miało się odbyć rok wcześniej, ale Villar konsekwentnie nie zgadzał się na wprowadzenie gwarantującej dyskrecję zasady elektronicznego głosowania. Po wielu miesiącach sporów kontrkandydaci wycofali się w geście protestu. Villar i tak zwołał wybory. Zwyciężył, startując jako jedyny kandydat.

Przekonany o własnej bezkarności szef hiszpańskiej federacji wyraźnie liczył, że – podobnie jak w poprzednich latach – w jego obronie wystąpi FIFA. Do niedawna organizacja ta zawsze stawała po stronie piłkarskich działaczy. W wypadku ingerencji policji czy prokuratury w sprawy krajowego związku piłkarskiego natychmiast groziła wykluczeniem reprezentacji danego państwa z eliminacji mistrzostw świata i Europy. Lecz FIFA ma obecnie własne poważne problemy. Seria gigantycznych skandali korupcyjnych zmusiła do dymisji z pozoru nieusuwalnego Seppa Blattera, zrujnowała wizerunek federacji i odstraszyła kilku możnych sponsorów. Obecny prezes Gianni Infantino odciął się od niegdyś bliskiego współpracownika z Hiszpanii, UEFA z kolei ograniczyła się do lakonicznego oświadczenia: „Jesteśmy świadomi raportów dotyczących Villara, nie udzielamy w tej chwili żadnych komentarzy”.

Liga kontrastów

Upadek Ángela Maríi Villara szczególnie ucieszył jego zagorzałego przeciwnika – Javiera Tebasa, prezesa La Liga, czyli organizacji zrzeszającej kluby z pierwszej i drugiej klasy rozgrywkowej Hiszpanii. Lecz on sam również znajduje się w ogniu krytyki za nieumiejętność uporania się z problemami trapiącymi najsilniejszą ligę świata: skandalicznie niskim poziomem sędziowania, niesprawiedliwym podziałem pieniędzy za transmisje meczów oraz przeciągającym się konfliktem z klubem FC Barcelona.

Narzekanie na piłkarskich sędziów to zjawisko powszechne we wszystkich ligach, ale zdaniem sportowych dziennikarzy skala pomyłek arbitrów na Półwyspie Iberyjskim od wielu lat przekracza wszelkie dopuszczalne standardy: nieuznawanie brutalnych faulów, ewidentnych spalonych oraz prawidłowo zdobytych goli wypaczyło wiele kluczowych meczów. Zdaniem kibiców współwinny temu jest Javier Tebas, odmawiający zainwestowania w goal-line technology – elektroniczny system pozwalający rozstrzygać wątpliwości, czy piłka przekroczyła linię bramkową. Z nowinki technicznej korzystają wszystkie najlepsze ligi Europy z wyjątkiem hiszpańskiej. Prezes Tebas przekonuje, że La Liga nie ma pieniędzy na wprowadzenie tego ulepszenia.

Błędy arbitrów dotykają wszystkie kluby, ale przekonanie o sędziowskim spisku jest szczególnie żywe w FC Barcelona. Relacje „dumy Katalonii” z resztą ligi od lat są napięte, ale za kadencji Tebasa jeszcze się pogorszyły. Szef ligi hiszpańskiej otwarcie określa się w wywiadach jako kibic Realu Madryt, dodając, że „byłby hipokrytą, gdyby to ukrywał”. Co więcej, za każdym razem, gdy w Katalonii powraca temat ogłoszenia niepodległości, Javier Tebas straszy natychmiastowym wykluczeniem FC Barcelony z ligowych rozgrywek.

Kolejny sporny punkt wewnątrz La Liga to sprzedaż praw do transmisji telewizyjnych. Spośród czołowych lig Europy w Hiszpanii panuje najbardziej niesprawiedliwy system dzielenia pieniędzy. Barcelona dostała za miniony sezon 152 mln euro, a CD Leganés i Alavés aż 112 mln euro mniej. Dla porównania: w Anglii różnica między najwyżej i najniżej wycenianym klubem wynosi 66 mln euro, a w Niemczech 54 mln euro. Ostatnia drużyna Premier League – Sunderland AFC otrzymała z tytułu pokazywania meczów więcej niż takie europejskie potęgi jak Sevilla FC i Atlético Madryt. W hiszpańskich klubach narasta bunt, szczególnie po kolejnych okienkach transferowych, gdy przeciętne angielskie drużyny ściągają gwiazdy La Liga, kusząc znacznie wyższymi zarobkami.

Żeby dopełnić ponury obraz hiszpańskiej piłki, warto przypomnieć, że prokuratorzy wzięli na celownik również futbolistów i trenerów. W 2016 r. za przekręty podatkowe ukarany został Neymar, w tym roku za podobne przestępstwo prawomocny wyrok otrzymał Messi, 20 czerwca wszczęto postępowanie wobec José Mourinho. Także w tym przypadku chodzi o oszukiwanie hiszpańskiego fiskusa podczas pełnienia funkcji trenera Realu Madryt.

Hiszpańskie organy ścigania po aresztowaniu prezesa narodowej federacji i ukaraniu czołowych piłkarzy zapowiadają kolejne zatrzymania. Choć trudno się spodziewać, by polska ekstraklasa miała kiedykolwiek dorównać La Liga, patrząc na skalę afer w Hiszpanii, należy docenić ogrom pozytywnych zmian w Polskim Związku Piłki Nożnej. •

« 1 »
oceń artykuł