• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Sukces Holendrów?

    Bartosz Bartczak Bartosz Bartczak

    dodane 16.03.2017 11:31

    Holendrom udało się zatrzymać Geerta Wildersa. Czy jednak o to w holenderskich wyborach chodziło?

    Liberalno-lewicowa część Europy odetchnęła z ulgą. Geert Wilders został zatrzymany. Zamiast przewidywanych w niektórych sondażach 30 proc., jego eurosceptyczna i antyislamska partia otrzymała zaledwie 13 proc. Wybory wygrali rządzący centroprawicowi liberałowie. Jednak mało kto zauważył, że dotychczasowa koalicja straciła prawie połowę głosów. A współrządzący socjaldemokraci spadli z 25 na 6 proc. poparcia. Dodatkowo, holenderski parlament jest tak rozbity, że do stworzenia koalicji będą potrzebną przynajmniej 4 partie.

    Geert Wilders i tak nie miał szans na rządzenie Holandią. Żadna z partii nie chciała z nim wchodzić w koalicję. Nie przeszkadza to wyrażać radości z wyniku wyborów przez lewicowych i liberalnych komentatorów. Jednak podobne zadowolenie było widoczne po holenderskich wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. Eurosceptycy zajęli wtedy dopiero 3. miejsce i wielu już zakładało, że nastąpiła zmiana sondażowego trendu w całej Europie. Kilka dni później we Francji wygrała Marine Le Pen, a w Wielkiej Brytanii Nigel Farage.

    Najwyższa od 30 lat frekwencja, może świadczyć o mobilizacji Holendrów przeciwko Wildersowi. Ale opieranie polityki na zatrzymywaniu Geerta Wildersa i Marine Le Pen w drodze do władzy jest słabą strategia. Zwłaszcza, kiedy wiąże się ona z przejmowaniem ich najgłupszych haseł. Zatrzymanie „populistów” w Holandii wiązało się z doprowadzeniem do kryzysu dyplomatycznego z Turcją. Ale zawsze jest łatwiej zabronić wjazdu do kraju tureckim politykom czy zrobić sobie unię „pierwszej prędkości” bez środkowej Europy. Trudniej jest jednak zreformować strefę euro czy zintegrować imigrantów.

    Antyestablishmentowi politycy, których tak wielu próbuje zatrzymać, są skutkiem, a nie przyczyną choroby. Jednak dla wielu europejskich polityków za główny cel stawia sobie właśnie zatrzymanie „populistów”. Tylko, że działając w ten sposób, zrażają do siebie kolejnych sojuszników, jak USA, Wielka Brytania, Polska, Węgry czy Turcja. Ci, którzy dzisiaj tak głośno bronią „europejskich wartości”, mogą się strasznie zdziwić, jeśli w pewnym momencie Europa ze swoimi ‘wartościami”, będzie na świecie całkowicie osamotniona.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      16.03.2017 13:25
      Panie Redaktorze, zawsze w historii po okresie kryzysu ekonomicznego następował wyraźny wzrost poparcia dla radykałów i populistów. Najbardziej drastyczny przykład to popularność faszyzmu w latach 30-tych ubiegłego wieku. Oczywiscie, jest to skutek ale wcale nie braku wartości tylko większej niepewności wśród ludzi o to czy jutro też będą mieli na chleb. Źli ludzie, którzy głoszą nienawiść, z sukcesem to wykorzystują umiejętnie manipulując ludzkimi emocjami. Dzięki Bogu, jesteśmy gotowi zjednoczyć się przeciw takim ludziom (czasem bardziej a czasem mniej skutecznie). Dziwi mnie tylko, że GN nie jest tak stanowczo w opozycji do takich polityków, którzy zdobywają popularność głosząc podziały, nienawiść i mamią ludzi fikcyjną rzeczywiścią.
    • mee...
      19.03.2017 12:51
      Lewacka propaganda wychowala pokolenia lewakow, ktore boja sie wlasnego cienia - poprawnosc polityczna, ale potrafiacy robic na zlosc w miare myslacym i jeszcze wolnym - pies ogrodnika. Natomiast we Francji, albo przyjdzie kontrewolucja, wiara w Boga, albo Francji nie bedzie.
    • gut
      19.03.2017 13:23
      Dziś - prawie każdy broni się - przed Kimś... ;->
    • mee...
      19.03.2017 13:41
      Lewackosc, od zawsze czlowiek nosil w sercu...dzisiejszy przecietny czlowiek jest pewien, ze lewactwo bierze sie z telewizji badz google, kompletne nie zdajac sobie sprawy, ze pierwszym bolszewikiem jest zly.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół