• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Szukanie dobrych dźwięków

    dodane 16.03.2017 00:00

    O tym, jak odróżnić wartościową muzykę od kiczu, mówi Tomasz Łosowski.

    Szymon Babuchowski: Słuchasz czasem muzyki, która króluje w dużych stacjach radiowych?

    Tomasz Łosowski: Nie, i nikomu nie polecam. To muzyczny fast food – wypadkowa mody, hermetycznych układów i wielkich pieniędzy. Promuje się tam tylko to, co dyktują wielkie firmy fonograficzne. Sama muzyka jest na końcu.

    A co jest na początku?

    Najważniejszy jest produkt. Obrazowo mówiąc: jeśli jest moda na wysokie blondynki, trzeba poszukać takiej wokalistki, włożyć pieniądze i zrobić z tego produkt. Nieważne, jak śpiewa – ważne, że ma wygląd. Głos w studiu komputerowo się „dostroi”.

    Coś takiego może się podobać?

    To wszystko jest sztuczne, wyzute z piękna. Czy zwróciło twoją uwagę, jak wiele utworów jest podobnych do siebie, tak jakby wykonywała je jedna osoba. Dlaczego stare przeboje możemy zanucić, a współczesnej muzyki już nie? Bo ta współczesna często nie jest komponowana z potrzeby serca, tylko po to, aby zarobić na tym pieniądze. Muzyka – tak jak współczesna sztuka w ogóle – traci ducha. Duże stacje radiowe czy telewizyjne mają obecnie mało wspólnego z lansowaniem wyższej kultury i sztuki. Oczywiście trzeba oddać honor redaktorom, którzy promują w swoich autorskich audycjach wartościową muzykę. Skala nie jest duża, ale jest to tym ważniejsze. Natomiast komercyjne stacje radiowe starają się wyjść naprzeciw społecznym „oczekiwaniom”. Z drugiej strony to media kreują upodobania i nierzadko oszukują ludzi, promując kicz.

    Jak wytłumaczysz fenomen popularności disco polo?

    To rodzaj kiczu muzycznego, w dodatku często odwołującego się do dość niskich instynktów. Ma to szerszy kontekst – dziś wiele osób jest zniewolonych internetem. Ludzie zajmują się często szukaniem tam taniej rozrywki, głupot, sensacji oraz pornografii. Taki styl życia kompletnie wyjaławia. Jak ma się do tego disco polo? Otóż jest ono nasycone erotyzmem. Wystarczy zobaczyć klipy, w których tańczą roznegliżowane panienki, i posłuchać tekstów, w których w dużej mierze chodzi o łatwy podryw i szybkie uprawianie seksu. To dlatego ten nurt jest tak popularny, słuchają tego miliony ludzi, a muzyczni hochsztaplerzy zarabiają na tym setki tysięcy złotych.

    Czy to takie ważne, żeby odróżniać kicz od piękna?

    Tak, bo piękno i harmonia w życiu, sztuce, muzyce pochodzi od Boga. Pan Bóg jest największym artystą i jest nieskończenie piękny. Jego piękno będę kontemplować przez całą wieczność. Muzyka jest darem Bożym i mocno wierzę, że w życiu wiecznym będzie absolutnie piękna. Natomiast kicz, brzydota, nieład w sztuce i w życiu to zaprzeczenie piękna i, moim zdaniem, pochodzi od Złego.

    A na naszym, ludzkim planie?

    Powstaje w wyniku lenistwa ludzi, którzy mają ambicje, by tworzyć, ale nie posiadają talentu albo zapału, by godzinami sumiennie ćwiczyć na instrumencie. Disco polo było w początkowym okresie produkowane na dość prymitywnych instrumentach klawiszowych. Dziś, przy szerokim dostępie do nowoczesnych technologii produkcji dźwięku, można – nawet nie umiejąc grać – budować w komputerze jakieś muzyczne klocki i klecić z tego różne rzeczy. Taki „kompozytor” nie musi latami rzetelnie ćwiczyć na instrumencie. Dlatego jego „dzieła” są często pozbawione piękna, wrażliwości. Jest tam prymitywna harmonia i takie same teksty. Disco polo zabija prawdziwą sztukę, tak jak chińskie podróbki zabijają oryginalne rękodzieła. Smutne, że wielu ludzi kupuje kicz i daje się na to nabrać.

    Czy w muzyce pop jest w ogóle miejsce na wartościowe rzeczy?

    Jest wiele wartościowej muzyki pop. Rozumiem przez to muzykę „przyjazną dla słuchacza”, ale na wysokim poziome artystycznym, zarówno w sferze kompozycji, jak i wykonania. Niestety, rzadko przebija się ona na fale eteru, szczególnie u nas. Firmy fonograficzne oraz duże rozgłośnie brutalnie promują produkcje, które niekoniecznie są wysokich lotów, ale muszą się sprzedać. Tymczasem świetnych zespołów, zarówno zagranicznych, jak i polskich, jest mnóstwo.

    Pokusimy się o jakieś zestawienie?

    Legendarne Toto, Carlos Santana, U2, Genesis, Yes, Adele, Snarky Puppy, Robert Glasper, Pat Metheny, Yellowjackets, Rush, Jamiro­quai, Sade, Michael McDonald, Sting, Level 42, Clannad, John Vangelis, Chick Corea, Allan Holdsworth… Długo by wymieniać. A u nas Poluzjanci, Mieczysław Szcześniak, Woobie Doobie czy Kombi, w którym mam przyjemność grać – tylko proszę nie mylić z Kombii, bo to zupełnie inna kategoria dźwiękowa…

    Wiele osób myli te dwa zespoły.

    Kombi to oryginalny zespół założony i prowadzony przez mojego ojca Sławomira Łosowskiego. Niestety, na rynku muzycznym jest spory zamęt, spowodowany działalnością zespołu o łudząco podobnej nazwie – pisanej przez dwa „i” na końcu. Założyli go byli muzycy Kombi, którzy odeszli z zespołu w 1992 r. i za plecami lidera powołali do życia grupę nazywającą się prawie identycznie. Mój ojciec, walczący wtedy z ciężką chorobą mojej mamy i odcięty od mediów, nie bardzo mógł ten proceder zatrzymać. Mimo tych trudności wznowił działalność Kombi, zapraszając do nas nowych muzyków.

    Udało się przebić przez medialny mur?

    Niestety, ludzie ciągle nie mają świadomości, że Kombii to sztuczny twór, bo większość mediów nabiera wody w usta. Jednak prawda wychodzi na jaw i coraz więcej ludzi ją odkrywa. W zeszłym roku ukazała się książka „Kombi. Słodkiego miłego życia. Prawdziwa historia”. Na naszych koncertach ludzie przecierają oczy i uszy ze zdumienia, dowiadując się, że Kombi to nie kicz, tylko kawał porządnie zaaranżowanej, świetnie brzmiącej i zagranej muzyki popowej – czasem przechodzącej w elektroniczny pop, a gdzie indziej w pop-rock. Nie da się podrobić brzmienia Kombi, a w szczególności gry ojca na syntezatorach.

    Zacząłeś grać z Kombi jako 19-latek. Jak się czułeś, dołączając do zespołu, którego twórczość była uważana za klasykę polskiej muzyki rozrywkowej?

    Byłem bardzo dumny, ale i bardzo niedojrzały – wydawało mi się, że kariera stanęła przede mną otworem. Dołączyłem do Kombi, ale zespół już długo nie pograł. Pół roku później Waldemar Tkaczyk i Grzegorz Skawiński odeszli z zespołu, gdyż Grzegorz chciał pójść własną drogą i grać zupełnie inną muzykę. Mój ojciec jako lider przyjął i uszanował ich decyzję. Równocześnie szukał innych muzyków, aby kontynuować działalność Kombi. Niestety, choroba mojej mamy spowodowała, że musiał zawiesić działalność zespołu. W tej sytuacji zacząłem grać w innych projektach. Gdy ojciec wznowił działalność Kombi, rzecz jasna znalazłem się w zespole jako ostatni perkusista sprzed zawieszenia, a skład został uzupełniony o nowych muzyków.

    Sam tworzysz niekomercyjną muzykę. Dla kogo piszesz?

    Nie zgodzę się do końca z tezą, że jest ona niekomercyjna. Jest tylko jeden problem – promocji w mediach, które nie są tym zainteresowane. Sam piszę muzykę dla ludzi, którym sprawi ona przyjemność, oraz dla przyjaciół. Mamy z żoną Moniką dużą rodzinę – ośmioro dzieci – i doświadczamy na co dzień życzliwości ze strony wielu wspaniałych osób. Moja muzyka jest formą wdzięczności, darem serca. Na każdej mojej płycie dziękuję Jezusowi – to On dał mi talent. To takie moje małe świadectwo wiary.

    Kosztuje?

    Oj, tak! Niedawno pani redaktor w audycji radiowej na żywo, oglądając okładkę, powiedziała: „O, podziękowania dla Jezusa! No to już wiemy, że ta płyta nie będzie szeroko znana…”. (śmiech) Ja wiem, że Bóg wszystko może uczynić i ma najlepszy plan na moje życie. Każdego dnia doświadczam Jego troski o mnie. Ufam, że skoro dopuszcza trudne doświadczenia, wprowadza mnie w ten sposób na drogę wiodącą do zbawienia. Świat i jego chwała szybko przemijają.

    Jak bronić się przed zalewem muzycznej tandety?

    Nie słuchać kiczu, wybierać, szukać, drążyć, myśleć. Pan Bóg dał nam rozum. Kazał go używać, rozeznawać. Musimy szukać dobra i wartości – aby nasze życie było piękne. A wartościowa sztuka zawsze będzie istniała. Trzeba tylko wytworzyć w sobie chęć i pragnienie, aby ją odnaleźć. Użyję porównania: po co mamy się ciągle żywić w brudnym barze na dworcu kolejowym, kiedy są wykwintne smaki najlepszych restauracji?

    Jak promujesz wartościową sztukę?

    Nagrywam płyty, udzielam wywiadów, prowadzę warsztaty dla muzyków. Jest to okazja nie tylko do wspólnego ćwiczenia na instrumencie – staram się również przekazać uczniom ważne dla mnie wartości. Ludzie często nie wiedzą, że istnieje wartościowa muzyka. Bywają pozytywnie zaskoczeni, kiedy ją im podsuwam. To jest misja – praca u podstaw. Jako czynny muzyk mogę szczerze i bez lęku o tych sprawach publicznie mówić.•

    Tomasz Łosowski

    Rocznik 1973. Perkusista, kompozytor, Muzyk zespołu Kombi oraz jazzowych formacji: Orange Trane, Gdański Jazz Quartet, Quartado.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół