• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Bóg opuścił Watykan?

    Edward Kabiesz

    |

    GN 51/2016

    dodane 15.12.2016 00:00

    Przesłanie „Młodego papieża” sprowadza się do przedstawienia wizerunku Kościoła niemającego nic wspólnego z chrześcijaństwem. Serial jest tak naprawdę posuniętą do granic bluźnierstwa satyrą na Watykan.

    Serial Paola Sorrentina, emitowany przez kodowaną stację HBO, obejrzała jak na razie ograniczona liczba widzów. Wzbudził on gorącą dyskusję, a pozytywne opinie na jego temat pojawiły się nawet w mediach prawicowych. Wydaje się, że autorzy tych tekstów nie obejrzeli całości i zauroczyli się fragmentami wypowiedzi bohatera serialu. Rzeczywiście mogą one spodobać się katolikom, ale tylko wyrwane z kontekstu. Zachwyt nie trwa długo, bo już pierwsze działania Piusa XIII wzbudzają niesmak i zażenowanie. Okazuje się, że Kościołowi ma przewodzić człowiek, który każe księdzu złamać tajemnicę spowiedzi. A to przecież tylko początek. Ten zwrot do przeszłości, jaki postuluje i przeprowadza serialowy Pius XIII, sprowadza się do przedstawienia posuniętej do absurdu konserwatywnej wizji Kościoła, a nawet wizji niemającej nic wspólnego z chrześcijaństwem. W nauczaniu Piusa XIII nie istnieją miłość bliźniego i miłosierdzie. Uważa się za następcę Jezusa, ale staje się tyranem. Papież odwraca się od ludzi, ma dla nich wyłącznie słowa potępienia. Czy na tym polega jego misja? Przecież kapłan ma być przewodnikiem i pośrednikiem wiernych. Ma jednoczyć swoją owczarnię. Czy jeżeli odwróci się od nich, jak w filmie Sorrentina, może tę misję wypełnić?

    Sytuacja bez wyjścia?

    Chociaż film Paola Sorrentina rozgrywa się w nieokreślonej przyszłości, jasne jest, że reżyser mówi o sprawach współczesnego Kościoła, który rzeczywiście boryka się z wieloma problemami. Z pewnością najważniejszy z nich to postępująca laicyzacja społeczeństw Zachodu. Puste kościoły, brak księży, nieliczenie się z głosem Kościoła i wprowadzanie coraz bardziej liberalnego ustawodawstwa dotyczącego małżeństwa, związków partnerskich i eutanazji. Swoim serialem Sorrentino w sposób niezwykle przewrotny dowodzi, że Kościół katolicki znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Nie ma na to lekarstwa, bo każda przedstawiona w filmie opcja działania nie przyniesie pożądanego efektu. Przynajmniej tak można to odczytać po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu. Reżyser wziął na warsztat Watykan, by dowieść, że ryba psuje się od głowy. Nie chodzi tu tylko o tytułowego papieża, ale o zarządzającą instytucją Kościoła watykańską administrację.

    Już pierwsze sekwencje filmu, kiedy spod góry niemowląt wyłania się tytułowy bohater, zapowiadają, że nie będzie łatwo. W czołówce każdego epizodu widzimy papieża przechodzącego obok galerii dziewięciu obrazów i kontrowersyjnej rzeźby „Dziewiąta godzina” Maurizia Cattelana przedstawiającej Jana Pawła II przygniecionego przez meteoryt. To znaczące, bo nawiązuje ona do wypowiedzianych na krzyżu według Ewangelii św. Marka słów Jezusa: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”. Podobnie jak wiele innych scen, dialogów oraz przeczących sobie wypowiedzi, które znalazły się w serialu, i tę można interpretować na różne sposoby. Również tak, że młody papież zrywa z tym, czego nauczał Jan Paweł II. Przechodząc, puszcza do widza oko, jak gdyby mówił: nie bierzcie tego na poważnie, to tylko film.

    Kiedy papież żartuje?

    A kim w tym serialu jest młody, nowo wybrany papież? Nikim w obliczu Boga – mówi o sobie bohater filmu. Czy mówi to szczerze? Wydaje się, że tak, ale reżyser nie ułatwia nam zadania. W miarę rozwoju akcji filmu zdajemy sobie sprawę, że za chwilę papież może znowu powiedzieć: „żartuję”. Czy żartuje, kiedy mówi „nie wierzę”? Nigdy nie mamy pewności, czy to, co mówi, bulwersując rozmówcę, jest prawdą, czy prowokacją, żartem.

    Akcja serialu rozpoczyna się niedługo po konklawe, na którym głową Kościoła został 47-letni Amerykanin. Wynik konklawe jest zaskoczeniem dla wiernych i mediów, bo o nowym papieżu praktycznie nic nie wiadomo. Wkrótce okaże się, że młody papież zaserwuje wszystkim, w tym kardynałom, jeszcze większą niespodziankę. A właściwie szok. I nie chodzi o to, że na śniadanie zażąda coca-coli cherry zero czy zniesie, ale wyłącznie dla siebie, wydany jeszcze przez Jana Pawła II zakaz palenia papierosów. To drobiazgi. Ważne, że wkrótce udowodni – a przynajmniej taka jest intencja reżysera – iż nie na darmo wybrał dla siebie imię Pius XIII. To oczywiste nawiązanie do papieży sprzed Soboru Watykańskiego II. Tyle że posunięte do absurdu.

    Nie chciałbym streszczać fabuły serialu. Wystarczy wspomnieć dwa wystąpienia papieża. W pierwszym odcinku, zaraz po konklawe, przemawia do tłumów zgromadzonych na placu św. Piotra. W atmosferze cudu, bo w chwili, gdy pokazuje się wiernym, kończy się ulewa, a zza chmur wychodzi słońce, oświetlając jego sylwetkę. „O czym zapomnieliśmy? (…) Zapomnieliśmy się masturbować. Stosować antykoncepcję, poddawać się aborcji, świętować gejowskie śluby”. Później pochwala eutanazję, rozwody i tak dalej. Okazuje się jednak, że był to tylko sen, z którego budzi się z przerażeniem. Właściwe przemówienie odbywa się późnym wieczorem. Tym razem cały czas pada, a on sam ukrywa twarz w cieniu. „Zapomnieliśmy o Bogu. Wy o nim zapomnieliście. Musicie być bliżej Boga niż siebie nawzajem. Ja jestem bliżej Boga niż was. Nigdy nie będę blisko was, bo każdy jest samotny przed Bogiem. Nie mam nic do powiedzenia tym, którzy nawet odrobinę wątpią. Mogę jedynie przypomnieć o mej pogardzie i ich marności. Nie muszę udowadniać, że Bóg istnieje. To wy musicie udowodnić, że Go nie ma. Jeżeli nie potraficie, to znaczy, że Bóg istnieje” – mówi papież do zaszokowanego tłumu wiernych oraz księży. I dodaje, że serca oraz umysły mają być wypełnione wyłącznie Bogiem, bez miejsca na wolną wolę, wolność i emancypację. Kiedy ktoś woła, że zgromadzeni chcą spojrzeć mu w twarz, wzywa ich, by najpierw zobaczyli Boga. Kończy słowami „Nie wiem, czy na mnie zasługujecie, nie wiem, czy jesteście mnie godni”.

    Pius XIII deklaruje, że zamierza wszcząć rewolucję w Kościele, bo uważa, że ten jest stary i zepsuty, na co reżyser nie szczędzi dowodów. Dostaje się wszystkim, zarówno hierarchom, jak i zwykłym księżom. To prawdziwe kłębowisko żmij żyjące we własnym, niewidocznym poza murami Watykanu terrarium. Tu właściwie nie ma, z nielicznymi wyjątkami, ludzi głębokiej wiary. Są za to intrygi. W watykańskim światku wszyscy szukają na siebie haków i wszystkich zżera ambicja. Nie znajdziemy w filmie żadnego kardynała czy księdza bez jakiejś poważnej skazy. Większość spośród nich to homoseksualiści, pedofile, seksualni dewianci łamiący celibat czy ukryci alkoholicy. Młody papież deklaruje walkę z zepsuciem. Jest bezwzględny i konsekwentny, ale to jeszcze nie właściwa rewolucja.

    Tyran na papieskim tronie

    Ta, którą Pius XIII zapowiada kardynałom, dokona się w sferze ważniejszej. Papież uważa, że największym zagrożeniem dla Kościoła jest postępująca liberalizacja. Doprowadzi ona do sytuacji, w której słowa, jakie słyszeliśmy w powitalnym przemówieniu do wiernych, a które okazało się snem, staną się faktem. Twierdzi, że musi się odwrócić od ludzi, by być bliżej Boga. Obiecuje, że wróci do nich, kiedy oni wrócą do Boga. Wprowadza elementy ceremoniału papieskiego sprzed lat, każe nosić się w lektyce, sprowadza z Waszyngtonu tiarę Pawła VI, z której ten zrezygnował, i każe całować but kardynałom. Nie uznaje mediów, bo nie chce stać się ikoną popkultury. To tylko zewnętrzne przejawy rewolucji. Zrywa z poprawnością polityczną, bo „słowa papieża nie muszą podobać się wszystkim”. Skądinąd słuszna konstatacja doprowadza do sytuacji, w której jego słowa najczęściej ranią i odpychają. Nie uznaje kompromisu, bo „Jezus nie zawierał kompromisu”. – Ten papież nie negocjuje. Od dzisiaj słowo „kompromis” jest wymazane ze słownika – oświadcza kardynałom. Zabrania księżom udzielać rozgrzeszenia kobietom winnym aborcji, bo tego nie można wybaczyć. Krótko mówiąc: pozostawia wiernych samym sobie. Na uwagi doradców o spadku liczby uczestniczących we Mszy św. odpowiada, że może ich pozostać tylko garstka, bo „miłości nie mierzy się liczbą”.

    Film rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, ale tak naprawdę przedstawia anachroniczny i daleki od prawdy obraz współczesnego Kościoła. Sorrentino nie ma wątpliwości, że Bóg opuścił Watykan. Po uważnym obejrzeniu całego serialu nie mam też wątpliwości, że nakręcił inteligentną antykatolicką agitkę, która może wprowadzić w błąd mniej wyrobionego widza.

    Młody papież, reż. Paolo Sorrentino, wyk.: Jude Law, Diane Keaton, Silvio Orlando, Scott Shepherd, Włochy/Hiszpania/Francja, 2016

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      01.02.2017 20:55
      Widzę że sporo ochrzczonych ateistów napaliło się na ten bluźnierczy film. Sami pod sobą dołek kopiecie.
    • Martol
      01.02.2017 23:59
      Byłem w seminarium, mam przyjaciela księdza i jestem blisko Kościoła. Serial zdecydowanie jest dla inteligentnego widza, który potrafi dostrzec przeplatające się wątki, często specjalnie przerysowane. Totalnie nie zgodzę się z postawioną tezą w tym artykule. Odnosząc się do polskiego Kościoła, jego hierarchów całkowicie się zgodzę, że jest zepsuty. Malwersacje finansowe, tuszowanie afer i infantylna walka o poklask. Jako wspólnota daleko obchodzimy od nauczania Jezusa. Staramy się dostosować do czasów, przypisać inne znaczenie Słowu Bożemu, a wszystko po to by nie stracić wpływu. Zamiast burzyć się na serial i nazywać go obrazoburczym zastanówmy się lepiej co my robimy by zmienić Kościół. Bo może lepiej by została garstka autentycznie wierzących, niż masy związane jedynie tradycją. Tylko wtedy trzeba odejść od tradycji i wrócić do Pisma Świętego.
    • Political fiction???
      02.02.2017 09:00
      W "Rzeczpospolitej" pojawił się interesujący tekst Huberta Kozieł pt. "Czy tajne służby dokonały puczu w Watykanie w 2013 roku". Autor analizuje pewien list tradycjonalistycznych katolików, którzy powołali się na maile wykradzione z serwera pocztowego Johna Podesty.
      Autorzy listu otwartego przywołali sprawę maili wykradzionych z serwera pocztowego Johna Podesty, szefa kampanii wyborczej Hillary Clinton i opublikowanych przez portal WikiLeaks. W szeregu wiadomości pocztowych z 2012 r. Podesta oraz inni współpracownicy pani Clinton (która była wówczas sekretarzem stanu USA) dyskutują na temat konieczności doprowadzenia do „katolickiej wiosny", czyli zmian w Kościele równie rewolucyjnych jak przewroty i wojny domowe wywołane w ramach „arabskiej wiosny" (w których jak wiadomo maczały palce Departament Stanu i CIA). Z dyskusji tej wynika, że Kościół miałby przyjąć w wyniku tej rewolucji bardziej lewicowo-liberalne stanowisko na wiele kwestii społecznych. Nie minął rok od tej dyskusji, a ówczesny konserwatywny papież Benedykt XVI niespodziewanie abdykował. Jego następcą został argentyński kardynał o lewicowo-liberalnych poglądach, którego postawą Podesta zachwycał się później w swojej korespondencji mailowej. Po zwycięstwie wyborczym Donalda Trumpa, papież Franciszek został nazwany nawet przez „Wall Street Journal" „nowym przywódcą światowej lewicy" - pisze Kozieł na łamach "Rzeczpospolitej".

      Jak wiemy z ujawnionych dokumentów NSA, które ukradł i opublikował Edward Snowden wynika, że agencja ta na przełomie 2012 i 2013 r. inwigilowała Watykan. Podsłuchiwała m.in. telefon papieża Benedykta XVI. Autorzy listu otwartego do Trumpa pytają więc jaki był cel tej inwigilacji oraz czy inne amerykańskie tajne służby podejmowały działania związane z konklawe. Ich uwagę zwróciło również to, że na kilka dni przed rezygnacją Benedykta XVI zablokowano międzynarodowe transakcje z Bankiem Watykańskim, w związku z podejrzeniami dotyczącymi prania brudnych pieniędzy przez ten bank. Po ogłoszeniu przez papieża zamiaru abdykacji, nagle tę blokadę zniesiono. Włoski dziennikarz Maurizio Blondet wskazywał, że to był element szantażu mający zmusić papieża do ustąpienia. Czyżby więc ktoś z zewnątrz zagroził, że zrobi z Banku Watykańskiego mini-Lehman Brothers i zada w ten sposób ogromny cios dla prestiżu Stolicy Apostolskiej|"
      Na pewno sprawa nabierze rumieńców za prezydentury Donalda Trumpa!

      Za: http://telewizjarepublika.pl/teoria-spiskowa-czy-za-abdykacja-papieza-benedykta-xvi-stalo-fbi-i-obama,44065.html
    • Anna Panna
      02.02.2017 14:03
      Czego by nie mówić - "Młody papież" to tylko fikcja. Coraz to nowe "niespodzianki" rzeczywistego papieża - to o wiele poważniejsza sprawa.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół