• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jesteśmy czarnym koniem?

    Bogumił Łoziński

    |

    GN 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    W Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej we Francji nie ma zdecydowanego faworyta. Jakie szanse ma Polska?

    Zaledwie kilka dni zostało do największego w tym roku wydarzenia piłkarskiego na naszym kontynencie – Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, które odbędą się we Francji. Kibiców zaczynają ogarniać emocje, które udzielają się otoczeniu. Atmosferę tworzą nieustanne doniesienia medialne z obozu naszej kadry, a także innych reprezentacji, z reklam różnych produktów patrzą na nas podobizny naszych piłkarzy. Polacy liczą na sukces, bo od lat nie mieliśmy tak dobrej reprezentacji. Euro zostanie rozegrane według nowych zasad. Pierwszy mecz 10 czerwca (gospodarze zagrają z Rumunią), finał miesiąc później.

    Czarny koń?

    Z występami Biało-Czerwonych zawsze wiążemy wielkie nadzieje, choć piłkarze od wielu lat nas zawodzą. Ostatni poważny sukces odnieśliśmy na mundialu w Hiszpanii w 1982 r., gdzie zajęliśmy 3. miejsce. Od tamtego czasu minęło już kilka pokoleń piłkarzy i posucha trwa. Gdy 4 lata temu Euro było rozgrywane w Polsce i na Ukrainie, nawet nie udało nam się wyjść z grupy, co było wielkim rozczarowaniem. Tym razem jednak może być inaczej. Wyniki naszej reprezentacji, styl gry, trener, a przede wszystkim zawodnicy światowego formatu sprawiają, że mamy powody do optymizmu.

    Robert Lewandowski z Ba­yernu Monachium to jeden z najlepszych napastników świata, został królem strzelców Bundesligi. Grzegorz Krychowiak po raz drugi z rzędu wygrał z Sevillą Ligę Europy. Arkadiusz Milik to najlepszy strzelec Ajaxu Amsterdam. Z kolei Wojciech Szczęsny to bramkarz trzeciej drużyny Serie A – Romy. Inni też bardzo dobrze spisują się w swoich zespołach, dzięki czemu w kadrze jest konkurencja, a na wielu pozycjach mamy wartościowych zmienników. Co ważne, bez wątpienia w tym sezonie czołowi zawodnicy są w świetnej formie.

    Jednak piłka nożna to gra zespołowa, nawet najlepsi niewiele zdziałają sami. Na szczęście nasza obecna reprezentacja pokazała, że jest zespołem. Gdy na przykład przegrywała w meczu ze Szkocją w eliminacjach, walczyła do końca i wyrównała w doliczonym czasie gry. W 23 meczach rozegranych do tej pory pod wodzą Adama Nawałki Polacy strzelili aż 54 gole.

    Niewątpliwie stworzenie zespołu jest zasługą trenera, który przeprowadził właściwą selekcję i nauczył piłkarzy ofensywnego stylu. Bramki zdobywamy już nie tylko z kontrataków, ale także ze stałych fragmentów gry, a nawet ataków pozycyjnych. Tak strzeliliśmy drugą bramkę w meczu z Niemcami, gdy pierwszy raz w historii pokonaliśmy naszego zachodniego sąsiada.

    Choć nie jesteśmy wymieniani w gronie faworytów, na pewno możemy być czarnym koniem turnieju i sprawić pozytywną niespodziankę.

    Starzy i nowi faworyci

    Słynny angielski piłkarz Gary Lineker powiedział, że „piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”. Choć oczywiście nie jest to reguła, niewątpliwie aktualny mistrz świata należy do głównych faworytów Euro. Według bukmacherów to właśnie Niemcy obok Francji mają największe szanse na wygraną (nasza reprezentacja jest na 10. miejscu). Drużyna trenowana przez Joachima Loewa zapewne jak zwykle będzie bardzo dobrze przygotowana fizycznie i pokaże zespołowy styl gry. Jednak Niemcy po zdobyciu mistrzostwa świata w 2014 r. nieco obniżyli loty, a ich drużyny klubowe nie odnoszą sukcesów w rozgrywkach na arenie europejskiej.

    Silny zespół mają Francuzi, którzy, choć nie grali w eliminacjach, bardzo dobrze wypadali w meczach towarzyskich. Mają ciekawych zawodników na czele z Paulem Pogbą, który jest uważany za najbardziej utalentowanego środkowego pomocnika młodego pokolenia. Nie wiadomo jednak, czy wytrzymają presję, jakiej doświadczają gospodarze imprezy.

    Tradycyjnie bardzo groźni będą Hiszpanie, obrońcy tytułu, choć zawiedli na ostatnich mistrzostwach świata. Nie można jednak zapominać, że w kraju tym jest najsilniejsza liga, hiszpańskie drużyny regularnie zwyciężają Ligę Mistrzów i Ligę Europy. Nie wiadomo jednak, czy starzy mistrzowie znajdą motywację do walki.

    Tej na pewno nie zabraknie Anglikom, mają bowiem bardzo młody skład, który już odniósł sukces – eliminacje przeszli jak burza, jako pierwsza drużyna zapewniła sobie awans. Jednak Anglię należy również traktować raczej jako czarnego konia turnieju, podobnie jak niespełniającą pokładanych w niej nadziei reprezentację Belgii. Oczywiście jak zwykle groźni będą Włosi, ale ich zwycięstwo byłoby niespodzianką.

    Żadna z drużyn nie wyrasta na zdecydowanego faworyta mistrzostw.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół