Nowy numer 21/2018 Archiwum

Nawrócona z feminizmu

Wstyd mi za kobiety, które "bronią" moich racji i walczą o parytety. Ale nie potępiam ich. W końcu sama do nich należałam.

Miałam niesamowitą okazję być po obu stronach barykady, co też uważam za łaskę: i w szańcu zaciekłych feministek i w obozie radosnych neofitów. I szczerze, wybieram to drugie, z całym pakietem upokarzających docinków na temat mojej wiary i pobożności. Chwała Panu za te docinki!

Jezus wszystkiego mnie nauczył i uczy nadal i po moim nawróceniu wiem, że gender to kłamstwo i diabelska pułapka. Nie ma czegoś takiego jak płeć kulturowa. Nie ma i nigdy nie będzie. Ktoś albo urodził się mężczyzną albo kobietą. Dlaczego jednak tyle jest wojujących feministek, które temu zaprzeczają i bronią kobiecości poprzez...obrażanie jej? Moim zdaniem wina jest zawsze w braku jedności z Bogiem, co przekłada się na relacje w rodzinie, zwłaszcza córki pomiędzy ojcem, który niestety coraz częściej staje się "meblem" do przestawiania, na który narzeka cały zapiekły, feministyczny świat. To ojciec powinien być głową rodziny, a matka jego podporą i tą, która prowadzi dom i wychowuje dzieci. Bóg to od samego początku dobrze zaplanował, najpierw stwarzając Adama, a potem Ewę, nie na odwrót. To kobieta jest z mężczyzny, ale mężczyzna poprzez kobietę, a wszyscy w Bogu. On jest tym, który prowadzi rodzinę, a ona tą, która idzie jako pierwsza za nim i pokazuje dzieciom, że to jest nasz przywódca. Nie ma innej opcji. Kobieta nigdy nie będzie wzbudzała takiego autorytetu jak mężczyzna, nie dlatego, że na niego nie zasługuje, ale dlatego, że nie taka jest jej rola! Kobieta jest stworzona do bycia piękną, do bycia ozdobą rodziny, o którą troszczy się mężczyzna, który o nią walczy i za nią umiera.

"Umieram z miłości do ciebie, moja piękna księżniczko" mówi Jezus każdej kobiecie z krzyża i to stwierdzenie buduje naszą złamaną kobiecość, naszą skrzywdzoną psychikę. Jesteś piękna, jesteś moją córeczką, kocham Cię - to są słowa Boga. Tak Bóg Wszechmogący, Pan nieba i ziemi nas, kobiety, widzi. On zwraca się do nas pieszczotliwie, jesteśmy Jego gołąbkami ukrytymi w rozpadlinach skalnych, pięknymi przyjaciółkami, a nie tak jak to ukazują "Wysokie Obcasy" - terminami anatomicznymi, co jest tylko smutną, upokarzającą redukcją do organów płciowych. To takie my jesteśmy dla was piękne, "siostry obrończynie"?

Tylko w Jezusie Chrystusie leży prawdziwa godność kobiety, która prostuje nam plecy, nie w sposób zadufany, buńczuczny, ale szlachetny. To On, swoim Wniebowstąpieniem nas wywyższył, a poprzez ukoronowanie Maryi na Królową nieba i ziemi, (która jest, uwaga, KOBIETĄ!) ukazał nam ideał, do którego mamy dążyć. I kiedy się w to uwierzy, wtedy zmienia się cały świat. I żadna z nas nie musi nic robić, aby na to zasłużyć, bo miłość bezwarunkowa jest bezwarunkowa. Pozostaje tylko kwestia, jak my na tę miłość odpowiemy?

Nie potrafię złościć się na feministki, ani, wywijając różańcem, grozić im piekłem. Nie tędy droga. Mnie samą nie nawróciły takie postawy, ale miłość, bo Bóg jest miłością. To moja wierząca przyjaciółka, która ciepło powiedziała: "Wiesz co, pomodlę się za ciebie", sprawiła, że uwierzyłam, że jestem warta więcej niż to, co podają kolorowe pisemka. A potem poleciła mi kazania dobrego księdza, którym mówił m.in. o roli mężczyzny i kobiety w Bożym zamyśle. A potem się nawróciłam. To jej miłość, uprzejmość, a przede wszystkim cierpliwość w znoszeniu tych moich buntowniczych poglądów i całej tej negacji świata, Boga i Kościoła, sprawiły, że zaczęłam się zmieniać. Odwiedzałam ją coraz częściej, bo za każdym gdy od niej wracałam, czułam w sobie pokój, jakieś takie światełko w środku. I zastanawiałam się, skąd ona to ma? Czemu jest taka uśmiechnięta? Czemu tak wszystkim pomaga? Czemu się nie gniewa, kiedy przesadzę z jakimś komentarzem? Aż potem obudziło się we mnie pragnienie: też tak chcę.

I dziś, po tym wszystkim co przeszłam, po tych wszystkich zmianach we mnie i w moim życiu, co mogłabym powiedzieć feministkom? Nic. Pomodlę się za nie, żeby i je doścignęła łaska. No bo skoro mnie tak się stało, to czemu i nie innym?

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Kas.
    14.05.2016 00:19
    Kobieta nie wzbudzi nigdy takiego autorytetu, jak mężczyzna? Nie zgadzam się. Znam kobiety, przy których żaden mężczyzna nie odważy się podnieść głosu, znam kobiety, które były głowami rodziny, nawet w czasach, w których o feminizmie nikt w moich rodzinnych okolicach nie słyszał, znam rodziny, w których matka przejmowała rolę ojca, gdy ten przeżywał trudniejszy okres. Kobiety z pozoru tradycyjne, a w gruncie rzeczy emanujące siłą i stanowiące opokę całej rodziny.

    To jest sztywne i nierealistyczne stanowisko, że mężczyzna w każdym wypadku i każdym czasie będzie głową rodziny w tradycyjnym, dziewiętnastowiecznym rozumieniu. To właśnie sprawia, że nie mam ochoty być częścią tego, co Wy, bo skoro mieszkam sama/ zarabiam dużo/ w pracy spieram się z mężczyznami i nimi kieruję - to nie mogę być w pełni jedną z Was, katoliczek, dopóki nie zrzucę rynsztunku bojowego i nie zajmę się piastowaniem dzieci i prawieniem komplementów mężowi? Gdyby autorka bardziej ważyła słowa, może zdołałaby do mnie trafić, a tak... niestety tracę zainteresowanie.
  • Kika
    14.05.2016 18:53
    Co z brzydkimi kobietami? Skoro kobieta ma być piękna to te brzydkie nie mają racji bytu, czy jak to inaczej rozumieć? Czemu kobieta ma uzależniać jakość swojego życia od mężczyzny?
  • paulus
    15.05.2016 01:22
    Pani redaktor ...no to sie chlopaki ciesza.
    doceń 2
  • Oświecona Feministka
    19.06.2016 14:38
    Szanuję Twoje poglądy i cieszę się, że znalazłaś swoje miejsce w świecie, które w Twoim przypadku oznacza spełnianie funkcji kobiety jako żony i matki. Proszę jednak, żebyś spróbowała spojrzeć szerzej i zrozumieć kobiety, które myślą inaczej. Naprawdę nie jest tak, że istnieje jeden idealny model bycia kobietą, odpowiedni dla nas wszystkich. To założenie samo w sobie jest błędne. Tak samo, jak ludzie mają różne zainteresowania i pasje, ich potrzeby także się różnią. Ja mogę o sobie powiedzieć, że jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, która kocha swoją pracę i za żadne skarby nie chciałaby z niej zrezygnować na rzecz zajmowania się domem i dziećmi. Jestem w szczęśliwym związku, który jest na drodze do sformalizowania i razem z moim ukochanym uwielbiamy spędzać ze sobą czas, podróżować - świetnie się razem bawimy, jesteśmy równorzędnymi partnerami i przyjaciółmi. Mój facet mnie szanuje, rozpieszcza kwiatami i prezentami, a jednocześnie liczy się z moim zdaniem; wspólnie podejmujemy wszystkie decyzje związane z naszym wspólnym życiem. Obydwoje na razie nie widzimy siebie w roli rodziców i nie jesteśmy pewni, czy to się zmieni. Nie zamieniłabym się z nikim, ale doskonale rozumiem, że są kobiety, które pragną żyć zupełnie inaczej. Tego zrozumienia i nabrania szerszej perspektywy życzę także Tobie, autorko tekstu.
    doceń 2
  • Kas.
    14.05.2016 00:19
    Kobieta nie wzbudzi nigdy takiego autorytetu, jak mężczyzna? Nie zgadzam się. Znam kobiety, przy których żaden mężczyzna nie odważy się podnieść głosu, znam kobiety, które były głowami rodziny, nawet w czasach, w których o feminizmie nikt w moich rodzinnych okolicach nie słyszał, znam rodziny, w których matka przejmowała rolę ojca, gdy ten przeżywał trudniejszy okres. Kobiety z pozoru tradycyjne, a w gruncie rzeczy emanujące siłą i stanowiące opokę całej rodziny.

    To jest sztywne i nierealistyczne stanowisko, że mężczyzna w każdym wypadku i każdym czasie będzie głową rodziny w tradycyjnym, dziewiętnastowiecznym rozumieniu. To właśnie sprawia, że nie mam ochoty być częścią tego, co Wy, bo skoro mieszkam sama/ zarabiam dużo/ w pracy spieram się z mężczyznami i nimi kieruję - to nie mogę być w pełni jedną z Was, katoliczek, dopóki nie zrzucę rynsztunku bojowego i nie zajmę się piastowaniem dzieci i prawieniem komplementów mężowi? Gdyby autorka bardziej ważyła słowa, może zdołałaby do mnie trafić, a tak... niestety tracę zainteresowanie.
  • Kika
    14.05.2016 18:53
    Co z brzydkimi kobietami? Skoro kobieta ma być piękna to te brzydkie nie mają racji bytu, czy jak to inaczej rozumieć? Czemu kobieta ma uzależniać jakość swojego życia od mężczyzny?
  • paulus
    15.05.2016 01:22
    Pani redaktor ...no to sie chlopaki ciesza.
    doceń 2
  • Oświecona Feministka
    19.06.2016 14:38
    Szanuję Twoje poglądy i cieszę się, że znalazłaś swoje miejsce w świecie, które w Twoim przypadku oznacza spełnianie funkcji kobiety jako żony i matki. Proszę jednak, żebyś spróbowała spojrzeć szerzej i zrozumieć kobiety, które myślą inaczej. Naprawdę nie jest tak, że istnieje jeden idealny model bycia kobietą, odpowiedni dla nas wszystkich. To założenie samo w sobie jest błędne. Tak samo, jak ludzie mają różne zainteresowania i pasje, ich potrzeby także się różnią. Ja mogę o sobie powiedzieć, że jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, która kocha swoją pracę i za żadne skarby nie chciałaby z niej zrezygnować na rzecz zajmowania się domem i dziećmi. Jestem w szczęśliwym związku, który jest na drodze do sformalizowania i razem z moim ukochanym uwielbiamy spędzać ze sobą czas, podróżować - świetnie się razem bawimy, jesteśmy równorzędnymi partnerami i przyjaciółmi. Mój facet mnie szanuje, rozpieszcza kwiatami i prezentami, a jednocześnie liczy się z moim zdaniem; wspólnie podejmujemy wszystkie decyzje związane z naszym wspólnym życiem. Obydwoje na razie nie widzimy siebie w roli rodziców i nie jesteśmy pewni, czy to się zmieni. Nie zamieniłabym się z nikim, ale doskonale rozumiem, że są kobiety, które pragną żyć zupełnie inaczej. Tego zrozumienia i nabrania szerszej perspektywy życzę także Tobie, autorko tekstu.
    doceń 2

Reklama