• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Prezydenci u latającego mnicha

    Roman Tomczak

    dodane 02.10.2015 17:38

    2 października w Czerwonym Klasztorze (Červený Kláštor) na granicy polsko-słowackiej spotkali się prezydenci Polski Andrzej Duda i Słowacji Andriej Kiska. Czy wiedzieli, że kilkaset lat temu mieszkał tu pierwszy na świecie lotnik, mnich Cyprian z Polkowic?

    Przepiękny klasztor nad brzegiem Dunajca, w cieniu Trzech Koron, od wieków należał najpierw do zgromadzenia kartuzów, a potem kamedułów. Jego dachy, kryte krwistoczerwoną dachówką, dały asumpt do powstania nazwy tyleż malowniczej, co niezwykłej. Niezwykłej jak historia mnicha kamedulskiego, o. Cypriana, prawdopodobnie pierwszego lotnika na świecie. Ale od początku. 

    Jaisge, Jaige, Jaeschke...

    Franciszek Ignacy Jäschke urodził się w 1724 r. w Polkowicach. Jego prawdziwe imię i nazwisko długo pozostawało tajemnicą. W 1971 r. czescy historycy Vendelin Jankovič i Michal Lacko odnaleźli w jednym z rzymskich archiwów datę urodzin brata Cypriana. Kłopot był z nazwiskiem. Z początku odczytali je jako Jaisge lub Jaige.

    Dopiero w latach 80. ub. w. dr Zofii Radwańskiej-Paryskiej udało się odnaleźć w Archiwum Archidiecezjalnym we Wrocławiu metrykę urodzenia brata Cypriana. Dzięki polskiej uczonej wiemy, że nasz poszukiwany to Franciszek Ignacy Jäschke, syn mistrza krawieckiego Josefa Jäschke, urodzony 28 lipca 1724 r. i tego samego dnia ochrzczony w kościele pw. św. Michała Archanioła.

    Odpis aktu urodzenia Franciszka Ignacego Jäschkego ze zbiorów Archiwum Archidiecezjalnego we Wrocławiu   Odpis aktu urodzenia Franciszka Ignacego Jäschkego ze zbiorów Archiwum Archidiecezjalnego we Wrocławiu Roman Tomczak /Foto Gość

    Niestety, nie wiemy nic o jego dzieciństwie i młodości. Wiemy natomiast, że śluby zakonne złożył w wieku 29 lat w klasztorze kamedulskim Zaborie při Nitře. Wiadomo, że był już wtedy po studiach, m.in. we Wrocławiu i we Włoszech, że znał język polski, słowacki, niemiecki i łacinę. Trzy lata później przeniesiono go do Czerwonego Klasztoru. Tam ma swój początek legenda brata Cypriana – latającego mnicha. 

    Diabelski wóz na spiskim rynku

    Najwięcej o jego podniebnych wyczynach historycy dowiedzieli się z zapisków Christiana Genersicha (Reise in die Karpathen mit vorzüglicher Rücksicht auf das Tatra-Gebirge, Wien/Triest 1807), mieszkańca pobliskiego Kiežmarku.

    Motyw legendy brata Cypriana wykorzystał także w książce „Skrzydlaty mnich” (wyd. 1946) polski pisarz Jan Wiktor. Autor opiera oś intrygi na legendzie o odważnym i uczonym mnichu, któremu powiódł się lot z Trzech Koron aż nad turnie Tatr Wysokich. W prostej linii to ok. 35 kilometrów (!), a różnica wzniesień wynosi 1300 m. Niestety, machina „zniszczona gromem niebieskim runęła w dół. W ten sposób Opatrzność ukarała brata Cypriana” – pisze Jan Wiktor.

    Wkrótce też na rozkaz biskupa „diabelskie urządzenie” oficjalnie spalono na rynku w Spiškej Bĕlej, a jego wynalazcę wsadzono do klasztornego więzienia. Nie zachowały się prawie żadne dowody mogące świadczyć, że latająca machina istniała naprawdę. Prawie. Wyjątkiem jest tekst z roku 1760, znajdujący się w posiadaniu czeskiego historyka Elmera Köszehy’ego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół