• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Grupa rówieśnicza, czyli… przyjaciele

    Agata Puścikowska


    |

    GN 23/2015

    dodane 03.06.2015 00:15

    Co robić, byśmy jako rodzice nie bali się tzw. grupy rówieśniczej, która staje się z roku na rok dla nastolatka coraz bardziej ważna?

    Czasem czyta się  lub słyszy utyskiwania rodzicielskie na tzw. wpływ grupy rówieśniczej na syna czy córkę. I naprawdę trudno się temu dziwić, jeśli owa grupa rówieśnicza ma znamiona nastoletniej grupy (niemal) przestępczej. W ogromnej większości (jednak!) nastolatkowie współcześni wcale nie aspirują do nieletniego półświatka. Naprawdę chcą mieć sensownych znajomych, którzy staną się prawdziwymi przyjaciółmi i z którymi nastoletni świat będzie się wydawać nieco mniej skomplikowany i trudny. Co zatem robić, by przyjaciele naszych dzieci prawdziwymi przyjaciółmi byli? Więcej nawet: co robić, byśmy sami, jako rodzice, względem kolegów i koleżanek naszych dzieci nie żywili wrogiego nastawienia, nie bali się tzw. grupy rówieśniczej, która staje się z roku na rok dla nastolatka coraz bardziej ważna?


    Odpowiedź należy odczytywać w kontekście realiów własnej rodziny i własnego nastolatka. Jednak kilka złotych zasad warto chyba wcielać w życie. Najlepiej zacząć jeszcze przed wkroczeniem przez nasze dziecko w okres burzy i nastoletniego naporu.

    
Po pierwsze – rodzice powinni mieć subtelny wpływ na to, kogo i gdzie poznaje dziecko. Grupa rówieśnicza nastolatka, z którą dzieli się wspólne pasje, a którą poznaje się np. w harcerstwie czy na sensownym kółku zainteresowań, raczej nie wywiedzie na złą drogę.

    Po drugie – nasz dom powinien być otwarty dla kolegów i koleżanek dziecka. Ostatnio można zaobserwować przykrą epidemię „domów-twierdz”, w których mogą przebywać tylko domownicy. Bo przecież obce dziecko, kolega czy koleżanka naszego, z pewnością zabrudzi piękną podłogę, tudzież zaburzy domowy mir. Oraz ciszę niczym w domowym grobowcu. Jeśli nie wpuścimy przyjaciół naszego dziecka do naszej przestrzeni, z pewnością dziecko poszuka sobie przyjaźniejszej przestrzeni poza domem. Na własnych warunkach.

    I po trzecie (a wiąże się to z drugim): polubmy znajomych naszego dziecka. Jeśli znamy kolegów i koleżanki potomka, to istnieje szansa, że staną się i naszymi przyjaciółmi. 
Zasada przyjacielsko-rodzinna: przyjaciel mojego dziecka jest moim przyjacielem! A wtedy i grupa rówieśnicza dziecku niestraszna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Maluczki
      04.06.2015 14:40
      Oj chyba te Pani metody niczego nie dają.
      Trzeba po prostu stworzyć grupę rówieśniczą na właściwych zasadach.
      Aby tego dokonać, trzeba stworzyć środowisko ukształtowane właśnie na takich zasadach, jasno i wyraźnie odcinające się od środowiska, które stworzyli nam materialiści dla zniszczenia nas i naszych dzieci.
      Inaczej się nie da. Cały Pani wysiłek pójdzie na marne. Nie można pod żadnym pozorem aprobować zła przy tworzeniu takiego środowiska, Rzeczy należy twardo nazywać po imieniu. Materialiści bezwzględnie wykorzystują naszą cukierkowatość i po chamsku niszczą nam dzieci.
      Trzeba bezwzględnie zacząć tworzyć swoje szkoły i odcinać się od obecnie panujących szkół wyznania materialistycznego.
      Nie wiem czy czasami nie jest już za późno, bo ogłupienie ludzi jest bardzo daleko posunięte.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół