• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Najpierw dzwoni telefon

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 21/2013

    dodane 23.05.2013 00:00

    – Nawet wówczas, gdyby grupa działała przez 15 lat i ocaliła tylko jedno ludzkie życie, byłaby potrzebna – mówi Jakub Osipów, wiceprezes Zarządu POPR.

    Zawsze zaczyna się tak samo. Najpierw dzwoni telefon. Rozmowa trwa tylko chwilę. Tyle, ile potrzeba na przekazanie informacji o miejscu i godzinie zbiórki. Zwykle spotykają się na jakimś komisariacie. Rusza każdy, kto może. Zostawiają wszystko i idą, aby nieść pomoc. Jeden z nich, wezwany do pomocy, zostawił kiedyś dziewczynę samą w kinie. Zerwał się z randki.

    Mieszkanie w pogotowiu

    Poszukiwawcze Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe składa się z wolontariuszy, którzy za cel postawili sobie zadanie odnajdowania i pomocy osobom zaginionym. Powstało w Gdyni przed dwunastu laty. Centrala początkowo mieściła się w bloku przy ul. Staffa na Karwinach. W prywatnym mieszkaniu naczelnika. Z czasem ratowników przygarnęła Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 4 PSP, której siedziba znajduje się przy ul. Krzemowej tuż za dawnym Polifarbem. Reprezentują różne zawody. Są między nimi strażacy, ratownicy medyczni, jest żołnierz zawodowy. Nie brakuje także studentów. Odchodzący ze stanowiska naczelnika kmdr por. Waldemar Skrzypiński, były zastępca dowódcy bazy lotniczej w Babich Dołach, postanowił przekazać POPR w ręce młodzieży. Dzisiaj średnia wieku czynnych ratowników wynosi około 25 lat.

    Najpierw topografia

    Nowi członkowie przechodzą kompleksowe szkolenia. Zaczynają od topografii. – Uczestnicy czasem się dziwią – mówi Jakub Osipów. – Myślą, że wszystko u nas sprowadza się do kursu ratownictwa. Tymczasem najpierw dajemy im w rękę mapy. Żeby pomóc człowiekowi, trzeba wpierw go odnaleźć – wyjaśnia. Kandydaci dopiero później zaczynają szkolenia medyczne i zapoznają się z systemem łączności. Jak na grupę złożoną z wolontariuszy, dysponują sprzętem wysokiej klasy. Oprócz quada z przyczepą do przewozu rannych, w wyposażeniu jednostki znajdują się profesjonalne środki łączności i system GPS. Są też dwie karetki. Jedną kupili za bezcen. Była mocno zużyta. Ale doprowadzili ją do stanu używalności własną pracą. Dzisiaj służy grupie do zabezpieczenia imprez plenerowych. Pieniądze pozyskane z ich obsługi wpływają na konto jednostki. Wykorzystuje się je później na wydatki związane z poszukiwaniami. W akcjach uczestniczą często psy tropiące. Utrzymanie zwierząt spoczywa na ich przewodnikach.

    Pod lodem

    Michał Romasz jest ratownikiem medycznym. Na co dzień w jednej z sopockich parafii służy jako lektor. Zawsze chciał pomagać innym. – To jest jak narkotyk – mówi. – Największą zapłatą za trud jest ta radość w oczach rodziny, gdy uda się nam kogoś odnaleźć – dodaje. Ale nie zawsze poszukiwania kończą się pełnym sukcesem. Najbardziej pamiętną akcją jest dla niego poszukiwanie dwóch młodych geologów, którzy zaginęli w okolicach Białegostoku w styczniu 2010. I choć sam podczas akcji odmroził sobie stopy, na zawsze pozostanie mu w pamięci płacz ojca jednego z odnalezionych pod lodem młodych ludzi.

    Nogi w krzakach

    W majowy weekend grupa brała udział w poszukiwaniach. Sytuacja była nietypowa. Starszą panią z objawami udaru mózgu przewieziono do jednego z trójmiejskich szpitali. Podczas badań jednak chora zaginęła. Nocna akcja służb miejskich i państwowych nie przyniosła rezultatu. Dopiero następnego dnia jej wnuczek zadzwonił do POPR-u. Pojechali. Zaczęli od najbliższego otoczenia. Wiedzieli, że chora nie mogła się zbytnio oddalić. – Naszym zadaniem jest zaglądanie w miejsca, gdzie nie zaglądają inni – mówi Jakub Osipów. – W trudno dostępnym zakątku na szpitalnym terenie zobaczyłem wystające z krzaków nogi – opowiada. Udzielili jej pierwszej pomocy. Zaraz później podjechała karetka. – Umarłaby, gdybyśmy jej nie znaleźli. Nie było z nią kontaktu od 20 godzin – relacjonuje. Wśród 36 członków POPR-u jest 13 kobiet. Dominika Hładun od roku jest tu na stażu. Jest studentką I roku geologii. Przygodę z ratownictwem zaczynała jeszcze w liceum. – W grupie możemy liczyć na pełne koleżeństwo. Zdarzają się wprawdzie niegroźne żarty, ale kiedy ruszamy na akcję, kobiety idą z mężczyznami jak równy z równym – relacjonuje.

    Pomagają pomagającym

    Są włączeni w Zintegrowany System Ratowniczy miasta Gdynia i powiatu Wejherowo, a jednak potrzebują pomocy sponsorów. Z wielką wdzięcznością o nich mówią. Na zajęcia przynieśli nowego fantoma, którego właśnie od nich otrzymali. Przyda się do ćwiczeń w udzielaniu pierwszej pomocy. Do szczęścia potrzebują jednak nowego busa. Dużego. Takiego, w którym zmieściłoby się 9 osób i quad. Mimo że w Polsce działa kilkadziesiąt podobnych zespołów, POPR wzywany jest do pomocy na terenie całego kraju. – Na wschód od Gdańska takich grup nie ma – mówi Krzysztof Kuliński, zastępca naczelnika i strażak w gdańskiej rafinerii. Potrzeba więc środka transportu, który zapewniłby sprawne dowiezienie większej części grupy poszukiwawczej.•

    Poszukiwawcze Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe

    jest stowarzyszeniem o zasięgu ogólnopolskim ze szczególnym uwzględnieniem województwa pomorskiego, zajmującym się niesieniem pomocy osobom zaginionym i ludziom, których życie lub zdrowie jest zagrożone. Grupa założona została w 2001 roku przez doświadczonych ratowników, płetwonurków i przewodników psów. Działalność służby ratowniczej POPR oparta jest na pracy społecznej. Pomoc w poszukiwaniach nic nie kosztuje rodziny zaginionego. POPR zapewnia całodobową gotowość operacyjną. – telefon alarmowy: 506 260 784 – e-mail: kontakt@popr.com – strona internetowa: www.popr.com.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół