• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Abp Tokarczuk jak zawsze bez ogródek

    KAI

    dodane 01.08.2012 13:15

    Bezkompromisowość, upór, wierność Ewangelii - taka sylwetka jednego z najbardziej znienawidzonych i inwigilowanych w czasach PRL biskupów wyłania się z publikacji.

    Abp Ignacy Tokarczuk potrafił bez lęku przeciwstawiać się nie tylko bezpiece i partyjnym aparatczykom, ale również watykańskim hierarchom, którzy spodziewali się, że "złagodzi kurs". "Nie można zdradzić Ewangelii" - to tytuł rozmowy, jaką z emerytowanym biskupem przemyskim przeprowadził Mariusz Krzysztofiński. Książka, ukazująca jednego z najbardziej niezłomnych hierarchów Kościoła, ukazała się nakładem rzeszowskiego oddziału IPN oraz Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie.

    Wywiad Krzysztofińskiego jest typową opowieścią o życiu bohatera - abp Tokarczuk wspomina więc dzieciństwo, chodzenie boso i pasanie krów w gospodarstwie rodziców - rolników, z sentymentem opowiada o wielokulturowości Kresów, które były bogactwem kraju jego dzieciństwa. Czytelnik zapoznaje się także z historią cudownych ocaleń kleryka, a później księdza Tokarczuka w czasie sowieckiej i niemieckiej okupacji.

    Szczególnie interesujący jest okres, w którym olsztyński duszpasterz akademicki, asystent Wydziału Filozoficznego KUL, wykładowca w seminarium, otrzymał w 1966 r. nominację na biskupa przemyskiego. Stało się to zresztą z powodu niedopatrzenia władz, które zawarowały sobie prawo składania weta w ciągu trzech miesięcy od otrzymania informacji o kandydaturze. W wypadku bp Tokarczuka termin ten "przespały" i nielubiany przez komunistów ksiądz został biskupem.

    Po udzieleniu zgody na objęcie urzędu biskup - nominat rozważał, jak ma sprawować swój urząd. W czasie rekolekcji przed świeceniami biskupimi w Leżajsku "zrozumiałem w tej modlitwie, że trzeba zacząć budzić odwagę u ludzi". Jest to klucz do zrozumienia całej jego późniejszej posługi - nowy biskup zachęcał, żeby zacząć od spraw małych, choćby o troskę o zrujnowane kapliczki.

    Pierwszą "samowolką" na terenie jego diecezji było odwrócenie kapliczki, obok której wybudowano drogę - dzięki temu wierni mogli bezpiecznie modlić się, stojąc na jej poboczu. Tak zaczął się oddolny ruch budowania "nielegalnych", gdyż bez pozwolenia władz, 400 kaplic i kościołów na terenie diecezji. Bp Tokarczuk zawsze był blisko wiernych, gdy nakładano kary na budowniczych, zapewniał, że nie zostaną sami - zasądzone przez władze sumy płacili solidarnie wszyscy diecezjanie.

    Na stwierdzenie, że był zawsze bezkompromisowy wobec władz komunistycznych odpowiada krótko: jasna sytuacja. Na zamku w Rzeszowie, gdzie wezwano go w charakterze oskarżonego stwierdził, że wie, że może zdarzyć mu się wypadek i zostanie uwięziony, ale "są wartości, od których za żadną cenę nie odstąpię".

    Zarządzanie diecezją na terenach mieszanych też stwarzało mnóstwo problemów. Abp Tokarczuk broni się przed zarzutem, że katolicy przejmowali opuszczone przez grekokatolików po akcji "Wisła" cerkwie podkreślając, że dzięki temu świątynie te ocalały i nie popadły w ruinę. Po latach tłumaczy też swą zdecydowaną postawę w konflikcie o byłą cerkiew grekokatolicką w Polanach, którą przejęli prawosławni. Mimo poparcia miejscowych władz i katolickich zakonnic, bp Tokarczuk nie ustąpił i ustanowił w Polanach probostwo. W jego ocenie, nie chodziło tylko o tę cerkiew, "ale żeby całe pobrzeże Polski opanować przez prawosławie", gdyż zawsze znalazłyby się osoby, pragnące przejąć cerkwie po grekokatolikach. Konflikt w Polanach mógł być niebezpiecznym precedensem - dzięki temu całe południe i kierunek zachodni tej części Polski byłyby stracone dla Kościoła.

    Przemyski biskup-senior opowiada też o szykanach władz, jakim był poddawany, inwigilacjach i prowokacjach oraz o podsłuchu, założonym w pałacu biskupim. Był wierny jednej zasadzie - o wszystkim niezwłocznie informował wiernych.

    Z pewnością o wiele trudniejsze były dla niego rozmowy w Kurii Rzymskiej, gdy abp Luigi Poggi i abp Agostino Casaroli zażądali zmiany postawy politycznej wobec nowych władz partyjnych (pierwszym sekretarzem był już Edward Gierek). Odpowiedź abp. Tokarczuka była jednoznaczna: jeżeli Stolica Apostolska uważa, że jest przeszkodą w ułożeniu lepszych relacji z nowymi władzami, powinna go odwołać: "Służę Kościołowi, służę narodowi. Jeżeli uważacie, że robię to niewłaściwie, proszę mnie zwolnić" - tłumaczył hierarchom. Po latach abp Poggi przepraszał bp. Tokarczuka za te naciski.

    Odrębny temat wspomnień to pomoc rodzącej się opozycji i "Solidarności". Była to pomoc nie tylko materialna, ale przede wszystkim moralna - obok Prymasa Wyszyńskiego biskup przemyski stał się punktem odniesienia dla wielu działaczy, a ks. Jerzy Popiełuszko prosił go o ocenę swojego postępowania i pytał się bp. Tokarczuka, czy jego nauczanie jest zgodnie z Ewangelią. Z jednej strony zarzuty stawiała mu SB, z drugiej strony przełożeni w Kościele, którzy uważali, że szuka siebie, dba o rozgłos. Biskup utwierdził młodego kapłana w słuszności jego postawy, a po jego śmierci napisał ważny list, w którym stwierdza, że było to męczeństwo, gdyż zginął za wierność Ewangelii.

    Bp Tokarczuk był także świadkiem swoistego epilogu męczeństwa duszpasterza "Solidarności" - jeden z zabójców ks. Popiełuszki, Leszek Pękala, już pod zmienionym nazwiskiem, skontaktował się z nim i prosił o pomoc żeby "uporządkować jakoś wobec Boga swoje sumienie". Uważał, że swą skruchę zawdzięcza modlitwom matki. Hierarcha skierował go do jednego z warszawskich kapłanów.

    Bp Tokarczuk kreśli też sylwetki najwybitniejszych postaci Kościoła - kard. Wyszyńskiego i Jana Pawła II, który po nominacji na biskupa krakowskiego przejechał przez Olsztyn, wracając na wczasy z grupą studentów i mył się w małej łazience mieszkania służbowego ks. Tokarczuka. Po latach spotykali się w czasie pielgrzymek, bp Tokarczuk gościł Ojca Świętego w diecezji przemyskiej i otrzymał od niego tytuł arcybiskupa "ad personam".

    Bez upiększeń mówi też przemyski biskup senior o ludziach "Solidarności": z sympatią dla Jacka Kuronia, w Adamie Michniku od razu wyczuł ideologa, do Wałęsy nie miał zaufania. O Okrągłym Stole mówi ze sceptycyzmem, gdyż był szukaniem sposobu "żeby utrzymać panowanie tych samych ludzi, choć zza kulis".

    Rozmowa opatrzona jest obszernymi przypisami i notami biograficznymi. Autor korzystał z archiwów IPN, dzięki czemu czytelnik może zorientować się, na czym polegała działalność służb wobec najbardziej niepokornego biskupa PRL.

    Nie można zdradzić Ewangelii. Rozmowy z abp. Ignacym Tokarczukiem. Rozmawiał, wstępem i przypisami opatrzył Mariusz Krzysztofiński, Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Oddział w Rzeszowie; Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie. Rzeszów - Kraków 2012.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • gracja
      01.08.2012 14:12
      zawsze mnie ciekawi wielka dbałość o nawrócenie
      różnych szuj czasu PRL-u i brak info o wysiłkach na rzecz odzyskania wiary przez ludzi "poturbowanych" przez system stary i obecny
    • Znawca tematu
      01.08.2012 22:46
      Szkoda tylko, że mitologia jest podtrzymywana. Tych 400 wybudowanych kościołów to lekka przesada. Z tych 400 to 300 greckokatolickich świątyń przerobionych na kościoły. Ikonostasy wyrzucone albo okradzione zdobią do dziś niektóre plebanie rzymskokatolickich proboszczów albo wiszą na ścianach w muzeach. Czy bohater? Może, ale nie dla mnie. Szanuję jak biskupa i jak człowieka, ale z bohaterstwem wiele wspólnego to Biskup Tokarczuk nie ma.
    • michalina
      02.08.2012 13:31
      fałszywy ideolog
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół