Nowy numer 16/2018 Archiwum

Błogosławiona krótka pamięć?

Dobra pamięć, tak pożądana przez niejednego ucznia czy studenta, może być szkodliwa dla nerwów. Chyba że oprócz dobrej pamięci ktoś ma też spory dystans do świata i już dawno przestał się dziwić, że to, co jeszcze niedawno było białe, dzisiaj jest czarne.

Weźmy na przykład sezonową zmianę czasu. Jak wiadomo, dzięki niej wiosną śpimy krócej, jesienią dłużej, a ponadto oszczędzamy mnóstwo energii. Tak przynajmniej uważano jeszcze do niedawna. Dzisiaj pojawiają się co do tego wątpliwości. To, co jeszcze parę lat temu wydawało się niewzruszonym dogmatem, obecnie już takie pewne nie jest. Podobnie mało wiarygodni są oficjalni specjaliści od światowych finansów. Przyjrzyjmy się kilku wypowiedziom. Jeszcze w maju tego roku szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet zapewniał, że Grecja nie zbankrutuje. Wtórował mu Joaquin Almunia, odpowiedzialny z ramienia Komisji Europejskiej za finanse UE. „W strefie euro nie ma czegoś takiego jak bankructwo” – mówił. Nie inaczej przekonywał sam przewodniczący Rady Europejskiej, Herman Van Rompuy. Zaklinali, zapewniali, a Grecja i tak zbankrutowała, o czym zwykli ekonomiści wiedzieli od dawna. Zmniejszenie długu Grecji o 100 miliardów euro nie jest przecież niczym innym, jak ogłoszeniem niewypłacalności tego kraju. W ten sposób w proch i pył rozpadł się kolejny dogmat. I jak się tu nie denerwować, że wielcy tego świata bez mrugnięcia okiem są w stanie powiedzieć każdą bzdurę, a potem nie ponieść za to żadnej odpowiedzialności. Jest na to sposób. Krótka pamięć. Lepiej zapomnieć, niż się denerwować. Co prawda, nie jest to rozwiązanie zbyt ambitne, ale powszechnie stosowane. Osoby ambitniejsze i o dobrej pamięci uspokojenia skołatanych nerwów muszą szukać na innej drodze. Jakiej? Sceptycyzmu wobec wielkich tego świata i zaufania Kościołowi. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to – delikatnie pisząc – rozwiązanie zbyt popularne, ale za to pewne.

« 1 »
oceń artykuł
  • gut
    05.11.2011 15:43

    Sceptycyzmu wobec wielkich tego świata i zaufania Kościołowi. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to – delikatnie pisząc – rozwiązanie zbyt popularne, ale za to pewne. Ma Ks. Autor racje, ja kiedyś byłem "zakochanym" w tym "wielkim świecie" ale już nie jestem, zaufałem Kościołowi, z gruntu jestem umiarkowanym optymistą. 

    doceń 1