• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • "Corriere della Sera": Polska może być motorem zmian

    PAP

    dodane 01.10.2011 16:39

    Europa patrzy teraz na Wschód, by rozbudzić demokrację - tak sobotni dziennik "Corriere della Sera" podsumowuje zakończony szczyt Partnerstwa Wschodniego w Warszawie. Podkreśla, że to Polska może być motorem demokratycznych zmian na Wschodzie.

    "Jest coś nowego na froncie wschodnim. Albo przynajmniej tak uważa i deklaruje pięć państw Europy Wschodniej, które spotkały się w Warszawie z niektórymi przywódcami Unii Europejskiej, by powtórzyć: chcemy wejść do wspólnego domu" - relacjonuje największy włoski dziennik. I zastrzega: "to nie będzie jutro ani pojutrze; wiele, może zbyt wiele mostów trzeba jeszcze pokonać". "Ale Ukraina, Gruzja, Mołdawia, Armenia i Azerbejdżan, członkowie tak zwanego Partnerstwa Wschodniego, razem z Białorusią, usłyszeli od niemieckiej kanclerz Angeli Merkel i Hermana Van Rompuya, stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, że uznają oni ich europejskie aspiracje. I są gotowi zapewnić pomoc, także ekonomiczną, taką jak w przeszłości (o ile pozwoli na to kryzys euro i Grecji) " - stwierdza "Corriere della Sera".

    Gazeta zwraca uwagę, że jednym z najważniejszych tematów obrad była sprawa Białorusi. Uczestnicy spotkania byli zgodni w tej kwestii i mogli zaprezentować "mocną i wiarygodną postawę także wobec Brukseli, Berlina czy Paryża". Zdaniem autora artykułu tak należy interpretować "upomnienie" dla Białorusi, "dotkniętej ekonomicznymi i dyplomatycznymi sankcjami europejskimi", aby "złagodziła ucisk wewnętrznych represji politycznych".

    "Tym nowym, co pojawia się na froncie wschodnim, może być właśnie tenże Wschód, który mówi głośno o demokracji, a jeśli to konieczne, grzmi, nie mniej niż grzmiały wobec niego Ameryka i cały Zachód. I być może koło zamachowe tej ewolucji znajduje się właśnie w Polsce, która do 31 grudnia sprawuje prezydencję w UE" - zaznacza dziennik.

    Gazeta kładzie nacisk na to, że na warszawskich obradach Białoruś była reprezentowana tylko przez dwóch przywódców opozycji. "Brak zaproszenia - pisze - dla prezydenta Aleksandra Łukaszenki, człowieka kontestowanego przez cały Zachód, doprowadził do bojkotu spotkania przez Białoruś i wycofania się ambasadora". "Ale to, co chciano powiedzieć, zostało i tak powiedziane" - zaznacza gazeta, przytaczając słowa premiera Donalda Tuska o tym, że Białoruś może otrzymać znaczącą pomoc na modernizację, lecz wyłącznie jako kraj demokratyczny.

    W artykule odnotowuje się też, że podczas obrad Partnerstwa Wschodniego mówiono o Ukrainie, z którą Bruksela prowadzi zaawansowane rozmowy handlowe, i która jednocześnie "budzi zaniepokojenie" z powodu sprawy aresztowania byłej premier Julii Tymoszenko.

    Standardy demokratycznej Europy powinny być widoczne nie tylko w handlu, ale także w salach sądowych - konstatuje "Corriere della Sera".

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Stanisław_Miłosz
      03.10.2011 23:58

      Polska może być motorem zmian, czyli bardziej obrazowo - a jednocześnie jakby szlachetniej od bezrozumnego motoru - koniem pociągowym zmian. Zmian nie byle jakich, bo jakby nie było, aż demokratycznych na Wschodzie. Oczywiście nie jakoś demokratycznych, lecz demokratycznych na modłę demokracji Zachodu. A jaka ona jest i dokąd prowadzi, każdy kto chce widzieć, widzi.

       

      Do rzeczy jednak, czyli do motoru. Polska motorem, czyli pociągowym wałachem póki co, czym nas właśnie Corriere della Sera pod włos bierze, jeszcze nie jest, ale znakomicie się wczuła w rolę osła. Osła Europy. I to nawet nie ze względu na upór, bo takiego wcale nie okazuje, wręcz przeciwnie, bardzo chętna jest do brania na grzbiet cudzych ciężarów, lecz ze względu na inteligencję, a raczej jej niedostatki, które ta właśnie chętność potwierdza.

       

      Gdy jest motor, musi być jakiś motorniczy, który gdy trzeba to go włącza, wyłącza, paliwem pasie. Gdy jest koń, musi być jakiś wozak z batem, co od czasu do czasu obroku podsypie. Gdy jest osioł, musi być poganiacz z kijem i marchewką. Któż zatem jest poganiaczem tego osła Europy? Kto woźnicą? Kto motorniczym?

      Niełatwo to określić. Pewne jest jednak jedno, lepiej być motorniczym, wożnicą, czy poganiaczem, niż motorem, koniem lub osłem. A jeszcze lepiej - być pasażerem auta, dorożki lub siedzieć okrakiem na osła grzbiecie.

       

      Tak więc przypuszczenie Corriere della Sera, że koło (nomen omen) "zamachowe" znajduje się w Polsce raczej do zachęcających nie należy. No, chyba że jest się osłem bez rozeznania ról bydlęcia i pana. Wtedy to można nawet rżeć z uciechy, że zostało się docenionym.
       

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół