• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Psim swędem

    rozmowa z o. Wojciechem Jędrzejewskim

    |

    GN 01/2010

    dodane 10.01.2010 19:39

    O mądralach z telewizji i deptaniu zwietrzałej soli z o. Wojciechem Jędrzejewskim rozmawia Marcin Jakimowicz

    Wojciech Jędrzejewski - dominikanin, rekolekcjonista, współtwórca serwisu internetowego „Mateusz”, autor książek „Biblia enter” i „Z Bogiem na czacie”. Jeden z prowadzących program „Rozmównica” w Religia.TV. Mieszka w Łodzi.

    Marcin Jakimowicz: Znudzony telewidz w przerwie Ligi Mistrzów przeszukiwał programy. Nagle patrzy, a tu na Religia.TV jakiś facet w białym habicie opowiada o Ewangelii. Ujrzał i… uwierzył.
    o. Wojciech Jędrzejewski: – Takiej sytuacji jeszcze nie miałem (śmiech). Dostawałem za to e-maile od ludzi, którzy określali się jako poszukujący. Trafili na „Rozmównicę” i zainteresowało ich to, co usłyszeli. Zafascynował ich – jak to określili – normalny, ludzki sposób mówienia o Bogu.

    Formuła jest taka, że ludzie dzwonią, pytają, a Ojciec słucha i odpowiada. Nie staje się Ojciec takim „wujkiem dobrą radą”? Jakimś telewizyjnym mądralą, który zna na wszystko odpowiedź?
    – Takie zagrożenie istnieje. „Telewizyjny mądrala” to niebezpieczne zjawisko. Bardzo się pilnuję. Odmawiam udziału w innych programach. W „Rozmównicę” wszedłem, bo jej formuła jest przejrzysta: sam proponuję temat, czuję się w miarę bezpiecznie.

    W konfesjonale może Ojciec porozmawiać, rozgrzeszyć. A tu? Dzwoni jakaś anonimowa osoba, opowiada o życiowych zawirowaniach… Nie wiadomo, czy mówi szczerze…
    – Takich podejrzeń nie mam. Wierzę, że ci ludzie nie ściemniają. Miałem w życiu dwa podejścia do mediów. Pierwsze we wczesnym kapłaństwie, w Warszawie. Potem zrobiłem radykalne cięcie, odmawiałem wszystkim mediom wokół, a zwłaszcza telewizji. Decyzja, by na nowo pojawić się w telewizorze, jest już inaczej motywowana. Bo co tu dużo gadać, w tej pierwszej fazie bardzo mnie to kręciło. Nie mam najlepszego zdania na temat mediów. Ale teraz wreszcie mam poczucie, że w telewizji robię coś sensownego. Wcześniej udzielałem minutowych wypowiedzi i nic z tego nie wynikało, poza tym, że ktoś powiedział: Widziałem cię w telewizji. Dziś, gdy czegoś nie wiem albo czuję się bezradny, to staram się tego nie ukrywać. Ludzie oczekują takiej uczciwości. Często nie mam gotowej odpowiedzi. Nie jestem mistrzem duchowym. Jestem przede wszystkim kaznodzieją. Te wszystkie internetowe i telewizyjne wyskoki to dodatek.

    Jeśli ma Ojciec wybór: telewizja albo rekolekcje…
    – To zdecydowanie wybieram rekolekcje. Myślę, że ludzie odbierają mnie prawidłowo: kaznodzieja coś mówi, a ja mogę sobie to wziąć i pójść swoją drogą. Czuję się często dosyć nieporadnie. Zdarza mi się rozłożyć bezradnie ręce i powiedzieć penitentowi: Przepraszam. Nie wiem. Mogę ci obiecać modlitwę. Absolutnie nie czuję się ekspertem od ludzkiego wnętrza. Każda historia to odrębna tajemnica.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół