• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Miasto ruin

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 31/2010

    dodane 04.08.2010 12:17

    Gdy z hukiem silników zostawiamy pod sobą cmentarzysko wypalonych szkieletów kamienic i pałaców, a nadlatujemy nad ogromną przestrzeń w samym sercu Warszawy, gdzie nie ma nic, widza wciska w fotel. Nic, tylko szare morze gruzu w bezładnych kupach.

    To Warszawa ze stycznia roku 1945. W Muzeum Powstania Warszawskiego można zobaczyć film „Miasto ruin”, czyli pierwszą na świecie cyfrową rekonstrukcję zniszczonego miasta. Zakładamy okulary i oglądamy zburzoną Warszawę w trójwymiarze, z pokładu samolotu liberator. Takiego, jakie latały z pomocą dla powstania warszawskiego. Film przygotowało studio Platige Image i Muzeum Powstania Warszawskiego. – Dzięki rozmowom z młodymi ludźmi zauważyliśmy, że młodzi nie bardzo wiedzą, co kryje się pod hasłem „zburzona Warszawa”. To pojęcie jest w ich wyobraźni zredukowane do kilku zburzonych kamienic – mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.
    Film robi jednak wrażenie nawet na ludziach, którzy widzieli na żywo gruzy Warszawy. – Nawet powstańcy, choć tu walczyli, nie ogarniali tego morza ruin w całości – mówi Krzysztof Noworyta z Platige Image. – Oglądając ten film, ludzie rozpoznają ruiny swoich domów, mówią: „Boże, ja tu mieszkam!” – mówi.

    Samotny kościół
    W zburzonym aż do korzeni getcie widać tylko jeden budynek, który ocalał, choć bez dachu: kościół św. Augustyna przy ul. Nowolipki. Stoi samotny nad zamordowanym miastem. – Napisał do nas ktoś z tej parafii, czy mogą wykorzystać ten kadr w gablotce – mówi Krzysztof Noworyta. Dyrektor Ołdakowski oglądał ten film razem z powstańcami. Pokazywali mu z góry różne kładki i przejścia, o których istnieniu nie miał dotąd pojęcia, miejsca, gdzie strzelali i gdzie odpoczywali, okna, przez które skakali. Film „Miasto ruin” to jedno ujęcie długości 5,5 minuty. Nikt na świecie nie zrobił jeszcze tak długiego ujęcia, w innych filmach najdłuższe trwają po kilkanaście sekund. Obraz jest trójwymiarowy, więc zdaje nam się, że naprawdę siedzimy w alianckim bombowcu. Nadlatujemy nad stolicę od południa, tak jak samoloty z pomocą dla powstania. Witają nas strzaskane mosty na Wiśle oraz nowe, tymczasowe mosty pontonowe. Nasz liberator kładzie się w skręt w lewo: z wysokości 150 metrów widzimy ruiny Pałacu Królewskiego, szkielety kamienic na rynku. Pod nami przelatują drobne obłoczki, w Wiśle przeglądają się topole, wydaje nam się, że naszym liberatorem szarpie wiatr. Gdzieś w dole przeleciał ptak, jedyna widoczna żywa istota w ogromnym mieście. Robimy ciasny zwrot nad gettem i wracamy. Na ekranie pojawia się napis, że Warszawa przed wojną liczyła 1,3 mln mieszkańców, przed powstaniem 900 tysięcy, a po jego upadku w mieście ruin ukrywało się mniej niż tysiąc mieszkańców.

    Film w liberatorze
    Dopiero gdy widzi się ten film po raz kolejny, widać takie szczegóły jak latarnie i resztki zburzonych barykad. Ruiny Warszawy odtworzono na podstawie ponad 600 sowieckich zdjęć lotniczych ze stycznia 1945 r., starych zdjęć zrobionych na ulicy różnym budynkom w stolicy przed wojną i zaraz po niej, oraz na podstawie starych filmów. Te materiały zgromadziło muzeum. Na ich podstawie przez rok film robiło 30 informatyków. Dokładnie cyfrowo zrekonstruowali 35 „obiektów charakterystycznych”, czyli np. kościołów z towarzyszącymi im budynkami, oraz ponad sto kolejnych unikatowych domów. Ustawili je na mapie, uwzględniającej ukształtowanie terenu w stolicy sprzed 65 lat. Dzięki temu to jest Warszawa, a nie jakieś wymyślone ruiny miasta. Wygląd kamienic, nad którymi lecimy, mostów, układ ulic, a nawet wygląd słupów ogłoszeniowych zatwierdzali historycy – konsultanci. Sto najszybszych w firmie komputerów przez dwa miesiące renderowało te obiekty, czyli klatka po klatce tworzyło trójwymiarowy film. Muzeum Powstania Warszawskiego zbudowało specjalną salę, gdzie film można zobaczyć w trójwymiarze. Ten sam film, ale widoczny tylko w dwóch wymiarach, będzie też pokazywany w liberatorze, który wisi w jednej z sal muzeum. Będzie przesuwał się w ekranie wstawionym w podłogę, jakby w otwartym luku. Będziemy mieli wrażenie, jakby samolot, który zwiedzamy, rzeczywiście leciał nad zburzoną Warszawą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół