• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Profesor świętego luzu

    Wojciech Kudyba

    |

    GN 06/2006

    dodane 06.02.2006 14:17

    Andrzej Sulikowski, Słupki liryczne, Print Group Daniel Krzanowski, Szczecin 2005, ss. 94.

    Ta książka to zaskakujący poetycki debiut profesora szczecińskiego uniwersytetu – znanego dotąd z eseistyki i monograficznych prac o twórczości Jana Józefa Szczepańskiego, Hanny Malewskiej i ks. Jana Twardowskiego. Role badacza literatury i poety są tak różne, że można się było obawiać, czy uniwersyteckie przyzwyczajenia autora nie będą przeszkadzały w tworzeniu poezji, nie obciążą wierszy gorsetem erudycji i pretensjonalności. Tak się jednak nie stało. Najbardziej uderzającą cechą Lirycznych słupków Andrzeja Suli- kowskiego jest właśnie bezpretensjonalność, ów „święty luz”, który pozwala zachować prostotę i szczerość. Wiersze pisarza niczego nie udają, pozostają osobistymi notatkami, refleksjami, rozbłyskami humoru. Czy poezją może stać się przepis na pieczoną kaczkę? Ależ oczywiście, gdy – tak jak autor zbioru – osnujemy tekst na kanwie starodawnej książki kucharskiej. Tylko nieliczni posiadają bowiem tajemną wiedzę o farszu, który „będzie chłodzić/ jelita ze wszystkich plugastw/ mocą swą lekarską wypróżni/ wychędoży i wystuże”.

    Książka jest też rodzajem pamiętnika. Każdy tekst kończy się objaśnieniem okoliczności powstania utworu, komentarzem sytuacyjnym, który sam w sobie ma walory poetyckie. Pełen humoru wiersz Zwroty ciała, w którym bohater „coraz uważniej/ śledzi życie domowe szympansów” i zauważa, że „mowa zgłosek niekonieczna/ zwyczajne iskanie/ staje się rozmową dusz”, zaopatrzony jest w następującą notkę: „zapisane na Radzie Wydziału 13 stycznia 2000 roku/ małp nie przybywa niestety/ myli się poeta Jan Twardowski/ giną młodsi bracia/ jak australijscy Aborygeni/ jak Indianie w USA”. Jak widać, „święty luz” bywa dla autora Lirycznych słupków nie tylko sposobem pisania, ale także sposobem życia.

    Bohaterem zbioru jest, rzadko pojawiający się w poezji współczesnej, paterfamilias – ojciec rodziny. Nie pomnikowy patriarcha, ale ktoś taki jak my: uwikłany w obowiązki zawodowe i rodzinne. Zwraca w książce uwagę wątek wewnętrznych poszukiwań. Co jest w życiu najważniejsze? O co tak naprawdę warto się starać? Te i podobne pytania powracają w większości wierszy. Padają też odpowiedzi – niebanalne, niepopularne. „Nie lekceważyć spraw najprostszych”. Być „nikim wszędzie”. Nie przykładać „rytmów ziemskich do wieczności”. Autor książki jest nie tylko tłumaczem i komentatorem mistyków nadreńskich i św. Tomasza ŕ Kempis, ale także pojętnym uczniem w ich szkole dystansu wobec pragnień i mód tego świata. Starałem się zapamiętać wiele rad poety, ale na dobre została mi w głowie tylko jedna: „kiedy zaczyna nurtować w tobie duch pychy,/ lecz się pracą fizyczną:/ sprzątaj w łazience i w ogrodzie, odkurzaj bibliotekę”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół