• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Moim zdaniem

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 05/2008

    dodane 05.02.2008 13:53

    Dla wielu swoich uczniów: studentów, księży, czytelników był ks. Tomasz Węcławski ważnym punktem odniesienia. Nie można nie być punktem odniesienia, pełniąc rolę nauczyciela, duszpasterza, teologa.

    Przecież zawsze żyjemy dla kogoś i jesteśmy za kogoś odpowiedzialni. „W teologii chodzi o Ciebie” – tak brzmi tytuł jednej z książek Tomasza Węcławskiego. Teologia nie jest sztuką dla sztuki, nie służy samym teologom. Nie jest też potrzebna Bogu. Jest potrzebna ludziom tworzącym wspólnotę Kościoła. Bo ta wspólnota trwa i rozwija się także dzięki ludziom, dzięki ich wierze, świadectwu, posłudze…, także dzięki teologii. Prof. Węcławski przez ponad 20 lat zajmował się teologią fundamentalną, której celem jest racjonalne uzasadnienie wiarygodności chrześcijaństwa. Czynił to z dobrym skutkiem. Imponował erudycją, mądrością, a także swoim stylem, ascezą, pokorą, odwagą. Nie wiem, jak wytłumaczyć to, co się stało. Myślę, że stało się jakieś wielkie zło, że to jest ciężki grzech. To rana zadana wspólnocie Kościoła, która boli tym bardziej, że prof. Tomasz Węcławski wykorzystuje teraz swoją wiedzę i intelekt przeciwko Chrystusowi. Jakby zaprzeczał całej swojej 55-letniej drodze życia gorliwego chrześcijanina. Jak dzisiaj czytać jego książki, artykuły, w których przekonywał, że warto pójść za Zmartwychwstałym żyjącym w swoim Kościele? Który Tomasz Węcławski jest prawdziwy? Ten wierzący Jezusowi, czy ten, który wierzy już tylko sobie?

    Nie podoba mi się ani styl, w jakim o sprawie poinformował TP, ani reakcja kurii poznańskiej. W obu przypadkach pojawia się jakiś dystans. Artur Sporniak na łamach TP informuje o tym, że prof. Węcławski neguje dziś Bóstwo Chrystusa i że choć apostazja teologa jest bolesna dla wierzących, to jednak jest to „kolejne wyzwanie dla Kościoła” i zachęta do dalszych pytań o Jezusa. W podobnym duchu komentuje sprawę ks. Boniecki. Przyznaje, że ta decyzja sprawia ból i budzi zdumienie. I dodaje: „Właściwa odpowiedź na pytanie, dlaczego odchodzi, pozostanie jego tajemnicą, w pełni znaną tylko Panu Bogu. Należy to uszanować”. Naczelny „Tygodnika” zachęca do refleksji, dlaczego my zostajemy w Kościele. Nie rozumiem. Dlaczego w kontekście grzechu mojego współbrata, nad którym boleję, ja mam się usprawiedliwiać, że nie zgrzeszyłem razem z zagubionym pasterzem? Czy wiara i moralność katolicka może być miarą oceniającą poglądy i postawy ludzi, czy też już lękamy się to czynić? Czy słuszna zasada szacunku dla każdego człowieka oznacza, że nie mamy prawa nazwać grzechu grzechem, a zgorszenia zgorszeniem?

    Kuria poznańska informuje o sprawie językiem urzędowym, poświęcając więcej zdań polemice z TP niż samemu wydarzeniu. Wolno oczekiwać od kurii, czyli urzędu biskupa, postawy bardziej duszpasterskiej. Samo stwierdzenie o zaciągnięciu kary ekskomuniki brzmi jak wyrok. A przecież ekskomunika jest w prawie kościelnym karą poprawczą. Jej celem jest nawrócenie grzesznika. Chodzi o wstrząs, który ma doprowadzić zagubionego człowieka do powrotu do wspólnoty Kościoła. Zabrakło mi tego wyjaśnienia. Ludzie, którzy cierpią z powodu decyzji prof. Węcławskiego, chcieliby zobaczyć w tym trudnym momencie bardziej braterskie oblicze Kościoła. Przydałoby się choć jedno zdanie: „jest nam smutno, ubolewamy, módlmy się o jego powrót do Kościoła”. Jako wspólnota wiary nie możemy poprzestać na stwierdzeniu: „on już nie jest nasz”. W pewnym sensie on jest na zawsze nasz. Był jako pasterz. Jest teraz jako ktoś, kto się pogubił, ale tęsknimy za nim, modlimy się o odnalezienie drogi do domu.

    Ta historia uczy mnie pokory. Rozumiem, że nic mnie nie chroni przed grzechem. Mogę tylko powtarzać: Jezusie, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną! Zmiłuj się nad tymi, którzy cierpią z powodu grzechu naszego brata! Zmiłuj się nad nim! On potrzebuje, jak my wszyscy, Bożego miłosierdzia. Nawrócenie jest możliwe, bo Bóg jest wielki. Bóg jest przyszłością Kościoła, uczył ksiądz Tomasz Węcławski. Wierzę, że jest także przyszłością pana profesora Węcławskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół