• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Na progu dorastania

    Iza Paszkowska , polonistka, matka 4 dzieci

    |

    GN 22/2010

    dodane 07.06.2010 14:23

    Nasz zdolny 12-latek jest leniwy. Robi tylko to, co musi, nie chce czegoś doczytać, poszukać. Wszystko jest dla niego "głupie" – szkoła, ksiądz, kościół. Chce, bym go wypisała z lekcji religii. Jesteśmy z mężem praktykującymi katolikami, więc boli nas jego zachowanie. Jeszcze chodzi do kościoła, ale tylko pod naszym przymusem. Muszę go pilnować, by był przygotowany na lekcje.

    Nie ma ambicji zdobywania dobrych ocen. Chciałabym, żeby zrozumiał, że uczy się dla siebie, że od tego zależy jego przyszłość. Często to powtarzam i chyba go nudzę moimi wykładami. Próbowałam zachęcić go do sportu, ale gdy zmieniono trenera – zrezygnował. Po kilku spotkaniach przygotowujących do ministrantury też zrezygnował. Mąż nie widzi problemu. Uważa, że syn ma się uczyć, bo on tak każe, i z tego też powodu ma chodzić do kościoła.
    Mama


    Typowy nastolatek, szczególnie chłopak, robi tylko tyle, ile musi. Tkwiący w nim potencjał dopiero się rozwinie. Bywa, że nauczyciel potrafi zarazić uczniów swoim entuzjazmem, daje im ciekawe zadania i motywuje, ale widocznie u syna tego nie ma lub nie uległ tym zabiegom. Jest w wieku przekory i negowania reguł. Odpowiedź na wiele problemów z nim związanych jest zapewne w obrazie jego klasy, szczególnie w kolegach. Jeśli wyrażają oni głośno różne niepochlebne opinie o kościele, księżach, nauce, jeśli głoszą pochwałę sprytu, łatwego zarabiania pieniędzy, to burzy się cały dotychczasowy świat, który wydawał się synowi jedyny. Podejrzewam, że musi mu być ostatnio bardzo ciężko, bo stosunkowo wcześnie ocenia wszystko negatywnie i żąda wypisania z religii. Warto by porozmawiać z księdzem, z wychowawczynią, z innymi rodzicami, którzy mogą się zmagać z podobnymi problemami. Dobrze by było wiedzieć, czyje opinie są dla syna najważniejsze, bo to może być kolega o silnej osobowości. Ciche kpiny z nauczycieli, żarty z ludzi wierzących, ośmieszanie, a nawet wyszydzanie to mocna broń, która trafia w nastolatka bardzo celnie. Zna Pani skutki, ale trzeba poznać przyczyny sytuacji.

    Bardzo możliwe, że okropnie Pani syna zanudza. Skoro te przemowy nie działają, to lepiej z nich zrezygnować, bo za pewien czas syn zacznie unikać domu. Mąż określił jasną zasadę – bezdyskusyjny obowiązek nauki. To wcale nie jest złe. Chłopak w tym wieku szczególnie mocno potrzebuje ojca, chce go podziwiać, naśladować, i w tym może mu Pani pomóc, wzmacniając autorytet męża. Warto odpowiedzialność przerzucać już na syna, czyli mówić np.: „Widzę, że często zapominasz o zadaniach. Jak chcesz temu zaradzić?”. Nie pouczać, tylko traktować jak starszego. Niech Pani syna uważnie obserwuje, przyjrzy się jego kolegom, posłucha ich rozmów, a potem próbuje nazwać ich problemy. Bardzo przydałby się charyzmatyczny ksiądz i dobra grupa rówieśnicza. A jeśli to niemożliwe, to możecie wspólnie szukać ciekawych stron internetowych dla młodych katolików. Przemyślcie też własną religijność, na ile jest to żywa wiara, na ile tradycja, ile w tym spójności. Czy w wieku syna biegała Pani na majówki z powodów religijnych, czy dla spotkania z koleżankami i zerkania na kolegów?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół