• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ciasto adwentowe

    o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCAP

    |

    GN 49/2005

    dodane 06.12.2005 10:13

    Odczytanie drogowskazu, którym był Jan Chrzciciel, zmuszało do jasnych wyborów. Jasne wybory w czasach kompromisów i rozmazanych znaczeń mogą być dla nas prawdziwym obmyciem

    Wskaźnik, Drogowskaz (łac. Indicator) – tak świętego Jana Chrzciciela nazwał święty Bernard z Clairvaux. Można by to słowo traktować jako ograniczające, redukujące. Jednak zasadnicze znaczenie ma rozumienie, na kogo lub na co wskazywał święty Jan.

    Każdy z nas na kogoś wskazuje, do kogoś się swym życiem odnosi, odsyła do określonych wartości i osób. Mówimy o kimś, że realizuje zasady swego ojca, o innym, że jest dobrze wychowany, o innym, że przejął się ideami głoszonymi przez partię czy organizację. Na coś lub kogoś wskazuje swymi czynami dobry lekarz, uczciwy urzędnik czy zaangażowany ksiądz.

    Lubimy pozostawiać i otrzymywać znaki wskazujące na naszą życzliwość i pamięć: widokówki, zdjęcia, kwiaty, drobne pamiątki, puszczanie sygnału na komórkę, tzw. strzałki.

    Święty Jan Chrzciciel wskazywał na Mesjasza i na Jego bliskość. Dla spełnienia swojej misji musiał być przezroczysty. Stąd pokutny sposób życia, który nie pozwalał słuchającym go zatrzymywać się na czymkolwiek, co nie odnosiło się do misji, do wskazywania. Wystąpił na pustyni. Ewangeliście nie zależy na precyzyjnym określeniu geograficznym obszaru, na którym działał Chrzciciel. Pustynia – to znane z historii zbawienia miejsce objawiania się Boga. Na pustyni objawi się też Mesjasz, którego Duch po chrzcie w Jordanie właśnie na nią wyprowadzi (Mk 1,13). Jan „głosił chrzest nawrócenia”. Bliskość Mesjasza, wskazywana przez Jana, domagała się odpowiedzi – nawrócenia, którego znakiem zewnętrznym było obmycie w wodach Jordanu. Odczytanie drogowskazu, którym był Jan Chrzciciel, zmuszało do jasnych wyborów.

    Jasne wybory w czasach kompromisów i rozmazanych znaczeń mogą być dla nas prawdziwym obmyciem. Potrzeba najpierw odnalezienia pustyni ciszy, w której objawia się Bóg, nawet jeśli cisza będzie brzmieć wyrzutem sumienia, przypomnieniem o czyjejś krzywdzie bądź świadczyć o tym, że nie jestem znakiem wskazującym na Chrystusa, lecz na antywartości. Nie może też zabraknąć obmycia z grzechów w sakramencie pojednania. I wreszcie zgoda na przyjęcie misji, powołania, które będzie moim wskazywaniem na Mesjasza. Będzie to przyjęcie raz jeszcze wszystkich naszych zadań, choćby najprostszych, codziennych, może od wielu lat tworzących moją drogę życia, przy której mam być drogowskazem, wskaźnikiem, indicatorem skierowującym ku Chrystusowi.

    Jeden z moich współbraci, kapucyn z Ameryki Łacińskiej, opowiadał, że Adwent to czas, w którym w jego miasteczku ludzie odwiedzają się, przynosząc specjalne ciasto na znak pojednania. Może warto zainicjować tradycję podobnych wizyt adwentowych. Wszak ciasto narodowo-papieskie, czyli kremówki, już mamy, to może da się zeń uczynić ciasto adwentowe, sprzyjające spotkaniu i niebanalnej rozmowie skierowanej ku wartościom.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół