• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cenzorzy Kościoła

    Franciszek Kucharczak

    |

    GN 36/2009

    dodane 03.09.2009 15:43

    Chrześcijanin nie może się bać ludzi. Ma się bać o ludzi.

    W diecezji płockiej przed Mszami odczytuje się katechezy. Autorem jednej z nich był ks. Czesław Stolarczyk. Mówił tam o rewolucji moralnej, jaką jest zmieniający się stosunek do homoseksualizmu. Między innymi postawił pytanie: „Czy odczuwasz niepokój słysząc o coraz większych prawach dla zboczenia, które jest zagrożeniem dla rodziny, zawierania nowych małżeństw i wychowania dzieci?”.

    Natychmiast niepokój odczuła „Gazeta Wyborcza”. Katechezę poddano wnikliwej analizie, konfrontując ją z odpowiednio odmienną opinią licznych duchownych, a konkretnie ks. Jacka Prusaka. Jezuita uznał, że katechezę mogły słyszeć osoby homoseksualne, a „taka katecheza nie zbliża ich do Boga, bo z kościoła wychodzą jako wierzący drugiej kategorii, przeciwko którym zaszczuwa się pozostałych wiernych”. Jednak nie tylko oni ucierpieli. „Używanie uproszczonej argumentacji, także podczas nabożeństw dla dzieci i młodzieży, jest nie na miejscu, ponieważ z definicji wprowadzi je w błąd” – orzekł ks. Prusak.

    Co prawda katecheza to nie nabożeństwo dla dzieci i młodzieży, co jednak nie przeszkodziło martwić się o „kilkuletnie dzieci, które nie wiedzą nawet, czym jest heteroseksualizm. I w związku z tym faszerowanie zwrotami, że homoseksualizm jest obrzydliwością, jest co najmniej nieroztropne”.

    Idąc tym tropem, dojdziemy do wniosku, że w kościele wolno mówić tylko o Bozi, o Aniele Stróżu i o zbieraniu dobrych uczynków, bo zawsze mogą tam być kilkuletnie dzieci. Nawet nie o Eucharystii, bo maleństwa gotowe popaść w kanibalizm. A o seksie, aborcji, eutanazji – fuj! A o piekle – niech Europa broni!

    Oj tak, nieroztropne jest mówienie o grzechu, że jest obrzydliwy i że w ogóle jest. Nieroztropne jest cytowanie Biblii, bo to ona czyny homoseksualne nazywa obrzydliwością. Nieroztropne jest „używanie uproszczonej argumentacji”, bo dziś nic nie może być proste. Wszystko trzeba skomplikować, wszystko rozmyć, dla każdej prawdy trzeba znaleźć przeciwprawdę, a każdy moralny wymóg trzeba „zobiektywizować” opinią kogoś, kto nie wymaga, choćby inni wymagali.

    Niedawno w „Wyborczej” dzieci mogły zobaczyć niemal pornograficzne zdjęcia. To wstęp do akcji „nago po polsku”. Ale tu gazeta nie martwi się o małolatów – rozbieranki zrównoważyła przecież cotygodniowym dodatkiem „Madonny. Najpiękniejsze wizerunki Matki Bożej”.

    Gazetowa recenzja płockiej katechezy jest warta uwagi, bo zawiera coś nowego – oto gejowski terror zaczyna pchać się do kościołów. Już nie wystarczy obrażanie normalnych ludzi mianem homofobów. Nie wystarczy utrącanie niewygodnych sympozjów na uczelniach. Mało jeszcze bezwstydnego obnoszenia się z defektami płciowymi po ulicach. Homotalibowie ośmielają się wystawiać cenzurki kapłanom mówiącym z ambony i w pełni zgodnie z nauczaniem Kościoła! (tekst katechezy ks. Czesława Stolarczyka z Diecezji Płockiej.

    To pierwsze ostrzeżenie homolobby dla duszpasterzy – mówcie tak, jak my chcemy, bo was załatwimy. Ale cóż by to był za duszpasterz, który bałby się ludzi, a nie Boga?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół