• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zaklinanie krzyża

    Franciszek Kucharczak

    |

    GN 14/2009

    dodane 06.04.2009 11:52

    Ucieczka od cierpienia powoduje silne bóle nóg.

    W „Rzeczpospolitej” napisali o planowanej w irlandzkim Wexford imprezie „Męki Pańskiej”. Właściciele tamtejszego klubu nocnego zamierzają umilić gościom wielkosobotni wieczór, inscenizując ukrzyżowanie Jezusa. Jak powiedział właściciel klubu, Peter May, będzie to zrobione „w wesoły, lekki sposób”. Na scenie stanie krzyż z przymocowanym aktorem w roli Chrystusa, zaś pozostali aktorzy, jako rzymscy żołnierze, będą go biczować. A publiczność będzie tańczyć.

    Zarzut bluźnierstwa pan May odpiera stwierdzeniem, że impreza jest po to, żeby przypomnieć młodzieży, o co chodzi z Wielkanocą.

    A z pewnością, z pewnością. Młodzież przyswoi sobie przede wszystkim to, co wielu starszych już dobrze pojęło – że zawsze musi być fajnie i wszystko powinno być okazją do zabawy. Że boki zrywać można nawet wtedy, gdy komuś bok przebijają. Trzeba tylko krzyk cierpienia zagłuszyć koncertowym jazgotem, a grymas bólu zasłonić sylwetkami pląsających imprezowiczów.

    To taki element świata panoszącego się eutanazizmu, który chce ustalić pewien poziom cierpienia, którego przekraczać nie wolno. W takim świecie dopuszczalna męka to jest najwyżej coś takiego, co się czuje przy czytaniu wierszy konkubiny byłego premiera.

    Gdyby nawet pan May swoją pasyjną szopką szczerze chciał ludziom przybliżyć „o co chodzi”, i tak zrobiłby coś odwrotnego. Bo przerabianie męki – zwłaszcza męki Zbawiciela – na lekką i wesołą ani nikomu nie ulży, ani nikogo nie ucieszy. Żadne rechotanie na pogrzebach i żadne tańce na grobach nie sprawią, że zniknie ból i przestaniemy umierać. To wszystko jest zaklinaniem rzeczywistości w złudnej nadziei, że w ten sposób ucieknie się od własnego cierpienia.

    Tymczasem – co za paradoks! – najwięcej cierpień, jakie ludzie przeżywają, pochodzi właśnie z tego, że przed cierpieniem uciekają. Bo w istocie życie najbardziej zatruwa ludziom nie to, że są chorzy, tylko strach, że będą chorzy. Obawa przed bólem doskwiera tym, których nic jeszcze nie boli.

    Rozmawiałem kiedyś z osobą, która bardzo się nacierpiała z powodu pokiereszowanego życia. Nalegałem, żeby bez zastrzeżeń i warunków swoje życie oddała Jezusowi.

    – Nie, bo nie chcę cierpieć – usłyszałem.

    Zdumiewające, jak bardzo cierpiący realnie ludzie boją się jakiegoś cierpienia wyimaginowanego, i to mającego pochodzić od Tego, który po to cierpiał, żeby nas od męki uwolnić.

    To skutek diabelskiego kłamstwa, które mówi, że Bóg lubuje się w gnębieniu ludzi. Stąd przekonanie wielu, że kto zgodzi się na Bożą wolę, temu zaraz anieli dadzą tak popalić, że się go nawet łapiduchy wystraszą. Stąd też taki opór przed zgodą na wezwanie Jezusa, żebyśmy co dnia brali swój krzyż i Go naśladowali.

    Niektórzy wykombinowali, że wystarczy Jezusa nie posłuchać, żeby się krzyża pozbyć. A to nie tak – kto nie chce nieść swojego krzyża z Jezusem, poniesie i swój, i cudzy, a na dodatek bez Jezusa. A diabeł mu jeszcze poradzi: „Zatańcz, to ci będzie łatwiej”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół