• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pułapka wyglądu

    Franiszek Kucharczak

    |

    GN 36/2008

    dodane 05.09.2008 10:14

    Myśl wyrachowana: Ludziom podobają się ci, którzy nie chcą się im przypodobać

    Włoski ksiądz Antonio Rungi ogłosił konkurs piękności dla zakonnic. „Myślicie pewnie, że wszystkie zakonnice są stare, wątłe i smutne? Dzisiaj już tak nie jest, dzięki napływowi do naszego kraju młodych i pełnych życia sióstr z zagranicy” – tłumaczył. Konkursu jednak nie będzie z powodu krytyki. Ksiądz odwołał nabór i zamknął swój blog, na który wpłynęły już liczne zgłoszenia. Mediom żalił się, że został źle zrozumiany, bo konkurs miał pokazać „pozytywny wymiar życia zakonnego”.

    To ciekawe – jeśli ten „pozytywny wymiar” polega na urodzie zakonnic, to znaczy, że należałoby je wyrzucać z klasztoru, gdy przekroczą pewien wiek (nie ośmielę się określić, jaki). Niektóre można by potrzymać dłużej, gdyby w ramach codziennych modlitw nakładały sobie maseczki i korzystały z kremów wygładzających zmarszczki. Nie od rzeczy byłoby też odbywać rekolekcje w klinikach chirurgii plastycznej albo w programie „Chcę być piękna”. Ale tak czy owak, żadna zakonnica nie doczekałaby w klasztorze sędziwych lat, bo każda „młoda i pełna życia siostra” zmieni się w siostrę starą, choć – wbrew opinii księdza – niekoniecznie smutną. Ksiądz Rungi wykombinował, że gdy zakonnice będą się podobać, to klasztory zaczną pękać w szwach. Może i racja, bo do takich klasztorów rzuciłyby się tłumy, ale facetów. No bo chłopy mają chłopski rozum i wiedzą, że towar nie po to się reklamuje, żeby go w sklepie przybywało, tylko żeby go ktoś wziął.

    No dobra – było, minęło. Ale niepokojące jest to, że ks. Rungi dostał sporo zgłoszeń. Jeśli zakonnice przez wieki były szanowane, to dlatego, że trzymały dystans do tego, co przemijające. Samo ich istnienie przypominało, że chrześcijanin musi widzieć świat oczami Boga, czyli zgodnie z prawdą. A prawda jest taka, że uroda jest myląca. Staruszka może być dużo piękniejsza niż Angelina Jolie. Ważne jest, co robi z sobą, a nie z siebie. Konkurs piękności jest hołdem złożonym ślepocie. Tam przecież ocenia się kobiety według tego, co nie jest ich zasługą. Równie dobrze można nagradzać dzbanek za to, że jest taki ładny, choć przecież nagroda należy się garncarzowi, który go zrobił.

    Zdarzająca się wśród zakonnic na Zachodzie tendencja do zdejmowania habitów, malowania się i zgrywania „lachona”, każe zapytać, komu te panie chcą się podobać. Gdy czyjaś żona nachalnie prezentuje swoje wdzięki obcym, mąż ma powody do niepokoju. A zakonnice zostały zaślubione Jezusowi i już choćby dlatego nie są „miss”. Pięknych kobiet to my mamy po dziurki w nosie. Bez nich nie obejdzie się nawet reklama papieru toaletowego i środków na biegunkę. Nie ma lepszego przepisu na banalność, niż obnosić się ze swoją urodą. Co? Że kryzys powołań? Matka Teresa, pomarszczona staruszka, jakoś porwała tysiące młodych dziewczyn – i po śmierci wciąż porywa nowe – do życia niezwykle surowego i wymagającego. To jest doświadczenie wszystkich wspólnot żyjących z Jezusem, a nie z Jezusa. Bo, jak widać, ludzie wcale nie potrzebują piękności. Poszukują tych, którzy prawdziwe Piękno poznali.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół