• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Sojowa religijność

    Franciszek Kucharczak franku@goscniedzielny.pl

    |

    GN 37/2006

    dodane 06.09.2006 16:00

    Myśl wyrachowana: Mięso zwierząt należy raczej jeść, niż nim – w ich obronie – rzucać

    Wiecie, dlaczego Jezus spuścił lanie przekupniom w świątyni? Bo więzili woły, baranki i gołębie.
    Tak interpretują ten fragment Ewangelii niektórzy zawzięci obrońcy zwierząt. I daremnie byś, człowieku, tłumaczył, że słowa Jezusa niezupełnie na to wskazują. Fakty nie mają większego znaczenia tam, gdzie w grę wchodzi „głębokie przekonanie”. To pewnie takim przekonaniem uskrzydleni, rzucili mi się niedawno do gardła wegetarianie. Pisali, że jestem za mordowaniem zwierząt, bo w którymś felietonie nie potępiłem schabowego z kartoflami (nie chodziło o kartofle). Jeden z czytelników zarzucił mnie argumentacją biblijną, że niby Pan Jezus zakazał zabijać i zjadać „braci naszych najmniejszych”, bo to „Mnieście uczynili”. Co tam, że w Ewangelii bracia najmniejsi to ludzie. Zawsze można nazwać człowieka świnią, a świnię obdarzyć prawami człowieka. Mimo wszystko Ewangelia nie daje większych szans osobom rozciągającym przykazanie „nie zabijaj” na wszystko, co się rusza.

    Sam Pan Jezus przecież jadł mięso zwierząt bez żadnych ceregieli. Musiał jeść choćby raz do roku baranka paschalnego. Wielokrotnie czytamy w Ewangelii, że jadł ryby. Kiedy poradził Piotrowi, żeby zarzucił sieć z drugiej strony łodzi, ten nabrał tyle ryb, że łódź mało nie zatonęła. Wegetarianin powie może, że Pan Jezus zaraz kazał te ryby wypuścić – tak jak to robią z karpiem działacze ekologiczni przed świętami. Albo że to były cudownie rozmnożone ryby sojowe. Trochę to jednak naciągane, przyznacie Państwo. Żeby była jasność: lubię zwierzęta, i to nie tylko zjadać. Wiem, że pastwienie się nad nimi i niepotrzebne zabijanie to grzech. Ale dowiedziałem się o tym już jako dziecko na religii, a nie z ulotek obrońców każdego życia z wyjątkiem ludzkiego. Nic też nie mam przeciw wegetarianom i innym miłośnikom zwierząt. Niech sobie jedzą sojowe kotlety, rolady i gulasze na zdrowie. Tylko niech nie wmawiają całemu światu, że jedzenie mięsa jest sprzeczne z chrześcijaństwem.

    Posługiwanie się nauką Jezusa do propagowania dalekowschodnich filozofii jest po prostu nieuczciwe. To jest rozmywanie Ewangelii i roztapianie jej w sosie buddyzmu, hinduizmu i czegoś tam jeszcze. Jak tego nie obracać, wegetarianizm ma związek z religiami Wschodu, a szczególnie z wiarą w reinkarnację. To z niej bierze się przekonanie, że wszystko, co żyje, jest tyle samo warte i nigdy nie wiadomo, czy zabijając komara, nie zatłukłem pradziadka. W efekcie komar pije krew wegetarianina, a on krwi komara nie wypije. Są przecież krewnymi. Wiara w wędrówkę dusz jest bardzo popularna wśród dzisiejszych chrześcijan europejskich. To szczególna odmiana chrześcijan. Niby ochrzczeni, ale odurzeni dymem kadzidełek, które palą cudzym bóstwom. Zamiast zbawienia, oczekują nirwany, zamiast modlitw, mają medytacje w pozycji lotosu, a Jezus to dla nich idea rozmemłanego braterstwa wszystkiego ze wszystkim. Gdyby tacy byli nasi starożytni ojcowie w wierze, uniknęliby prześladowań ze strony pogan. No bo jak to, poganie mieliby swoich prześladować?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół