Nowy numer 17/2018 Archiwum

Długi marsz na krótkich nogach

Myśl wyrachowana: Demokracji nie reanimuje się metodą usta-usta. Niestety, inne proponowane metody są jeszcze bardziej perwersyjne

Reanimacja demokracji – takie hasło przyświeca wiecom i marszom, które ostatnio wloką się po Polsce. Demokrację trzeba reanimować, bo wynik wyborów jest głęboko niesłuszny. Słuszny – więc demokratyczny – byłby tylko wtedy, gdyby wygrała lewica i dalej mogła nas uszczęśliwiać swoimi sposobami na nasze życie. Stało się inaczej, nic zatem dziwnego, że podnosi się krzyk. Najlepiej krzyczy się ustami bitych, tylko że jakoś trudno znaleźć bijących. Nawet policja zawiodła, bo zamiast przyłoić łamiącym prawo, przenosiła ich z miejsca na miejsce jak worki kartofli.

Nie ma więc rady, trzeba ludzi obrażać, aż się wreszcie któryś zlituje i przyłoży. W tym celu wyprowadza się na ulicę wszystkich dostępnych anarchistów, zielonych, gejów, pacyfistów, alterglobalistów, Kazimierza Kutza – wszystko jedno zresztą kogo, byle mieli pomysł na psucie społeczeństwa.

Ważne jest też miejsce. Najlepiej obraża się w miejscach świętych, uświęconych albo choćby ważnych dla funkcjonowania miasta. Jeśli lokalna władza odmówi zgody na demonstrację w takim miejscu, to jeszcze lepiej. Od razu zbiegają się ekipy telewizyjne i dalejże trąbić o zagrożonej demokracji.
Teraz „marszowców” trzeba upozować na męczenników. Jeśli nikt nie chce rzucać w nich kamieniami, to należy podpuścić małolatów, niechby coś wrzeszczeli. W relacjach liczbę krzyczących należy zwielokrotnić, treść określić jako faszystowską i przypisać ją wszystkim przeciwnikom demonstracji. Potem rzecznicy maszerujących wyrażą przed kamerą swoje głębokie zaniepokojenie eskalacją nienawiści i mamy prześladowania aż miło.

Całe larum wokół rzekomego zagrożenia praw człowieka to rozdymanie dziecięcego balonika do rozmiarów zeppelina. Czy zauważyli Państwo, że uczestników marszów była garstka? Gdyby zebrać ich razem, byłoby tego tyle, co żałobników na przeciętnym pogrzebie. I z powodu tych paru ludzi, którzy mają problemy ze sobą, robi się problem narodowy.

Prof. Andrzej Zoll powiedział ostatnio, że jako rzecznik praw obywatelskich nie otrzymał od osób homoseksualnych ani jednej skargi na dyskryminację. Nic dziwnego, bo rzecznikowi trzeba podać jakiś konkret. Nie wystarczy biadolenie nad polskim piekłem i katolickim ciemnogrodem. Ale mediom wystarczy. W efekcie wokół rzekomego zagrożenia demokracji zrobiła się taka histeria jak przy ptasiej grypie – nikt nawet nie kichnął, a mamy wrażenie, jakby zmarła już połowa Polaków.

Tak naprawdę za marszową draką kryją się zastępy pozbawionych władzy postkomunistów i innych frustratów.pl. To oni terroryzują kraj, posługując się moralnymi bolszewikami spod tęczowej gwiazdy. Musi być coś bardzo dobrego w powyborczych zmianach, skoro tak się to towarzystwo wściekło.
„Marsz Równości idzie dalej” – wołają. A niech idzie. Dalej i dalej, i dalej… Jak najdalej.

« 1 2 »
oceń artykuł