• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wiara to rumieniec

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 48/2007

    dodane 03.12.2007 16:36

    Dom na święta cz. I Jeden jest Pan, jedna wiara. Ale też: ilu ludzi, tyle różnych dróg. W domu, w małżeństwie, w rodzinie krzyżują się te drogi. Jego wiara i jej wiara staje się stopniowo ich wiarą. A potem na tej małżeńskiej drodze pojawiają się dzieci. Powstają kolejne drogi…

    Wiara w rodzinie. Właściwie to trochę mi niezręcznie. Co ja, ksiądz, wiem o małżeńskim życiu? No pewnie, że spotykam się z ludźmi, z ich problemami, troskami, czasem nieszczęściem. To daje obraz może nawet szerszy niż jednostkowe doświadczenie. Ale czy docieram do sedna? Nie wiem. Nie chcę się mądrzyć, raczej podrzucić parę myśli na początek i zaprosić do adwentowej rozmowy o wierze z domowej perspektywy. Jak wierzyć Bogu w codzienności, w małżeństwie, w rodzinie?

    Wiara Czym w ogóle jest? Jest drogą. Wędrowaniem ku Temu, który nadaje naszemu życiu sens. „Jest rumieńcem wywołanym obecnością Boga” (A.J. Heschel) – to moja ulubiona „definicja”. Jest wydarzeniem. Wiara dzieje się, wydarza się nieustannie między człowiekiem a Bogiem. Wiara pozwala „widzieć” Boga we wnętrzu ludzkiej miłości męża i żony, rodziców i dzieci.

    Wiara każdego z nas ma swoją historię. Kiedyś na rekolekcjach prowadzący poprosił, by napisać na kartce historię swojej wiary. Chodziło o to, by rozpoznać i nazwać te decydujące chwile: wydarzenia, decyzje, momenty odkrywania i gubienia Boga, wzloty i upadki. By odkryć, że Bóg działa w ludzkiej historii. Nie tylko dawno temu w Betlejem, w Nazarecie, w Jerozolimie, ale tu, teraz, w mojej historii.

    Wiara Andrzeja i Agnieszki, bohaterów naszej adwentowej opowieści. Czytałem z wypiekami na twarzy. No właśnie, to jest to. Każdy z nas ma swoją opowieść, tę najważniejszą, bo jego własną. Każdy ma swoje Betlejem, swój Nazaret, swoją Jerozolimę. Odpowiadając na pytanie, kim jest Bóg, człowiek wierzący nie powtarza jakiejś filozoficzno-teologicznej definicji, ale zaczyna opowiadać o sobie, o swoim życiu.

    Wiara w domu, w małżeństwie, w rodzinie nie przestaje być osobistą wiarą każdego z domowników. Ale nie może też pozostać czymś zamkniętym, trzymanym pod poduszką tylko dla siebie. Małżeństwo i rodzina to nieustanne krążenie dóbr, wzajemne obdarowywanie, także tym, co najbardziej intymne. A więc i wiarą. Może warto poopowiadać sobie wzajemnie w domu historie swojej wiary. Wiara męża bywa mocniejsza niż wiara żony. A czasem silniejsza jest wiara żony. Jedna połówka musi czasem pociągnąć tę drugą w stronę Boga. Za jakiś czas może być odwrotnie.

    Wiara przekłada się na decyzje, wyznacza priorytety, pokazuje, co jest w życiu najważniejsze, a co mniej ważne lub w ogóle nieistotne. We dwoje nie zawsze łatwo jest ustalać wspólne stanowisko, wybierać wspólną drogę… Ale jeśli on i ona pytają Boga, to czy On może udzielić im różnych odpowiedzi? Im bliżej Boga, tym bliżej siebie. Czy nie tak?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół