• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Rodzinobójstwo

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 48/2010

    dodane 02.12.2010 22:21

    Za co państwo odbiera dziś dzieci rodzicom? Wystarczy opinia urzędników, że matka jest zbyt religijna.

    Machina biurokratyczna odbiera dziś dzieci nawet rodzicom, którzy je kochają, nigdy nie stosują przemocy, nie nadużywają alkoholu. Według informacji Ministerstwa Pracy 30 procent dzieci w domach dziecka trafiło tam jedynie z powodu ubóstwa. Za grzyb na ścianie i nieporządek w mieszkaniu sądy odbierają dzieci ludziom najuboższym, prostym i niewykształconym, którzy nie wiedzą, gdzie mogą się odwołać. Zostają sami w pustych domach i wpadają tam w coraz głębszą depresję. Traumę przeżywają też ich dzieci, nagle wyrwane z kochającej rodziny.

    Państwo porywa dzieci
    Agnieszce Witkowskiej i Łukaszowi Gibasowi z Poznania sąd we wrześniu tymczasowo odebrał 7-letniego Leona, 3-letnią Romę i 2-letnią Matyldę. Poszło o to, że rodzice po trzech latach korzystania z pomocy MOPR postanowili z niej zrezygnować i stanąć na własnych nogach. Urzędnicy socjalni nie zgodzili się na to. Gdy rodzice przestali ich wpuszczać do mieszkania, zawiadomili sąd. A ten tymczasowo odebrał rodzicom dzieci, uznając, że ta rodzina jest „niewydolna pod względem opiekuńczo-wychowawczym”. Rodzicom zarzucono, że zostawiają dzieci pod opieką chorego psychicznie wujka oraz że nie dbają o ich edukację. To jednak nieprawda: ponieważ syn ma problemy z mówieniem, rodzice umieścili go w specjalnej klasie terapeutycznej.

    Za to teraz, kiedy go odebrano, chłopiec chodzi do zwykłej szkoły, bo jest bliżej Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. W ośrodku stał się agresywny, więc wysłano go do psychiatry. Rodzice płaczą, że syn tak reaguje na zabranie go z domu, bo nigdy dotąd nie był agresywny. W 2009 r. w całodobowych placówkach opiekuńczo-wychowawczych przebywało 29712 dzieci. 12 lutego bieżącego roku dołączył do nich 11-letni Sebastian z lubelszczyzny. Nie wrócił do domu bo urzędnicy... zabrali go wprost ze szkoły. Sąsiedzi i proboszcz mówili, że chłopiec jest bardzo kochany i związany z rodzicami. Biurokraci odpowiadali jednak, że Sebastian do domu wrócić nie może, bo jest tam chłodno i ubogo, a rodzice są mało zaradni. Sąd w Lublinie zwrócił chłopca rodzicom dopiero 10 listopada, po reportażach w telewizji.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół