• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Co widziały moje oczy

    Barbara Gruszka-Zych

    |

    GN 17/2008

    dodane 01.05.2008 20:02

    Miej Pani do czynienia z tysiącami nieboszczyków dzień i noc. My też byli nieboszczyki, tak jak oni. Pani mnie rozumi?

    Mech porasta ziemię wokół wysadzonych przed wyzwoleniem krematoriów numer 5 i 4 w Birkenau. – Dobrze trzyma wilgoć – mówi Henryk Mandelbaum. Od maja 1944 r., jako pracownik specjalnej grupy roboczej Sonderkommando, tutaj i w nowoczesnych piecach krematoriów numer 2 i 3, palił zwłoki zagazowanych współwięźniów. Miał 21 lat, kiedy w maju 1944 r. esesmani posłali go do tej pracy. – Pierwszego dnia, tu, gdzie mech, leżały stosy napuchniętych, psujących się w upale ciał – pokazuje. – Jedni ciągli zwłoki, inni rzucali je na stos. A wszędzie dym i zapach spalonego mięsa... Pomyślałem, że jestem w piekle. W każdej chwili trzeba było walczyć ze sobą, żeby przeżyć. Tu sekunda była godziną, godzina dniem, tydzień rokiem.

    Przerywa opowiadanie i pyta: – Słychać tu coś? – Ptaszki śpiewają – odpowiadam. – A tu męki ludzkie były dzień i noc, pies z kulawą nogą na pomoc nam nie przyszedł – krzywi usta. – O tym trzeba mówić. Nie walczyć bronią, ale ustami, żeby nic się nie powtórzyło – Mandelbaum od ponad 60 lat daje świadectwo. – Jest jedynym żyjącym w Polsce, a jednym z dziewięciu na świecie więźniów, niezwykłych świadków pracujących bezpośrednio przy obsłudze krematoriów – mówi Adam Cyra, historyk z muzeum Auschwitz-Birkenau. – Ile miliardów da Pani komu, żeby to widział, co ja? – pyta Mandelbaum. – Nie znajdzie Pani takiego. Jestem sam.

    Mysz w poszanowaniu
    Urodził się w 1922 r. w Olkuszu. – Pochodzę z rodziny wyznania mojżeszowego – opowiada. – Matka była Estera, a ojciec Dawid. Kiedy miał 4 lata, przeprowadzili się do Ząbkowic Będzińskich, gdzie ojciec założył zakład rzeźniczy. W 1941 r. przyszli do nich Niemcy i kazali się spakować w 3 godziny. Każdy zabrał ze sobą walizeczkę, która była ich całym dobytkiem w getcie w Dąbrowie Górniczej. Henryk rozpoczął pracę w firmie budowlanej. Uciekł, kiedy w 1943 r. z rodziną transportowali ich do głównego getta w Sosnowcu-Środuli. Przez sześć tygodni ukrywał się u Niemca, członka SA. Potem pomieszkiwał u znajomych rolników. Kiedy chciał się im odwdzięczyć za opiekę i przyjechał do sosnowieckiego getta po ciuchy dla nich, został aresztowany i wywieziony do Auschwitz-Birkenau. Henryk Mandelbaum do dziś śpiewa piosenki, przeplatając nimi wspomnienia. Jak był chłopcem, chodził z ulicznymi grajkami po Ząbkowicach Będzińskich i zbierał im pieniądze do czapki. Co zrobił z tymi piosenkami, kiedy wysiadł z wagonu na rampie w Birkenau? Może przyszedł mu do głowy fragment: „Nie chcę wiedzieć, jak to będzie, gdy odejdziesz, ale po co dziś się smucić i zatruwać sobie myśl”. Wiedział, że tutaj ludzie z gwiazdą Dawida na piersi mogą odejść w każdej chwili. – Tu były w poszanowaniu mysz i szczur, a nie człowiek... – stoimy na terenie dawnego obozu.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół