• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jeden okręg, jeden poseł

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 17/2008

    dodane 01.05.2008 19:50

    Chcemy wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze już w najbliższych wyborach samorządowych i do Senatu - zapowiada w rozmowie z „Gościem” poseł Waldy Dzikowski, wiceprzewodniczący PO.

    Wielkiej rewolucji jednak nie będzie, bo posłowie nie wprowadzą zmian, które dotyczyłyby ich samych: w wyborach do Sejmu. A właśnie na tym najbardziej zależy Ruchowi Obywatelskiemu na rzecz Jedno-mandatowych Okręgów Wyborczych.

    Wygrywa tylko jeden
    Jak mają być zorganizowane okręgi jednomandatowe? Przede wszystkim muszą być małe. Tak, żeby kandydat musiał rzeczywiście wejść między wyborców i nawiązać z nimi bezpośredni kontakt. Z każdego z tych małych okręgów do parlamentu mógłby się dostać tylko jeden kandydat. Gdyby wprowadzić ten system w wyborach do Sejmu, przestalibyśmy wreszcie głosować na listę partyjną, a wyłącznie na jednego, konkretnego człowieka. Polska zostałaby podzielona na 460 małych okręgów wyborczych, każdy po ok. 65 tys. wyborców.

    Nawet więc miasta średniej wielkości, jak Ostrowiec Świętokrzyski czy Inowrocław, stałyby się osobnymi okręgami wyborczymi do Sejmu i mogłyby wybrać swojego posła. – Badania pokazują, że 70 proc. Polaków chce głosować w takim systemie – mówi poseł Waldy Dzikowski. – Wyborcy poczuliby się bardziej potrzebni, mogłaby się zwiększyć frekwencja. Bo na razie posłem może zostać kandydat, który dostał zaledwie kilka tysięcy głosów. W okręgach jednomandatowych to byłoby niemożliwe, bo wygrywaliby tam tylko kandydaci, którzy naprawdę cieszą się zaufaniem wyborców. Wyborcy tego konkretnego kandydata mogliby też bardziej kontrolować jego pracę w parlamencie, przyglądać się jej. System stałby się mniej anonimowy – przekonuje.

    W jednomandatowych okręgach wybierają swoich przedstawicieli m.in. Amerykanie, Brytyjczycy czy Kanadyjczycy. U nich to się sprawdza. W Polsce jednak większość polityków krzywi się na propozycję skopiowania tego systemu. W rezultacie głosujemy wciąż według skomplikowanej ordynacji proporcjonalnej, a w okręgach wyborczych kandydaci walczą między sobą o kilka mandatów.

    Żegnaj, zauszniku
    Krytycy jednomandatowych okręgów zwracają uwagę, że jeśli startują w nich dwaj kandydaci o zbliżonych poglądach, to odbierają sobie nawzajem głosy. I paradoksalnie, mandat może uzyskać ktoś trzeci. Zwolennicy odpowiadają, że to plus, bo zmusza kandydatów o podobnych poglądach do porozumienia się. I z czasem prowadzi to do powstania w parlamentach dwóch wielkich partii, jak Republikanie i Demokraci w USA.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół