Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Jeden okręg, jeden poseł

Chcemy wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze już w najbliższych wyborach samorządowych i do Senatu - zapowiada w rozmowie z „Gościem” poseł Waldy Dzikowski, wiceprzewodniczący PO.

Wielkiej rewolucji jednak nie będzie, bo posłowie nie wprowadzą zmian, które dotyczyłyby ich samych: w wyborach do Sejmu. A właśnie na tym najbardziej zależy Ruchowi Obywatelskiemu na rzecz Jedno-mandatowych Okręgów Wyborczych.

Wygrywa tylko jeden
Jak mają być zorganizowane okręgi jednomandatowe? Przede wszystkim muszą być małe. Tak, żeby kandydat musiał rzeczywiście wejść między wyborców i nawiązać z nimi bezpośredni kontakt. Z każdego z tych małych okręgów do parlamentu mógłby się dostać tylko jeden kandydat. Gdyby wprowadzić ten system w wyborach do Sejmu, przestalibyśmy wreszcie głosować na listę partyjną, a wyłącznie na jednego, konkretnego człowieka. Polska zostałaby podzielona na 460 małych okręgów wyborczych, każdy po ok. 65 tys. wyborców.

Nawet więc miasta średniej wielkości, jak Ostrowiec Świętokrzyski czy Inowrocław, stałyby się osobnymi okręgami wyborczymi do Sejmu i mogłyby wybrać swojego posła. – Badania pokazują, że 70 proc. Polaków chce głosować w takim systemie – mówi poseł Waldy Dzikowski. – Wyborcy poczuliby się bardziej potrzebni, mogłaby się zwiększyć frekwencja. Bo na razie posłem może zostać kandydat, który dostał zaledwie kilka tysięcy głosów. W okręgach jednomandatowych to byłoby niemożliwe, bo wygrywaliby tam tylko kandydaci, którzy naprawdę cieszą się zaufaniem wyborców. Wyborcy tego konkretnego kandydata mogliby też bardziej kontrolować jego pracę w parlamencie, przyglądać się jej. System stałby się mniej anonimowy – przekonuje.

W jednomandatowych okręgach wybierają swoich przedstawicieli m.in. Amerykanie, Brytyjczycy czy Kanadyjczycy. U nich to się sprawdza. W Polsce jednak większość polityków krzywi się na propozycję skopiowania tego systemu. W rezultacie głosujemy wciąż według skomplikowanej ordynacji proporcjonalnej, a w okręgach wyborczych kandydaci walczą między sobą o kilka mandatów.

Żegnaj, zauszniku
Krytycy jednomandatowych okręgów zwracają uwagę, że jeśli startują w nich dwaj kandydaci o zbliżonych poglądach, to odbierają sobie nawzajem głosy. I paradoksalnie, mandat może uzyskać ktoś trzeci. Zwolennicy odpowiadają, że to plus, bo zmusza kandydatów o podobnych poglądach do porozumienia się. I z czasem prowadzi to do powstania w parlamentach dwóch wielkich partii, jak Republikanie i Demokraci w USA.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy