• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przekroczył oczekiwania

    Jacek Dziedzina

    |

    GN 23/2006

    dodane 05.06.2006 12:16

    I Pielgrzymka Benedykta XVI w Polsce : Warszawa, Częstochowa, Kraków, Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Łagiewniki, Oświęcim - 25 - 28 maja 2006 r., Z prof. Władysławem Bartoszewskim rozmawia Jacek Dziedzina

    Jacek Dziedzina: Wraca Pan właśnie z ostatniego etapu pielgrzymki Benedykta XVI. Jakie są Pańskie pierwsze refleksje po tej oczekiwanej tak bardzo przez nas wizycie Papieża „nie-rodaka”?
    Władysław Bartoszewski: – Wszystkie etapy tej pielgrzymki były dla mnie ważne. Bliska jest mi ta symbolika skały (o której Papież mówił do młodzieży – J.D). Ja też uważam, że trzeba wykazywać twardość skały w zasadach. Różne jest znaczenie słowa „skała”: skała, na której zbudowany jest Kościół – Piotr i jego następcy. To jest przypomnienie prawdy oczywistej, katechizmowej, że Kościół to jest dzieło Chrystusa na ziemi, że następcy Piotra są zastępcami Chrystusa i że to nie jest tylko figura retoryczna, ale to jest temat do stałego zastanawiania się, stałej refleksji. Zastępcy Chrystusa dźwigają ogromną odpowiedzialność i mają prawo oczekiwać od nas wiary i ufności w sens wykładni prawdy, takiej, jaką oni wyrażają, zarówno przez swoje encykliki, jak i przez swoje nauki okazjonalne. To wszystko składa się na ich mądrość i wierzę – zawsze tak uważałem – że działają z natchnienia Ducha Świętego.

    Młodzież „kupiła” słowa Benedykta. Czy zainteresowanie młodych nowym Papieżem tłumaczą te same mechanizmy jak w przypadku Jana Pawła?
    – Młodzież, o dziwo, mimo że nie były to proste wywody, przyjmowała je z ogromnym entuzjazmem. Młodzi widzą, że są traktowani z powagą, jaka przystoi dorosłym, że nie ma podchodzenia z taryfą ulgową do nich, w sposób patronalny czy też poklepujący po ramieniu. To była wypowiedź braterska do młodych braci w wierze – szukających swojej drogi, skoro przyszli na spotkanie z głową Kościoła, bez względu na to, czy mają utwierdzony ten fundament wiary, czy nie. I to było podkreślane, że słowa Papieża mają trafiać nie tylko do głęboko przekonanych katolików, ale i do ludzi, którzy nie mają głębokiego przekonania, a może w ogóle nie uważają, że tego rodzaju nauczanie jest podstawą, która umacnia w życiu. Ten wybitny filozof i teolog, podeszły już wiekiem, mówił do pokolenia wnuków jego generacji.
    Z całą pewnością w historii tego Kościoła to ostatni papież, który przeżył tragedię II wojny światowej. Takie są po prostu prawidła biologii. To są moje refleksje po wsłuchiwaniu się z szacunkiem w słowa Benedykta XVI, który mówił o skale, opoce, w różnym rozumieniu tych słów: o wierze twardej jak skała, o opoce, jaką jest papiestwo, o Kościele, który jest drogą do Chrystusa i o ostrzeżeniu, aby nie wierzyć fałszywym prorokom, bo nie ma prywatnej wykładni Chrystusa. Jest jedna wykładnia – ta, którą nam przynosi święty, apostolski Kościół z papieżem na czele.

    Reakcje ludzi na słowa Benedykta rozwiały chyba ostatecznie obawy o to, czy polscy katolicy są w stanie zaakceptować nauczanie papieża nie-Polaka…
    – Mogę powiedzieć z przekonaniem, że zdaliśmy ten egzamin lepiej, niż można było oczekiwać. Topniały najwyraźniej wszelkie obawy, czy nasza konfrontacja z nowym Papieżem będzie trafiała na jego dobry odbiór. Tymczasem jego rozjaśniona twarz, promieniujące oczy, kiedy słuchał śpiewów, krzyków, hałasów, wyrazów radości wskazywała, że jest on nie tylko papieżem, ale także bardzo wrażliwym człowiekiem. Muszę powiedzieć otwarcie: było lepiej, niż sobie wyobrażałem, że może być.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół