Nowy numer 16/2018 Archiwum

Czas bankrutów

Życie na kredyt przez lata było normą. Zwłaszcza gdy kredyty zaciągały rządy. Bo rządy mogą sięgnąć do kieszeni podatników, żeby spłacić długi. Jest jednak próg zadłużenia, którego przekroczenie spłatę czyni niemożliwą.

Gdy świętowaliśmy długi weekend z okazji rodzimego Święta Niepodległości, rynki finansowe obiegła wieść, że Irlandia zamierza zwrócić się do UE o pomoc finansową z Europejskiego Funduszu Stabilności. Jeszcze 14 listopada irlandzki minister sprawiedliwości twierdził, że doniesienia o rozmowach z UE to fikcja, gdyż „rząd Irlandii nie musi w krótkim czasie zaciągać długu na międzynarodowym rynku kredytowym, ponieważ jego potrzeby finansowe są zaspokojone do połowy 2011 r.”. Ale minister sprawiedliwości widocznie nie zna się na gospodarce i nie rozmawiał ze swoim kolegą z resortu finansów, gdyż następnego dnia irlandzkie ministerstwo finansów przyznało, że „rozmawiało z Brukselą o kondycji finansowej Irlandii, lecz tematem rozmów nie był pakiet unijnej pomocy” tylko „ogólna kondycja rynku kredytowego”.

Rzecznik unijnego komisarza ds. gospodarczych i finansowych oświadczył, iż w przypadku Irlandii „potrzeby są pokryte do lata 2011 r.”, a informacje o wywieraniu na Dublin nacisków, by domagał się pomocy, to „wyraźna przesada”. Ale już 17 listopada irlandzki minister finansów oświadczył, że „Irlandia jest gotowa skorzystać z funduszu stabilizacji strefy euro, jeśli nie będzie w stanie poradzić sobie z kryzysem systemu bankowego”. A jednak! Bo że nie będzie w stanie sobie poradzić, to pewne. Amerykanie sobie „poradzili”, bo nadrukowali dolarów. A Irlandia sama nie może sobie nadrukować euro, których bardzo potrzebują irlandzkie banki. 28 listopada Unia zaakceptowała ostatecznie pakiet pomocowy dla Irlandii. To potwierdza mądrość księcia Gorczakowa, który powiadał, że wierzy tylko w informacje oficjalnie zdementowane.

Ale najciekawsze jest coś innego. Mówiąc 15 listopada o tym, że Irlandia nie potrzebuje pomocy (która już 19 listopada okazała się jednak przydatna), unijny urzędnik powiedział, że „także ze strony Portugalii nie ma żadnych wniosków o pomoc”, a doniesienia o tym nazwał spekulacją. Od razu zrodziło się pytanie: kiedy Portugalia? Nie „czy”, tylko „kiedy”! Przyczyny problemów Irlandii i Portugalii są różne. Objawy jednak takie same: dług, którego nie ma czym spłacić. Notabene Potrugalia nie spłaciła chyba jeszcze wszystkich długów zaciągniętych na organizację Euro… W 2012 r. to my mamy zorganizować Euro. Ciekawe, czy skończymy jak Portugalia? Gdyby nie było strefy euro, problemy Grecji, Irlandii czy Portugalii byłyby ich własnymi problemami. Teraz są problemami Europy. A nasz rząd koniecznie chce do tej strefy jak najszybciej dołączyć. Może w nadziei, że jak Niemcy spłacą długi greckie, irlandzkie i portugalskie, to spłacą też i te, które zaciągał tak ochoczo przez ostatnie trzy lata minister Rostowski?

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama