• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pogrzeb ofiar katastrofy

    Fakty i opinie - oprac: Przemysław Kucharczak

    |

    GN 35/2008

    dodane 04.09.2008 11:41

    Zabrze-Makoszowy. Gdzie uciekać, gdy w korytarzu przed tobą kłębi się gęsty gryzący dym? To wspomnienie wielu górników, ocalonych z katastrofy w kopalni „Makoszowy” pół wieku temu.

    W gigantycznym podziemnym pożarze zginęło wtedy 72 ich kolegów. W niedzielę 31 sierpnia w Zabrzu-Makoszowach zostanie odsłonięty poświęcony im pomnik. Do największej katastrofy górniczej w powojennej historii Polski doszło 28 sierpnia 1958 roku. Była godzina pierwsza w nocy. Górnicy cięli palnikiem acetylenowym wystający z obudowy przekopu kawał żelastwa. Niestety, płomień palnika zapalił drewniane części tej obudowy. A później od drewna ogniem zajął się węgiel. Rozpętało się piekło. Ciasne kopalniane korytarze wypełnił dym. Wpełzał do coraz to nowych korytarzy i przekopów. Wraz z nim po kopalni rozchodził się cichy zabójca: czad.

    Najbardziej dramatyczne wydarzenie rozegrało się na poziomie 175 m. 90 wycofujących się górników utknęło tam przed przekopem, który był już pełen dymu. Przekop miał 650 m długości i prowadził do miejsca, gdzie czekał ratunek: do szybu. Prawie połowa górników postanowiła czekać na ratowników. Pozostali zdecydowali, że spróbują przebić się przez zadymiony korytarz. Założyli nowe pochłaniacze ucieczkowe, w które zostali wyposażeni kilka miesięcy wcześniej. Po omacku pokonali zadymiony odcinek i ocaleli. Z ich 42 kolegów, którzy zostali, żeby jeszcze trochę poczekać na ratowników, nie przeżył żaden.

    Ich nowe pochłaniacze pozwalały przez około 20 minut oddychać nieskażonym powietrzem. „Dla wielu zdezorientowanych, poruszających się w gęsto zadymionych wyrobiskach, te 20 minut okazywało się, niestety, niewystarczające. Spowici dymami z obu stron, mieli przed sobą 650-metrowy odcinek wiodący zadymioną wytyczną” – relacjonuje w materiałach prasowych kopalnia „Sośnica-Makoszowy”. Tylko w tym jednym miejscu ratownicy znaleźli później 42 ciała. Pracę utrudniał zastępom ratowniczym fakt, że kierownictwo kopalni na początku akcji popełniło sporo błędów. Mimo to ratownicy wyprowadzili z zagrożonego rejonu 265 górników. 87 z nich było podtrutych gazami.

    W Makoszowach zginęło 72 górników. Najstarszy z nich miał 64 lata, najmłodszy 18 lat. Z tragedii całe polskie górnictwo wyciągnęło wnioski. Przede wszystkim zapadła decyzja, żeby we wszystkich kopalniach wprowadzić oświetlenie elektryczne, zamiast dotąd stosowanych lamp karbidowych. Normy przewietrzania kopalnianych wyrobisk zostały zaostrzone, a każdy górnik został obowiązkowo wyposażony w pochłaniacz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół